Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 25 grudnia 2013

Nie ma strachu i magii, nic się nie rozwiewa





Atra [złamana]


Larkinowi


Nie chcę mieszkać w dniach. Jestem kiepskim lokatorem,
rozwieszającym pranie na sparciałych sznurkach
i gotującym zawsze te same potrawy.
Monotonia, to imię, które mi nadano
na chrzcie świętym – podobno wujek protestował,
ale go zakrzyczała zebrana rodzina,
a teraz pokutuję za własną powolność
i zbliżam się do śmierci, bo ona ma w sobie
elegancję konieczną, by zapomnieć wszystko
czego i tak nie będzie. Umie stawiać kropki.

Większość rzeczy się zdarza całkiem niedorzecznie
albo całkiem na opak. Ta jedna napełnia
świat światłem konsekwencji i choć każdy weźmie
swoją porcję samotnie, a potem na stronie
z  talerzyka łyżeczką gorliwie zeskrobie,
co mu oszczędne Parki nałożyły stypnie,
lecz pozostanie absmak, a może modlitwa,
do któregoś ze zbawców w lokalnym narzeczu
lub pociecha niesiona przez hożych kapłanów
tuż po odejściu  kliki w jaśniejących kitlach.

Potem będzie tak samo, jakbym dalej hasał
beztrosko i bezczelnie, nie zważając wcale
na kompletny brak siebie. Świat się nie zatrzyma.
Ktoś opróżni mieszkanie, szafy i szuflady,
wyprowadzi mnie całkiem, zapłaci zaległe
należności i długi. Może przyjmie resztki
z sądowym dobrodziejstwem lichoinwentarza.
W końcu nastanie cisza, tak konieczna przecież,
by pozwolić krewniakom na łyk zapomnienia.
Czasem tylko listonosz pod drzwi się zabłąka.    

----------------


środa, 18 grudnia 2013

And that has made all the difference

Kolejny remanencik pokonkursowy





Elegia dla porażonych


Surely some revelation is at hand




Niebo nie ma przyszłości, bo się samo nie ma,
i startuje z przeczenia – tak, jak nieobecność.
Na końcu „o” maleje, otwarte zdziwieniem,
że można liczyć mrzonki, pewne niby profit,
procent od urodzaju ducha nad jeziorem,
kiedy przywódca stada mądrze dzieli ryby.

Nie ma przyszłości przyszłość, bo się sama nie wie
i choć w środku idzie ku nowym Betlejem,
to nie jest objawieniem, bo to, co przypełza
razem z nią pod próg „dzisiaj”, ma smak odgrzewanych
kotletów z trzeciorzędnej jadłodajni w mieście,
o którego upadku krzyczą głodne mapy.

Nie ma drugiego przyjścia, skoro nie ma świadków
pierwszej wizyty gościa w naszej okolicy.
Na damasceńskiej drodze wiatr rozwiewa chmury
i widać błyski światła, lecz tylko nieliczni
odbiorą komunikat szeleszczący w mroku,
a potem się nawrócą na piaszczystą mantrę:
o saraj, sarin, szaweł, napełniając płuca.

W górze kołować będzie ogłuszony sokół.

--------------------------------


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Today I am dirty.Tomorrow, I know I'm just dirt

Dzisiaj "cudzes", ale trafny. Wyjątkowo trafny.

Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt

Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

Some children died the other day
We fed machines and then we prayed
Puked up and down in morbid faith
You should have seen the ratings that day

Some children died the other day
We fed machines and then we prayed
Puked up and down in morbid faith
You should have seen the ratings that day

We are the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We are the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are


----------------------------------------------------

piątek, 6 grudnia 2013

Our hopes and expectations, black holes and revelations

Znów pokonkursowo




Lucifuge


jej oko niebieskie
i trafi cię kulą z ołowiu i trafi cię celnie
Paul Celan Fuga śmierci
 


Owoc twego żywota wydłubuje oczy
szpakom schwytanym w siatkę rozpostartą w sadzie,
pomiędzy pniami drzewek, a potem ogląda  
taniec pełen podziwu dla śmierci bez szmeru
zaciekawionych kamer, komentarzy z offu
pustych jak oczy lalek na straganie w odpust
na chwałę świętych pańskich: Damiana i Kosmy.

Taka mała dyskrecja zanurzona w cieniu   
ociężałych jabłonek, moreli, czereśni,
co nie przyciąga sobą uwagi i rośnie
z całopaleniem mrówek, gdy słońce w soczewce
powiększa hekatombę przynajmniej stukrotnie,
zostawiając na cegłach popielate smugi,
podobne do kosmyków smutnej Sulamitki.

Jest droga pod prysznice zanurzona w chłodzie
cichych wiśniowych sadów, kiedy nikt nie patrzy
lub nie chce słuchać krzyków oślepionych ptaków,
a tuż przy drogowskazie z napisem gehenna
tkwi strażnik-niedorostek, któremu na czapce
świeci się emotikon i krzyż z ludzkich kości,
niżej zaś błyskawice na patkach kołnierza.
 
----------------------------------------------------
A little bird lit down on Henry Lee 
Lie there, lie there, little Henry Lee
Till the flesh drops from your bones

poniedziałek, 2 grudnia 2013

I znowu moje wiersze w "Toposie"

W numerze 5/2013 "Toposu" na str. 194-196 moje wiersze nagrodzone w tegorocznej "Strunie Orfickiej".
To trzeci z kolei numer "Toposu" gdzie jest coś "ze mnie lub o mnie".