Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


czwartek, 29 października 2015

Someday I hope to find you

Dla odmiany znów jeden z nowszych



Dziecinada


kiepsko się sypia, śni się niewyraźnie,
nie wiedzieć czemu tęskni nierozsądnie,
choć to dziecinne (przecież wczoraj właśnie
tak powiedziałaś), więc znów jestem chłopcem  

i w ręku ściskam przybrudzony sznurek,
(na jego końcu szarpie się latawiec,
jak rozwścieczony zimnym wiatrem kundel)
a niebo sunie poza własną krawędź

nie zabierając żadnych pasażerów,
bo jest donikąd i purenonsensownie
pobłękitniałe od brzegu do brzegu,
dwa razy dziennie bawi się w dwa ognie

z jedynym słońcem, taka zaś wyłączność
jest zbyt jaskrawa i wpada w przesadę
całkiem dziecinną, mocno niewygodną.       
niedobrze śni się, sypia niedokładnie.

--------------------------------------




-------------

Simon Dupree & The Big Sound
Kites

I will fly a yellow paper sun in your sky
When the wind is high, when the wind is high
I will float a silken silver moon near your window
If your night is dark, if your night is dark

In letters of gold on a snow white kite 
I will write "I love you"
And send it soaring high above you 
For all to read

I will scatter rice paper stars in your heaven
If there are no stars, if there are no stars
All of these and seven wonders more will I find
When the wind is high, when the wind is high

In letters of gold on a snow white kite 
I will write "I love you"
And send it soaring high above you 
For all to read

poniedziałek, 26 października 2015

Kraina ostów - wiersz dla skacowanych powyborczo



 Jeden z nowszych (dla odmiany).


















Kraina ostów [Requiem dla Pana Cogito]


Cogito dawno umarł, może nigdy nie żył,
bo w tej ziemi osobnik o mądrym obliczu
nieodmiennie wygląda jak niesmaczny dowcip
lub pawie pióro wpięte w berecik z antenką.

Nigdy nie żył, dlatego lokalni Chińczycy
w swoich klitkach z betonu trzymają się mocno
wszystkiego co najbardziej, najzwyczajniej spsiałe,
wybierając nad wolność krany z ciepłą wodą.

Cogito by nie przeżył ani pół minuty,
w swojskiej krainie ostów: ene due rabe,
gdzie kwestię smaku grzebie łaciński przecinek
wpychany między słowa jak skarpeta w sandał.

Nawet kredowe koło na startym chodniku
to szubieniczna pętla, w której by zawisnął
grając w te same klasy i bezradnie płacząc  
nad śmiercią filozofa przy zgaszonej lampie,
więc nigdy go nie było – z naciskiem na ergo.  

piątek, 23 października 2015

A wedding dress or something white



kolejny, kolejny, kolejny





Pieśń o rymach najprostszych [a a a]

przez T. Nowaka


we śnie otwiera mi się sad
a za nim jesień cała
którą bym łyżką chętnie jadł
prosto z  twojego ciała

a twoje ciało jest jak śnieg
topnieje pośród nocy
ściekając z mroku poprzez biel
prosto w głąb mojej głowy

a tam otwiera mi się sad
i ty otwierasz cała
pełna jesiennie ciepłych barw
prosto ze skórki jabłka

a nie zasłania mi cię nic
nic mi się nie ukrywa
gdy się w ciemności snują sny
proste jak naga trzcina 

otwiera mi się gorzki lęk
że mi stopniejesz cała
zanim cię twardą łyżką zjem
prostą z mojego ciała

i wszystko strasznie proste jest
ciało i rym co kończy pieśń

wtorek, 20 października 2015

A hand-me-down dress from who knows where to all tomorrow's parties



Kolejny zagubiony w czasie wiersz






Pierwsze czytanie z Pawła [zaimię 3]


skóra niech będzie twoim alfabetem
pod moją dłonią zmieści się opowieść
że tu byliśmy do każdego końca
mocno i jasno bez żadnej przenośni
choć ze mnie ślepiec na krawędzi światła

jak opowiedzieć taką małą podróż
po twoim brzuchu w górę aż do sutków
lub w dół do delty kiedy ciemność parzy
się z marzeniami wciąż nie chcąc rozmnożyć
ust ani palców bym mógł czytać więcej

a może droga w miejsce tuż za uchem
dla ust spierzchniętych będzie tą ostatnią
wędrówką z iskrą z damasceńskim żarem
przed szczytowaniem zanim język zbudzi
głoski pierwotne ślady alfabetu  

nim spłyną słowa naszej opowieści