Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 30 marca 2011

Zostać tam, gdzie możesz tylko bywać



M. Street II


Anno
Nasze pokoje, bielone wapnem jak zbiorowe groby,
trzymają na uwięzi, to wszystko, co gnije
pomiędzy jednym a drugim posiłkiem i chce tańczyć,
brać lekkie słowa z zaskoczenia, przechodzić nieustannie
z ręki do ręki.

Miłość to tylko kaftan, wiąże supły na plecach,
kradnie imiona, znaki drogowe i sprawia,
że z dnia na dzień tracimy więcej niż wiarę,
a potem nie wiemy, w jaki sposób być sobą
i nie być pięknym. 

Rozdwajają się włosy i języki. Wersy rosną.
Ich wnętrze nas pochłania, a kiedy nabierzemy sensu,
zapominamy o zdziwieniu, dniach bez krzyku
i nieuchronnych zakończeniach.
Przecież to takie proste: 

najpierw włącz radio,
potem przekręć kluczyk.

poniedziałek, 28 marca 2011

Odwiedzają nas iskry, od których wcale nie jest jaśniej




Gościnne pokoje

Jutro się nie obudzę, choć świt doskonale
pasuje do mojej skroni. Ktoś go wycelował,
potem wystrzelił. O tym nie napiszą gazety.
Syte szpalty okupuje piasek, tłusty jak roponośne
grudy. Wsuwam palce w jeszcze ciepłe ciało.

Za mną już czujne przesilenie wiosny, strach  
który unosi ciężar kluczy wręczanych lokatorom
pokoi gościnnych. Weekend wypełni się ziarnem
sypanym w płytkie bruzdy. Wspólnie przesuniemy
kamień – zasłoni wejście, odda rzekom chłód. 

Kto ze mną wstanie? Kto wybieli skutki
nadmiernego spożycia ciała i wina? Tylko
kobiety lub dzieci pragną szczęśliwych wersji
zakończenia. U mnie na czubku nazwiska
stoi Kain. Z latarką w ręku. Bierze pod włos,
pod krew. Z uśmiechem przepuszcza w drzwiach. 

niedziela, 27 marca 2011

Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej - Notowanie 22

4---1---2. Krzysztof Marcyjaniak „Rozmowy przy paleniu ubrań” (180)
N---2---1. Robert Rutkowski „telefon do przyjaciela” (139)
10--3---2. Sławomir Elsner „pochodzę z dna” (136)
3---4---2. Jakub Sajkowski „The glass bottle trick” (127)
2---5---3. Karol Maliszewski „Starzy mężczyźni prowadzą rowery” (124)
N---6---1. Zuza Ogorzewska „Oksytocyna” (119)
7---7---5. Piotr Gajda „Światłoczułość” (113)
9---8---2. Marcin Orliński „Pierwsza śmierć” (113)
6---9---6. Marcin Świetlicki „Olifant” (109)
8--10---3. Antoni Pawlak „Spójrz w słońce bez obaw” (108)

czwartek, 24 marca 2011

Tego, co mam w środku, nie założę na wierzch





M. Street


dreaming of mercy st.

wear your insides out

dreaming of mercy

in your daddy's arms again”

Peter Gabriel - Mercy Street



Budzę się za wcześnie, jakby tam za oknem
czekało na mnie coś doskonałego,
zamiast zwyczajnej mgły i warstwy chłodu
- łódeczka zanurzona w betonowej fali.

Tego, co mam w środku, nie założę na wierzch,
nie pasuje do żadnej koszuli czy spodni,
pluje szkłem, parzy śmiechem i jest jadowite
jak zamsz lub satyna zdarta z naszych powiek.    

Szyje się z niej marne dni i wszystkie
nierozpoznane noce, kiedy pragniesz bliskości
na wyciągnięcie głosu, bo ręce są za krótkie,
pełne mojego ciała (dałaś je diabłu, dałaś wodzie). 

Teraz  mogę płynąć łóżkiem, jeść, śmiać się na zapas,
trochę umrzeć i odrosnąć, a gdy włożysz mnie do lodówki
obok wódki i pomidorów, sam się natnę i wszystko
zejdzie ze mnie na drogę, gdzie chłód stawia znaki,

a potem wyławia nas ze snu

Peter Gabriel - Mercy Street.Live in Milan

środa, 23 marca 2011

Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej - Notowanie 21

1---1---3. Ryszard Będkowski „zawsze będziesz mnie kochać” (149)
6---2---2. Karol Maliszewski „Starzy mężczyźni prowadzą rowery” (132)
N---3---1. Jakub Sajkowski „The glass bottle trick” (131)
N---4---1. Krzysztof Marcyjaniak „Rozmowy przy paleniu ubrań” (126)
2---5---2. Wojciech Roszkowski „rozpoznawanie zapachów” (122)
7---6---5. Marcin Świetlicki „Olifant” (116)
5---7---4. Piotr Gajda „Światłoczułość” (114)
4---8---2. Antoni Pawlak „Spójrz w słońce bez obaw” (104)
N---9---1. Marcin Orliński „Pierwsza śmierć” (93)
N---10--1. Sławomir Elsner „pochodzę z dna” (86)

poniedziałek, 21 marca 2011

O ciemno ciemno ciemno. Wszyscy odchodzą w ciemność




Nieśmiertelnik z Minotaurem


O pułkowniku, mój pułkowniku! Nasza wędrówka nie ma końca.
Przeoczyliśmy pożegnanie, a okrutny kwiecień
zasypał drogi kurzem. Dzieci, czerwone do krwi,
nakreślą patykami imiona suchych traw.

O pułkowniku, mój pułkowniku! Stare kobiety śpią podczas nabożeństw,
gubiąc modlitwy za ogarniętych przez pożar.  
Zamieszkaliśmy w domach z dymu, kursujemy
bezradnie pomiędzy przeczuciem a dnem morskim.

O pułkowniku, mój pułkowniku! Nasi bogowie noszą poplamione szaty,
mieszają w misach napalm. W miedzianych ustach
gotują dla nas ostateczne rozwiązania. Wypluli –letnich,
wciągnęli gorących, reszta przepadnie w milczeniu.

piątek, 18 marca 2011

Nie mam ust, a muszę krzyczeć



Himsa

Chciałbym wrócić do Anny, jak się powraca do morza.
Jestem łuską, zeskrobanym śladem po śniętej rybie.
Z takiej perspektywy niebo wygląda jak tani,
foliowy całun. Nie pamiętam, czy ojca zawinęli,
czy sam im wypłynął. Może szumiał zbyt głośno?

Czekaliśmy na niego z kolacją. Za oknem zima
mieszała się z postem i widziałem wyraźnie
- na brzegu każdej Marii siedział Jezus, malusieńki jak ja.
Śmiał się, czułem, że to znak. Szyny rytmicznie szeptały
niedojedź, niedojedź. Matka biła karpia.

I nawet zapach ciasta nie mógł zamaskować
pustego miejsca przy stole, okrucieństwa kolęd,
gdy powietrze drżało od biegu pasterzy.
Dziś wtórują im głodne dzwonki zaplątane
między brzuszki bemoli. Anna rzuca łuski.   

Gaz wypełnia folię. A my idziemy.







XAVIERE

środa, 16 marca 2011

Redemption Song



rysopis

codziennie żłobisz we mnie paznokciami rysy.
pod ich dotykiem skręcam się jak korzeń
pokrzyku. po pierwszej kropli nie boli
i jest cicho, a za oknem zima błaga o śnieg.

jak łatwo zaplanować zwykły rozkład napięć
byśmy stanęli po złych stronach linii zamiast
bok w bok. teraz łączy nas nigdy nie płacony
abonament lub kolejny przypadek zagadkowej
śmierci ptaków – jak stara nokia -  mówisz.

tak czy inaczej trzeba być przygotowanym
na nieuchronną zmianę warty. wydłużam listę
słów, jakich boję się użyć. same wybierają  
osoby, liczby i rodzaje. twardnieją jak ślina
w porzuconych przez ciebie ustach i czuję,
że umarłem w roku, w którym odszedł strummer.


http://www.youtube.com/watch?v=lZBaklS79Wc

poniedziałek, 14 marca 2011

Mayday, mayday, mayday! (vol.2 & 3)






Karmel. Eau de getsemani

Ogniem nas polewali żwawi cukiernicy,
jak lukrem, wprost ze srebrnych luster reflektorów.
Noc pchała się pod śmigła - cięliśmy ją skrzętnie
na cienkie paski z metalowej folii,
które komary zrzucały przed pyski radarów.

Ślepły, choć ósmeósemki wciąż uparcie pluły
wzwyż cekinami. Strach nas utrzymywał
w ryzach, kiedy benzedryna skwierczała
jak skwarki po przedostatniej wieczerzy
(menu: sok z pomarańczy, jajka na bekonie).

Skipper śmiał się hej, chłopcy, lećmy trzepać dywan,
spłyną miedziane dachy i zapłoną bruki,
gdy wiatr ich przewróci lubieżnie na plecy,
tratując doszczętnie pusty Rynek Pociech.
I płoszyliśmy sowy, łamaliśmy mostom

żebra. Na krawędziach skrzydeł osiadał
nam szron - były nielotne, pachniały
spalenizną, potem z getsemani. Tam nisko,
w dali czekał autobus. Niebieski.
My na jego końcu. Zmęczeni i spotkani.      



Ósma i pół

Randallowi Jarellowi

Noce niepowstrzymane, noce afrykańskie
pozostawiły zapach słoni w dębowych szufladach.
Coś urodziło się, a potem w trzecim akcie zeszło
zaraz za budynkami w tamtym głośnym mieście,
na które zrzucaliście jeszcze ciepłe bomby.

Ósma powietrzna to dziś tylko karma dla mięczaków
- puste, sparciałe namioty, a pod płótnem próżnia.
Szlauchy sprawnie wypłuczą szpary w trójwymiarze,
dla tych, co powtarzają  wirtualny pacierz:
dla kogo jest królestwo, a dla kogo napalm.

Kandaharrrrrrr brzmi jak charkot postrzelonych w płuca,
Babilon  - krwawa bańka po weselnych gościach,
nagłówek, za nim wzgórze lub kapliczka,
klucz do zrozumienia czyjejś śmierci, kolejna
okazja, by umyć ręce. Rzekł Pan – Tu macie mapy.

Starliśmy je starannie - aż do nagiej czaszki. 



Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej - Notowanie 20

1---2. Ryszard Będkowski „zawsze będziesz mnie kochać” (182)
2---1. Wojciech Roszkowski „rozpoznawanie zapachów” (158)
3---3. Mariusz Grzebalski „Jan Kaczmarek idzie do piachu” (128)
4---1. Antoni Pawlak „Spójrz w słońce bez obaw” (125)
5---3. Piotr Gajda „Światłoczułość” (123)
6---1. Karol Maliszewski „Starzy mężczyźni prowadzą rowery” (117)
7---4. Marcin Świetlicki „Olifant” (115)
8---3. Roman Honet „Alicja po drugiej stronie” (115)
9---2. Bohdan Zadura „randka w ciemno” (100)
10---7. Sławomir Płatek „bez uprzedzeń” (89)

piątek, 11 marca 2011

Z głową w dziwacznych falach Atlantyku




Dziewczynka o zapachu kardamonu

Pamięć to schowek na wygodne hasło.
Wyjmujesz z niego szybko, o dowolnej porze,
informacje. To bzdura. Naprawdę dostaję
tylko resztki, zawiłe łamigłówki, mylne
podpowiedzi: kto, kiedy, gdzie, z kim. Nieużytki.

Moja dziewczynka stoi z jaśkiem w ubrudzonych
dłoniach. Czemu sny o niej pachną słodko kardamonem?
W tle widzę czarne linie, wyblakłe tabliczki
z nazwami zapomnianych ulic. Słońce, wstążki
na wietrze, wiotkie nici cukrowej waty. Błysk

migających szprych – jedzie składak. Niosę
lizaki w kształcie serca i lody (lepko kapią
z rozmiękłych wafli). Można dojść po śladach kropli
aż do miejsca, gdzie wiosna poci się obficie
wodą ostatnich śniegów i pierwszych burz. Kwiecień.

czwartek, 10 marca 2011

Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej – notowanie nr 19

sorry za opóźnienie


1—1—3. Marcin Świetlicki „Olifant” (185)
4—2—2. Roman Honet „Alicja po drugiej stronie” (168)
2—3—2. Piotr Gajda „Światłoczułość” (164)
N—4—1. Ryszard Będkowski „zawsze będziesz mnie kochać” (160)
3—5—2. Mariusz Grzebalski „Jan Kaczmarek idzie do piachu” (153)
9—6–14. Maciej Woźniak „Leonard Cohen śpiewa o hotelu Chelsea” (109)
N—7—1. Ernest Bryll „Malowanie żony” (104)
N—8—1. Tadeusz Stirmer „Karczowisko” (93)
5—9—6. Sławomir Płatek „bez uprzedzeń” (89)
N–10—1. Bohdan Zadura „randka w ciemno” (85)

wtorek, 8 marca 2011

Wiersz dla Joanny



Łasko, łasa łasiczko

Jeśli się pozbieramy kochanie, to może
skleimy skrawki lata i wyjdzie obrazek,
jaki wtedy chciałem zobaczyć:
twoje nagie ramię i buzia cała w piegach,
cień lasu za jeziorem, nie, raczej gest
- tak wstydliwie zasłaniałaś piersi,
pod kocem szyszki, a niżej łasiczka
z blond futerkiem,
animula vaginula blandula.

Jeśli się zachwycimy kochanie, to może
dodamy nowe lata i będzie inaczej.
Wiem teraz jak dotknąć, aby nie bolało, 
że Po ciągnie się gdzie indziej
i choć brzmi jak nazwa chińskiej rzeki,
oznacza stratę czasu, smakuje gorzko.
Nie musisz nic zasłaniać, nie musisz odkrywać
- dla innych zostanie zdjęcie z podpisem: 
tu cię kocham, tam byłem.



-----------------------
a tu oryginałek
autorem jest Publiusz Eliusz Hadrian (Publius Aelius Hadrianus; ur. 24 stycznia 76 w Italice lub Rzymie, zm. 10 lipca 138 w Bajach) - w latach 117-138 cesarz rzymski. Bóg. Zostało po nim jedynie kilka wierszy , choć dorobek literacki miał znacznie bardziej okazały.

Animula vagula blandula,
Hospes comesque corporis,
Quae nunc abibis in loca,
Pallidula rigida nudula,
Nec ut soles dabis iocos?







Duszyczko moja, tkliwa i ruchliwa,
Gościu ty ciała mojego i druhno,
Co pójdziesz teraz w ostępy ciemności,
Twarde i nagie, i pełne bladości,
A żartów stroić już zwykłych nie będziesz

poniedziałek, 7 marca 2011

Hello, hello, hello, how low?



Kurt nam odjechał

Fotografię na lodówce mam z jakiejś gazety
- dwa palce razem , kciuk udaje kurek,
w miejscu, gdzie skroń przylega lekko do dowcipu,
plamka, jako zapowiedź kolejnego ruchu.

Choć spod zarostu przebija się uśmiech,
strach wypełnia oczy (wypływa na wierzch)
i wszystkie tamte przeprosiny. Jasne.

Wie już, że można wypić szklankę do połowy
i poczuć pustkę zamiast nasycenia.
Kurt nam odjechał, tylko o tym nie wie.
Tej nieuwagi szczerze mu zazdroszczę.



Z(a)baw nas 


 Jest w głosach mężczyzn lęk z ciemnej otchłani
gdzie się w mgle lepkiej mroczne pyski krzywią
Małgorzata Gołąbek Kurt Cobain śpiewa


Riff jeszcze dźwięczy w uszach metaliczną barwą,
osiada na nas lekko (niby lepka sadza)
- tu, przy zgaszonym świetle, o nirwanę łatwo
kiedy miesza się w tłumie zbawienie/zabawa

ciemność też nie jest wcale bardziej nam przyjazna
i nie mniej niebezpieczna, w wypełnionej sali
rytm nas podrzuca w górę, decybeli ściana
puszcza z dymem zbawienie i resztki zabawy

na razie broń jest zbędna,w mroku widzisz tylko
wir (a przyjaciół swoich odnajdujesz w głowie),
co samotność zamienia w rezygnację zwykłą,
zwłaszcza, gdy wszystko wokół głupie i skażone


                                                                             xx
w pustce mieszkania głos nachalny wyjście podpowiada
- zgaś światło,
zbaw nas,
zabaw,
weź pistolet,

piątek, 4 marca 2011

Gdy wieczór ku niebu pręży się i zwija




Odlot córek. Cynamon

Tak. Ptasia perspektywa narasta jesiennie,
w lotną perzynę pierza obracając wszystko.
Jako zbędny rekwizyt lata zostawi nam  
skrawki brązowej skóry, twoje drobne stopy
w paski - od tych sandałów przywiezionych z Grecji
(Korynt? Korfu? Kawala?). Negatyw tamtego
słońca - i tyle. Chłodne ranki, świerszcze, rosa.

Schnie jeszcze wszystko. Sierpień wchodzi gładko
w ogień, w łodygi rabarbaru, knedle ze śliwkami.
Potem ucieka między szklane słoje pełne
ogórków. Moje włosy  znowu pojaśniały
cynamonowo - mówisz. Kasja - odpowiadam.
Prawie jak ulubione imię, smak i zapach
ryżu z jabłkami, cisza. Możesz już szkicować

węglem i kredą. Stoję obok, a żurawie
zbierają się leniwie na kartce brystolu.

wtorek, 1 marca 2011

Modlitwa za zalogowanych



e-Litania


serdeczna panno, kontrolerko simów,
wieżo ze zmiennoprzecinkowych kości,
gwiazdo wycięta z mlecznych płatków krzemu,
błogosławieni logos twój i login

wielordzeniowa arko przeklej swoich
wierniejszych w światy równoległe święte,
odlane z miedzi i binarnych kodów,
i nie zacieraj drukowanych ścieżek

otwórz swe haby na modlitwy botów,
łaskawa matko zagubionych domen,
prowadź w cyfrowe doliny dotkomu,
zanim zgaśniemy ze skrinem game over