LINK WERYFORMAT 3
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
czwartek, 31 lipca 2014
I znów jestem dżęnderem i do tego zweryfikatorowanym
Kilka moich wierszy i recenzyjka w nr 3 WERYFORMA<T>- u oraz coś na Śląskiej Strefie Gender
LINK WERYFORMAT 3
LINK do ŚSG
LINK WERYFORMAT 3
wtorek, 29 lipca 2014
We are poor passing facts, warned by that to give each figure in the photograph his living name
Kolejny remanencik jesienny.
Stationary
traveller
Those blessèd structures, plot and rhyme--
why are they no help to me now
Robert Lowell Epilogue
Moja walizka jest pusta. O tej porze roku
nie wypełnia jej nawet jałowy listopad,
a w głowie mam przypowieść o tym, jak rozdali
talenty zamiast fantów w jarmarcznej loterii,
i papugę, co w dziobie miętosiła skrawek
losu z moim numerem (na końcu dwie szóstki).
Listopad w mojej głowie – rana postrzałowa,
brudna i zaropiała, bo z góry się sączy:
nie jesteś tym, co kochasz. Nawet w telefonie
dźwięk zerwał się łańcucha, obszczekując ciszę,
niby strachliwy kundel, a ona jest niema,
nie ma jej w okolicy (czemu mnie odchodzisz).
Bo taka zgrzebna pustka jest neologizmem
mojej nieobecności tuż po opuszczeniu.
Walizka napełniona samym nie zbyt ciężka
do udźwignięcia także przez stado siłaczy.
Kiedy pod nią upadam przy kolejnej stacji,
nikt nie czeka z ręcznikiem (nawet Berenika)
Like the dolphins, like dolphins can swim
Though nothing, nothing will keep us together
We can beat them, for ever and ever.
We can be Heroes, just for one day.
I, I will be king
And you, you will be queen
Though nothing, nothing will drive them away
We can be Heroes, just for one day
We can be us, just for one day
I, I remember standing, by the wall
And the guns, shot above our heads
And we kissed, as though nothing could fall
And the shame, was on the other side
Oh we can beat them, for ever and ever
Then we could be Heroes, just for one day
We can be Heroes
We can be Heroes
We can be Heroes
We can be Heroes
poniedziałek, 28 lipca 2014
None of this cares for us. Nothing shows why at this unique distance from isolation
Kolejny remanentowy. Ponad rok się uchował.
Milczenie w łóżku
Leżenie obok siebie to zwyczaj tak dawny
Philip Larkin Rozmowa w łóżku
Larkinowi
Patrzą się ciemne miasta po horyzont
i nic nie widać, nic się nie chce mówić
w zaciszu łóżka, chociaż kiedyś było
przecież inaczej, gdy noc w jasną szczerość
i dotyk w prawdę, tak pięknie nieczystą,
obracaliśmy, aż smętnym voyeurom
wzrok mgłą zachodził od tej intymności,
a w snach samotnych marzyło się piekło
i my w nim, w ogniu, który nas nie topił.
Teraz brakuje nawet nieprawdziwych
słów i czułości - cisza nas rozdziela
z każdym oddechem w ostygłej pościeli.-----------------------------
You spurn my natural emotions
You make me feel like dirt
And I’m hurt
And if I start a commotion
I run the risk of losing you
And that’s worse
Ever fallen in love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
You shouldn’t’ve fallen in love with?
I can’t see much of a future
Unless we find out what’s to blame
What a shame!
And we won’t be together much longer
Unless we realize that we are the same
Ever fallen in love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
You shouldn’t’ve fallen in love with?
You disturb my natural emotions
You make me feel like dirt
And I’m hurt
And if I start a commotion
I’ll only end up losing you
And that’s worse
Ever fallen in love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
You shouldn’t’ve fallen in love with?
Ever fallen in love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
Ever fallen in love
In love with someone
You shouldn’t’ve fallen in love with?
Ever fallen in love with...
Ever fallen in love with someone
You shouldn’t’ve fallen in love with?
czwartek, 24 lipca 2014
Pamiętam wcale nie ciebie, tylko twoje włosy
Sprzed kilku miesięcy. Zagubił się gdzieś.
Sonet
dla ogłuszonego
Well
never mind, we are ugly
but we
have the music.
Leonard
Cohen Chelsea Hotel no.2
gdy wybuchła muzyka nie spaliśmy wcale
i byłem taki brzydki w twoim jasnym świetle
przeszkadzała mi smutna namacalność ciała
zaplątanego biernie w ociemniałe ręce
i byłem taki brzydki jak ten hotel chelsea
ślepy niby zaułek z kostropatą ścianą
nad którą nie chce patrzeć zakurzony świetlik
gibel ani lukarna kiedy namacalność
przekracza krawędź dłoni ostatnią granicę
a za nią snu brakuje i chwieje się czułość
zaczepiona przypadkiem w białej rękawiczce
tuż nad stopień przed świtem o cal od wybuchu
i byłem taki brzydki jak ten stary hotel
ociemniały od dźwięku który miałaś w sobie-----------
wtorek, 22 lipca 2014
czwartek, 17 lipca 2014
We were looking for the lamb of god, we were looking for Mark David
Canto 666 [apocalypto]
owce nie dadzą
pożytków gdzie lichwa
Ezra Pound Canto XLV
Poundowi
już jezus z krwawą matką rozlany do szklanek,
spleśniały chleb na stole zielenią przegryza
gardło lichwiarzom śpiącym w ramionach kochanic
po ostatnim francuzie, obok zaś krytyczna
masa wrze przeciw żydom, które na papierze
sadzi nieśpiesznie malarz w monachijskim anclu,
pożyczając od danta coś na przeczyszczenie
świata znanego dobrze tylko pomazańcom.
gdy tata z mamą pląsa, w rozbieganych oczkach
lichwa ma chciwe błyski, jakby stereotyp
szajloka nie wystarczył, by się w kabzie spotkać
mogli dobrzy pasterze z denarem piotrowym,
zanim znów kamieniarzom odbierze się krosna
czy pracowitym tkaczom ich miękkie kamienie
ukryte w chorych nerkach lub filcowych workach,
a wszystko to niezgodnie z wiarą i sumieniem.
lecz kiedy krwawą matkę syn duszkiem wysączy
na pohybel ciemięzcom spod helowej chmury,
wtedy pustynny podmuch pozrywa koronki,
z głów głupców, co przywiedli kurwy do eluzis,
by biły w chińskie gongi lub w blachy majbachów,
niepomne na oczodół, który z góry śledzi
poczynania niewiernych, bredzących ze strachu:
marysia ma baranka, a baranek bieży.
----------------------------
"Destined For Nothing"
Who do you believe can put some meaning in your life
meaning in your life
meaning in your life
Who do you conceive to provide you guidance and light
guidance and light
guidance and light
Are they waiting for you in the by and by
Do you even have to try
Headed for eternity and destined for nothing
The future isn't difficult to see
It's easy to confuse grand design with life's repercussions
Lament not your vanquished fantasy
It's only destiny
Why do you consent to live in ignorance and fear
ignorance and fear
ignorance and fear
Ancient people succumbed to it can it happen here
can it happen here
can it happen here
Does it make you suffer cuz you have to die
Is it best to live a lie
Headed for eternity and destined for nothing
The future isn't difficult to see
It's easy to confuse grand design with life's repercussions
Lament not your vanquished fantasy
It's only destiny
-------------------
poniedziałek, 14 lipca 2014
Write sins - not tragedies
Pizza z Pizarro
pierwsze lata konkwisty: zajęliśmy słońce,
po nim kolejne miejsca na najwyższych półkach
naszej małej lodówki. ot, stabilizacja,
kiedy pod folią szynka z czasem się zieleni,
dobrze zmrożona wódka zastępuje serce,
a przecier z pomidorów zagra krewkość uczuć
(w końcu podobny kolor i tak samo trudno
doprać potem ubrania potencjalnych ofiar).
dalszy podbój wstrzymało doniosłe odkrycie,
że właściwie jesteśmy na wszelki wypadek,
wciąż pilnując kolejki dla lepszych gierojów
lub hojniej pozbawionych przez matkę naturę
niepotrzebnych skrupułów w imię erystyki
oraz świętej mimikry. wkrótce przez brak ruchu
pokryliśmy się futrem z wszędobylskiej pleśni
wśród resztek capricciosy na szkle etażerki.
nie mieliśmy czułości, nigdy jej nie było,
a jedynie pragnienie, by się w nocy nie bać
i obracać przychylne, nie-niebieskie ciała
w akcie rozsiania genów, biorąc dobry przykład
od bogów wszechmogących i tych mniejmogących,
lecz przyrodzona kruchość wciąż nas skazywała
na zupełną porażkę. choć prorok nam śpiewał:
kiedy nic nie masz, nie masz i nic do stracenia
i nie obrastasz pleśnią, tocząc się przez czas.
------------------
Oh, well imagine,
As I'm pacing the pews in a church corridor,
And I can't help but to hear,
No, I can't help but to hear an exchanging of words,
What a beautiful wedding,
What a beautiful wedding,
Says a bridesmaid to a waiter,
Oh yes, but what a shame,
What a shame the poor groom's bride is a whore,
[Chorus:]
I chime in with a,
"Haven't you people ever heard of closing the goddamn door?"
No, it's much better to face these kinds of things,
With a sense of poise and rationality.
I chime in,
"Haven't you people ever heard of, closing the goddamn door?"
No, it's much better to face these kinds of things,
With a sense of,
[...]
poniedziałek, 7 lipca 2014
Elegia na śmierć wszystkich małych bogów
Było już, ale potrzeba chwili
Wiersz na zakończenie czasu
do czego się modlić, jeśli nie ma wróbli?
skoro poznikały całkiem bez przyczyny,
pozostaje czekać na kolejne pustki
i dni bez okruchów sypanych na beton.
gdzie i kiedy odeszły, kto będzie następny?
może ja, bo ta wiosna tak słabo się trzyma
mojej głowy i jakoś nie potrafię myśleć
nad ranem nie o tobie, a każdy zaimek
wydaje się bezwzględny i wskazuje tylko
na dziwnie próżne miejsce ukryte za mostkiem,
pragnące się napełnić czymś innym niż smutek
z powodu zaginięcia pospolitych ptaków,
co odeszły chyba bez jasnej przyczyny,
skowytu czy huku, zostawiając resztki
chleba na chodniku, zwykłą nieobecność,
która jest straszniejsza od zagłady świata.
piątek, 4 lipca 2014
Father can you hear me? How have I let you down?
Raster
o, Sylwio, nastawił na mnie wnyki
na kretonowych polach w drobną kratkę
Hałyna Kruk Dо Sylwii Plath
na kretonowych łąkach, moja droga Sylwio,
na polach w drobną kratkę, moja śliczna Anno
umieramy zazwyczaj – tak najlepsze brzmienie
uzyskuje dopełniacz: ludzka obliczalność.
bo rym w wierszu nieważny, niby w oku jaskra,
skoro niedowidzenie jest lepszą gwarancją
zejścia w obłoku dymu w przytulnym garażu
lub w kuchni, piękna Sylwio, poetyczna Anno,
gdyż życie w łuk cisowy samo się wygina,
a wtedy śmierć to banał – przychodzi zbyt szybko
na koniuszku języka wraz z ostatnim zdaniem,
nitką z ręcznika –
Anno, kroplą whisky – Sylwio.
jest kratka na kretonie i księżyc złachany,
symbol odarty z blasku za dnia wredną tintą,
a wtedy krew to farba, zaś życie to raster
co nas punktuje, Anno, i przesiewa – Sylwio.---------------------------------
Subskrybuj:
Posty (Atom)