Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Bluzg przez zaciśnięte zęby czyli recenzja "Madafakafares" w "GW"

Cieszy z poniedziałku - zwłaszcza recenzja

 TU KLIKAĆ: Recenzja w "GW"



a tu czytać

------------------

"Madafakafares" Podlipniaka. Bluzg przez zaciśnięte zęby

Katarzyna M. Wiśniewska
 

Nowy tom wierszy Pawła Podlipniaka to nie jest lektura na święta. To, moim zdaniem, najmocniejszy zbiór poety, który "nie ma w sobie wiary, nie ma w sobie niczego, co mogłoby przetrwać ciut dłużej niż piosenka w komercyjnym radiu".




Artykuł otwarty

Na okładce mały chłopiec z białą opaską na ręku, biega w pyle lub deszczu. Zdjęcie jest czarno-białe, może dlatego dziecko na pierwszym planie wydaje się brać udział w jakimś obłąkanym tańcu? Podlipniak zdradził mi w prywatnej rozmowie, że to Open'er, chłopiec biega w kółko. Autorem zdjęcia jest Radosław Kobierski, który ponoć ma talent do fotografowania zwykłych rzeczy tak, by były przesiąknięte niepokojem.

Tytuł. "Madafakafares". Powstał z połączenia wulgarnego określenia "mathafucker" [czyt. madafaka] z hebrajskim zwrotem "mane tekel fares", czyli "policzone, zważone, podzielone".

Tytułowego słowa używa pułkownik w wierszu "E-120". Ponieważ jesteśmy w pierwszej części tomu, zatytułowanej "Kantyczka dla Kurtza", wiemy już, o kogo chodzi. Podlipniak opowiedział mi, że pisząc ten wiersz, myślał o połączeniu pewnego rodzaju bezradności wobec zła, przekonania o nieuchronności z jednoczesnym protestem, bluzgiem przez zaciśnięte zęby.

Poeta nie może spać, budzi się w godzinie wilka i jakby nie mógł pozbyć się z głowy głosów, spod powiek obrazów uwierających jak ziarnka piasku, więc pisze. Opowiada nam o rzeczach wstrząsających jak przestrzelona czaszka, podpalony kot, ptaki z wydłubanymi dla zabawy oczami. Zabiera nas w podróż do jądra ciemności, którą nosi w sobie człowiek: zdolny, do wszystkiego.

"Chcę wydrzeć z siebie wilka" - pisze Podlipniak i trzeba mu wierzyć.

Autor odwołuje się do naszej wrażliwości, wiedzy historycznej, nawiązuje do wielu motywów z filmu, literatury, sztuki, filozofii, religii.

To nie są wiersze na święta, które kojarzą się z miłością, ciepłem, bezpieczeństwem. Podlipniak mówi bowiem o ciemnej stronie ludzkiej natury, o "niewłaściwej stronie Alicji".

Jednym z najbardziej poruszających wierszy z zbiorze jest wg mnie "Wiersz na zakończenie czasu", w absolutnej czołówce umieszczam też "Walijskie wieloryby [wiersz podróżny]" i "Śmierć Debbie Harry".

"(...) umywam ręce. to podobno na chwilę pomaga./potem kropka zgasi resztę. przemówi biel." - tak kończy się wiersz "Potrzask/zatrzask" z epilogu tomu. Mam nadzieję, że Podlipniak jeszcze nie raz przemówi do nas dobrym-brzydkim wersem.

Tomik "Madafakafares" wydała Galeria Literacka przy Galerii Sztuki Współczesnej Biuro Wystaw Artystycznych w Olkuszu.

Wiersze będzie można kupić w księgarni Sonet i Księgarni Literackiej im. W. Gombrowicza.


Cały tekst: http://radom.gazeta.pl/radom/1,48201,17168981,_Madafakafares__Podlipniaka__Bluzg_przez_zacisniete.html#ixzz3McIKZXh4


wtorek, 16 grudnia 2014

I just feel like I'm condemned to wear someone else's hell





Światłowstręt



Świerszcze. Świerszcze. Nad nimi obłoki.
Sierpień. I Mesjasz, który nikogo nie zbawi.
Paweł Huelle Krasnogruda


i te cholerne świerszcze – jakby ktoś przestroił
maszynerię zbawienia, by raniła ciszę
pod absurdalnie miałkim, kiczowatym niebem,
gdzie roztapia się mesjasz na zdartym banerze
z niekompletnym napisem – ezu ocham iebie,
obok przejścia dla pieszych z poszarzałą zebrą.

jak zwykle o tej porze światło dusi wszystko,
a ja nie widzę ciebie. ten rodzaj ślepoty
jest niechybnym przekleństwem, które raz rzucone,
odradza się jak feniks w brudnej popielniczce
wypełnionej petami. razi brak symetrii
pomiędzy tym co dobre, a nieuniknione.

i te cholerne świerszcze, to cholerne światło,
naddarty facet z palcem (wbitym w moje okno),
jakby wskazywał drogę na skróty do raju,
lecz to ślepy zaułek – u mnie nie ma miejsca
na podobne złudzenia, chwyty reklamowe.
wieczorem znów wybiorę twój numer na trafił.   

jeśli chybię, obwinię i światło, i świerszcze.

-------------------------------

czwartek, 11 grudnia 2014

Whatever is begotten, born, and dies

i jeszcze pokonkursowo






Niekraj



Ona to dostrzeże, lecz prędzej niż pojmie,
że można  znaczyć dla kogoś początek i koniec, poczuje nienawiść
Jacek Podsiadło Nauka o człowieku



imię boga pisane najmniejszą literą barwy ognia
palcem na zakurzonej ławce nim nadejdą starcy
niosący feretrony i ave sypane wzdłuż nawy
przez chór leciwych głosów które drżą tak mocno
jakby się miały rozpaść pod naciskiem ciszy
a w tle pobrzmiewa rwany w strzępy motyw
to nie jest kraj to nie kraj nie ukochany kraj

schroniliśmy się tutaj tylko przed upałem
nie dla modlitw zwiedzając podrzędne toledo
prowincjonalny dróżdż wielki przy trasie do bździna
bo kto normalny zwiedza jeszcze świeży kościół
postawiony bez sensu pośród blokowiska
o dzwonach co samym dźwiękiem tłuką szyby w oknach 
ze zbyt śliską posadzką pełną jasnych żyłek

to z niej właśnie wypływa chłód odklejając z pleców
mnie t-shirt z harlemem a tobie bluzeczkę z pejzażem
manhattanu  taki drobny szczegół co jasno wskazuje
gestem pełnym ironii że się starzejemy w złych miejscach
wrogich krainach pełnych nonsensu zamiast jakiejś nadziei
i przyjdzie nam czekać na dotknięcie lewą ręką ciemności
bo prawa niewładna zwisa wzdłuż lepszego boku

przed kościołem rzucę starcowi w kapelusz dwa złote
byle już nie pluł w organki by nie kąsał ciszy
wystarczy nagły upał w kraju bez miłości

----------------------------


piątek, 5 grudnia 2014

A lot of guts, a little vision to wave

a ten pokonkursowy pobroniewski



Durabilitá [nadczułość]


Run away from all your boredom
Run away from all your whoredom and wave
Your worries, and cares, goodbye
[…] It’s a maze for rats to die
Placebo Slave to The Wage



Możemy się naśmiewać z niedzisiejszych uczuć,
wskazywać palcem patos, tudzież egzaltację.
Zamilkniemy dopiero przy czytaniu newsa
o staruszkach co zmarli gdzieś daleko razem
po trzech czwartych stulecia.

To nadzwyczajna trwałość, dla nas prawie wieczność,
skoro żyj, kupuj szybko i umieraj młodo,
wpisane mamy w geny – kiedy spada tempo
wyścigu przez labirynt lub bankowe konto      
chudnie bez uprzedzenia.

Czy umiemy ją ćwiczyć? Kiedy w nocy patrzę
na twoje nagie plecy, między łopatkami 
dostrzegam clou wszechświata, miejsce, w które snajper
wymierzyłby niechybnie, aby czułość zabić 
zanim obróci wszystkim, zanim nas utrwali
jak parę pszczół w bursztynie choćby na lat parę,
kilka chwil – bezsamotnych, więcej – ręka w rękę,
aż do samego końca. Potem tylko refren
z jakiejś nienapisanej piosenki mam w głowie
egzaltowany, śmieszny, patetyczno-słodki:

Ktoś piękne listy pisze po nocach,
Ktoś komuś szepcze w ucho, że kocha. 

------------------------------------------
Run away from all your boredom
Run away from all your whoredom and wave
Your worries, and cares, goodbye
All it takes is one decision
A lot of guts, a little vision to wave
Your worries, and cares goodbye

It's a maze for rats to try 
It's a race, a race for rats
A race for rats to die
It's a race, a race for rats
A race for rats to die

Sick and tired of Maggie's farm
She's a bitch, with broken arms to wave
Your worries, and cares, goodbye

It's a maze for rats to try 
It's a race, a race for rats
A race for rats to die
It's a race, a race for rats
A race for rats to die x3
Burn away

Run away
----------------------------------

wtorek, 2 grudnia 2014

I taste death in every kiss we share

I znów pokonkursowo, poherbertowsko.



Ad rem/ad personam


nie poszliśmy do łóżka, by się rozpoznawać,
czy przedstawiać imieniem, nazwiskiem, peselem.
leżymy tu celowo, pozbawieni złudzeń,
nadzy do bólu duszy, grafomańskiej schedy
po poprzednich epokach, więc łóżko nas wiąże
- jedyny słuszny węzeł w czasach postmoderny,
popkultury i reszty popapranych rzeczy.

rzecz to wygodne słowo, kiedy wcale nie chcesz
wchodzić w zbędne szczegóły, które szybko mogą
wprowadzić groźny ferment między nogi łóżka,
a to ostatnia przestrzeń, nasze termopile,
gdzie powinno się kończyć, a nie rozpoczynać
rozpoznawanie głosów i ciał porzuconych
po ostatnich wieczerzach zakrapianych winem.

kocham kłóci się z rzeczą, bo tu każdy szczegół
ma wyznaczone miejsce pomiędzy nogami
łóżka  i głównych osób naszego dramatu
w przewrotnie niewulgarny i niewinny sposób,
wiążąc tak po gordyjsku śmieszną nagość duszy
z całkiem konkretnym głodem. wtedy się unosisz
na mnie, jak łódź na fali, szepcząc jestem ostrzem.  

--------------------------