Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


czwartek, 31 stycznia 2013

Uwięzić czas w czarnej dziurze i wszystkie wiersze o śmierci




Nenia



we śnie przychodzi do mnie matka.
przeprasza, że jej tutaj nie ma,
gdyż wyjechała nagle w podróż
bez planu i bez pożegnania.

pamiętam, w tamten mroźny ranek,
kiedy przez chwilę stała ziemia,
zły głos słuchawce przekazywał
wyrok, jak przepis na szarlotkę,

bo przecież taki odjazd w zimie
zakłóca białym picie kawy
w zaciszu melin pielęgniarskich,
więc trzeba skrócić komunikat

dopóki jeszcze ciepłe w kubku,
nieważne, że ktoś bliski spłynie,
wytrze się szmatą i po sprawie,
a potem wyda, co zostało.

złość pozostała, a w termosie  
z indyka zmiksowany wywar,
krem, mydło oliwkowe,
które kupiła babci wnuczka

i żal, na szarym końcu miasta,
że czasem pożegnalne słowa
trafiają w pustkę, gdyż adresat
się wymeldował bladym świtem.
 
  


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Martwe jest za nami, martwe jest nad nami, martwe szczerzy do nas, różowymi kłami




  

Oktagon [trzy po trzy]



bóg ojciec kociak schrödingera
zamknięty w pozłacanej puszce
raz jest to znów go wcale nie ma
o cienką blachę ostrzy pazur
by nakłuć nasze czułe miejsca
a obok tkwi łasica matka
syn boży skryty jak rakieta
w skalnym silosie skąd wystrzeli
gdy zejdziesz od trzech aż do zera
śmierć jest owczarkiem o niemieckiej
sierści z cyklonu i płomienia
który się czuli do najświętszych
choć dla nieświętych co dzień śpiewa

o ptaku lepiej nic nie mówić
przecież on nie ma nic do tego   






----------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
A na deser Scars on Broadway
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say


czwartek, 24 stycznia 2013

Teraz, kiedy zostaliśmy sami, możemy porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną




Praxis



  
chcę spać się nie obudzić gdzieś na górze z puchu
bo pod spodem nic nie mam wyczerpałem źródła
energii odnawialnej choć wyje paradoks
niby alarm po rajdzie na skostniałe miasto

bóg też przestał nadawać wyłączył anteny
została z niego garstka łzawych przypowieści
dziesięć płyt winylowych dla wiernych słuchaczy
wytłoczonych w wytwórni synaj i synowie

od dziś jesteśmy stale obecni w milczeniu
brakuje powołania ku głośniejszym stanom
barwi nas tania gorycz hartuje wspomnienie
z czasów kiedy nie było słowa ponad ciałem

chcę spać jak pisklę w puchu albo jak wahadło    
w pustej skrzyni zegara który już się mierzy
tylko drukiem kornika po zewnętrznej stronie
mam diament sól i łaskę chybazmartwychwstania   

za mało by utonąć za dużo by wzlecieć   


środa, 23 stycznia 2013

Come with me dance, my dear. Winter's so cold this year




Sonet glacière


Śniła się zima, ja biegłem w szeregu
Adam Mickiewicz Śniła się zima


odśnieżaliśmy zimę, jakby cały szereg
obowiązków poganiał między zimne muldy,
a obawę, że lukier wkrótce nas pogrzebie
nachalnie podkręcały zdurniałe koguty

i kury-pogodynki, wieszcząc rychłą klęskę
ludzkości pod puchowym trenem, więc za szufle
chwytaliśmy przed świtem, bo zamieć podstępnie
podchodziła pod progi, kiedy w nocy ufni

zamykaliśmy oczy, myśląc, że przez chwilę,
nie dosięgną nas fronty, prawa kriofizyki,
surowe kary boskie, a zima odpłynie
niby natrętny koszmar – nie odeszła nigdy.       

śniła się ostra zima. marzliśmy w szeregu
uchwyceni w lodowcu, niezdolni do biegu.     




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Strange to know nothing, never to be sure of what is true or right or real





Circiter


Here in my car
I feel safest of all
I can lock all my doors
It's the only way to live
In cars
Gary Numan Cars


wbijaj słuchawki w uszy i niech się nie słyszy
każda marna opowieść lub kiepsko skłamana,
jak choćby o miłości, najlepiej śmiertelnej,
od której czujesz słodki odór zawieszenia.

każdy ma swego mistrza z niemieckim akcentem,
a jeżeli brak mistrza, to i tak usłyszy,
że gipsowe anioły tuż przed egzekucją  
zszywają oczy świątkom w przydrożnych kapliczkach,

a ci, z lipowej skóry, modlą się zażarcie
za tych co w samochodach surfują beztrosko
po asfaltowych falach wraz z garym numanem
- więc wbij słuchawki w uszy i przytul powietrze

nawet jeśli cię nie ma po właściwej stronie

piątek, 18 stycznia 2013

Where can we live but days?





Ad hoc


Nic, które nigdzie jest - i jest bez końca
Philip Larkin Wysokie okna



nic, tak jak i coś, może się nie zdarzyć,
gdyż niesie w sobie cząstkę nieistnienia,
strzęp cudownego, który nie wymaga
słowa by stać się – nawet boskim cieniem

nie, tak jak i tak, wybiera milczenie,
bo echo zwraca nader gorzki owoc,
gdy z wielu gardeł płynie pieśń pochwalna
dla tanich bożków grających z talerzy

i tylko nigdzie ciągle szuka miejsca,
by być naprawdę, choćby przez minutę
lub jeden oddech, rwany aż do bólu,
kiedy kończymy nasze maratony 

w blasku płynącym z okien tak wysokich,
że zamiast słońca widać tylko punkcik
o krok od raju. wyżej stygnie niebo
– niżej zaległy kiedyś nasze ciała

wbrew woli stwórcy, związane na słowo

środa, 16 stycznia 2013

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Czarna i czerni wierna ta gwiazda włochata






Przedkurek
  

jezus przykłada do rany zjaraną zapałkę,
bo przecież bólu nie ma, ani zmartwychwstania,
jest tylko jedno miejsce pod przegniłym słońcem
zasłonięte przezornie kawałkiem piaskowca.

najlepszy kawałek podróży jest jeszcze przed świtem,
zanim posną pochlebcy i czwartkowi zdrajcy,
zbawiciel może wtedy słuchać, jak szepcze w ciemnościach
pustynny diabeł zwabiony zapachem rozkładu.

szeleści w słowach smutek i szemrzą pytania,
za co przyszło umierać, czy łatwo nadstawić
drugi bok pod palce słusznych niedowiarków,
gdy twarz pozostała na lnianych gałganach.

w tle czai się bezsens, niejasne przeczucie,
że tylko przelał w puste z opróżnionych wiader,
jak na wiejskim weselu, gdzie pijani goście 
na cześć fundatora chętnie wzniosą toast

- po której stronie by nie siadł, będzie pochwalony