Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 30 stycznia 2015

Zamykam okno, gaszę oko, wyjmuję kulę, stawiam mur

Kolejny zaległy wiersz. W tym tempie publikacji rok 2014 zakończę za rok :)




4.08/16.08

Dla G. i B.

okno, kula i oko - najwierniejsza linia,
która prowadzi chłopców bolskich w sierpniowe noce ku wieczności
przepowiedzianej im przez matki w wiecznej żałobie narodowej,
a dalej płynie tylko wisła  i szemrzą dziady, towiańszczyzna,
zły miód się leje wprost na rany szyte grubymi nićmi z lnu.

ten, kto przystanie na tej linii przez chwilę dłuższą od oddechu
strzelca na krótko przed wystrzałem, kiedy na spuście kładzie palec,
sam się przekreśli płaską linią, sam się ułoży w nowy wzór.

patos i wieczność nakładają solidny knebel, potem diament
upada prosto do studzienki kowanej ostro, prosto w ścieki,
którymi miasto sobie gada  z prawdziwym światem poprzez wodę.

zamykam okno, gaszę oko, wyjmuję kulę, stawiam mur.


środa, 28 stycznia 2015

Wczoraj była 183 rocznica urodzin Lewisa Carolla = 3 wiersze o Alicji

Z tomiku "Madafakafares" 




Poalicja

Alicja pełna piasku kołysze się wolno
jak czapla purpurowa nad brzegiem bagniska.
Deszcz ją przesiewa między korzeniami roślin,
wyczesując paliczki i większe fragmenty.

Każdy z nich opowiada osobną historię:
o zebrach skrytych między rzędami jabłoni  
czy brudnych fotografiach, które pastor robił  
trzem dziewczynkom na łódce przy Szalonym Moście,  

lustrzanej pannie z nożem oraz komu pięknie
szumi kot zakopany pod krzakiem jaśminu.
A gdy skończy bajdurzyć, zanurza się w mroku
i nie wychodzi stamtąd do nadejścia zbawcy.

Alicja się kołysze i szeleści sucho
jak łamigłówka z maku. Nawet mały fragment
może skaleczyć do krwi. Zanim ją ułożysz
do snu wietrznego, ziemia zgasi wzrok i oddech.



Mirra, kadzidło i ałun


wśród nocnej ciszy bóg się rozchodzi niby fale sejsmiczne
jedyny raz w roku – podśpiewuje Alicja – wtedy szczerze
wracam do zimy tam pod wartkim śniegiem biegnę
wtłoczona między pasażerów podmiejskich pociągów

a na peronie koczują królowie wioząc w walizkach
mirrę kadzidło i ałun by zatamować wyciek dobrych nowin
z jezusa który utknął po niewłaściwej stronie lustra
jak świerkowa igła wdeptana w dywan utkany z wełny

może ktoś zrobi zbawcy pożegnalny tatuaż z niskim numerem
zanim gorycz wytrawi ścieżki w skalistej wyżynie
lecz teraz po torach znów płynie do mnie światło 
gwiazdy z podkulonym ogonem canes venatici 



Litania do wielkości urojonej

Nie ma snów śnionych wspólnie
Stanisław Lem

Alicjo,
wieżo z kości skroniowej rozszczepionej strzałem
na drzazgi, które wpełzną pod brudne paznokcie
wyciągając najbardziej intymne zwierzenia
z oddechu zdradzonego o świcie przez głupich.

Alicjo,
panno łaskawsza zimą dla ziaren gorczycy 
szeleszczących w poduszkach ludzi bez sztywnego
kręgosłupa z głowami pustymi od trawy
wypalanej na wietrze skostniałym jak skowyt.

Alicjo,
matko pory deszczowej i śliskich kamieni,
ryb rysowanych gładko przez wiernych na maskach
samochodów płonących od rzutu butelką
pełną bliskiego wschodu albo złych skłonności. 

Módl się za nami, kiedy suchy opis
zabije czułość skrytą w zagłębieniu dłoni
i pozostanie tylko senne miejsce
po lewej stronie grzyba, które może zmniejszyć
świat do rozmiaru doskonałej próżni. 

------------------

czwartek, 22 stycznia 2015

In Mork We Trust

Napisany w zeszłym roku, przetrzymany, by hejterzy nie bzdurzyli o jego koniunkturalizmie.




Requiem dla Robina W. [kosmitą byłeś między nami]


I think you should be serious about what you do because this is it.
This is the only life you've got
Philip Seymour Hoffman



Śmiertelnie śmieszne filmy o poważnych sprawach
- to się musiało skończyć niewesoło, Robin.
I po co to zrobiłeś? Teraz  będą mówić,
że stchórzyłeś przed życiem, uciekając w miejsce,
gdzie nikt normalny nie chce trafić przed swym czasem.

Lecz jaki czas jest dobry, kiedy spędzasz życie   
na zabawianiu innych? Potem nam brakuje
pogody dla nas samych przy zgaszonym świetle
na pustym planie filmu „Życie jako skutek
niewybrednych dowcipów przenoszonych płciowo”.

Czy można lepiej przerwać taki senny stand-up?
Bezboleśniej i czulej? Przecież brak powietrza
nie może ograniczać nieodzownych kroków,
a stetryczały smutek spali nasze żarty,
podpowiadając widzom puenty – aż do tej ostatniej.

Zbyt dobrze cię rozumiem. Mieszkam w takim kraju,
gdzie na ołtarze pchają tromtadracki patos,
oraz ponurą dumę z własnego cierpienia
za grzechy świata tego, więc dopóki mogę,   
wchodzę na blat i milczę – żegnam się z Wietnamem

--------
A pożegnanie tu poniżej

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Domykanie ramek

Remanent konkursowy pobabaryczny



Triste a. [gra enderem]


wziąłem się z małej litery na początku sierpnia
i nie wiem jakie słowo wyszeptała matka 
na mój widok czy płakała z głową przy poduszce
w mieszkaniu w kamienicy szepcząc mój ostatni
taniec mój mały mężczyzna na wyrost na próżno

wziąłem się więc z uwięźnięcia w głupiej sytuacji
kiedy nikt nie doradzi wstań i pójdź dziewczynko
zamiast zabrnąć w konieczności i potrzeby dzieci
szukaj swojej tęsknoty w jakimś innym mieście
albo innej kamienicy z inną parą spodni

wziąłem się z braku rozsądku i opóźnionego
zapłonu błędnych uczuć łabędziego śpiewu
i mogę mnożyć argumenty przeciw mojemu
zbędnemu naświatprzyjściu lecz to oczywiste
tak bardzo że pozostaje już tylko falsecik

drapiący krtań do bólu i werbelek z blachy
obity jak przedwcześnie podstarzałe szczenię

---------------------------------------------------------

wtorek, 13 stycznia 2015

"Karmageddon" czas skończyć! Ostatnia recenzja.

Cykle produkcyjne kwartalników są w pewien sposób zabawne, bo wydaje się dzięki nim, że czas płynie zupełnie inaczej. Równocześnie z pierwszymi recenzjami mojego trzeciego tomiku "Madafakafares" ukazała się we "Frazie" ostatnia (chyba :) ) recenzja  "Karmageddonu".
Smaczna i wnikliwa recenzja pióra Janusza Radwańskiego.
Tekst w całości pod obrazeczkami.





Janusz Radwański - Karmageddon wielorazowego użytku

Filologiczną zasadę nieutożsamiania podmiotu lirycznego z autorem traktuję zazwyczaj (a wydaje mi się, że należę pod tym względem do większości) z pewnym dystansem. Niby wiadomo, że to nie ten sam byt, ale. W wypadku wierszy Pawła Podlipniaka wypada jednak tej zasady się trzymać. Nie tylko ze względu na kontrast między mrocznym zazwyczaj (sam Autor pisze, że jego wiersze pochodzą z „ciemnej strony”) podmiotem wypowiadającym się w tekstach a samym, pochodzącym niewątpliwie ze strony jasnej, autorem. Przede wszystkim dlatego, że podmioty liryczne tych wierszy są bardzo precyzyjnie skonstruowane. Czasem mamy w tomie Karmageddon do czynienia z liryką roli (cały cykl Tańce wojenne), czasem z liryką bezpośrednią, za każdym razem trudno oprzeć się wrażeniu, że kreacja podmiotu lirycznego jest gruntownie przemyślana. Podmioty mówiące stylizują swoje wypowiedzi w zależności od potrzeb – posługują się staroświeckimi rymami i rytmami (Elegia dla misiz robinson), rytmami transowymi (Pan. tuum est regnum), sennymi wizjami. Można tych podmiotów wydzielić w Karmageddonie kilka, wszystkie jednak zachowują wspólny rys, wszystkie są sygnowane tą samą ręką w wypracowany przez Podlipniaka sposób. Niezależnie od tego, czy autor klasycyzuje, czy sięga po zmetaforyzowane narracje, tworzy wiersze, których autorstwo jest jasne po kilku linijkach.
Przemyślana kreacja podmiotów lirycznych to oczywiście tylko jeden z elementów misternej konstrukcji, jaką tworzy ta książka. Wszystko jest tu spójne. Całość dzieli się na cztery cykle wierszy, zaczyna (a jakże) prologiem, kończy (a czymże innym?) epilogiem. Układ tekstów nie jest przypadkowy, następujące po sobie wiersze nawiązują do siebie, korespondują ze sobą, przejmują elementy rekwizytorium, dominanty. I tak na przykład w ostatnim wersie wiersza Ósma i pół mowa o mapach, w pierwszym wersie następnego wiersza Ruchy Browna znów o nich mowa, ale nie jest to banalny chwyt polegający na wykorzystaniu tego samego motywu, chodzi o coś więcej - sąsiedztwo zupełnie zmienia znaczenie nie tylko użytej metafory. Jeśli czytamy tę książkę nie wyrywkowo, a jako całość (co zresztą polecam), poszczególne elementy, jak przywołane mapy odczytywane w kontekście pojedynczych tekstów będą znaczyć inaczej i znaczyć co innego niż w kontekście Karmageddonu. Całość prowadzi Czytelnika od ostrzeżenia  W miejscu, skąd wyruszyliśmy, wyrasta napis „koniec”. (Popioły, woda, rtęć zapadła w ustach) do słów o cieniu doliny, przez którą idziemy (Tumoral blues). Przejście tej drogi ma czytelnika oczyścić. Chodzi o katharsis w klasycznym rozumieniu – odczucie litości i trwogi, a następnie oczyszczenie tych uczuć z indywidualnych uwikłań, poczucie ciężaru ludzkiej kondycji.
Ta, zgodnie z tekstami zawartymi w Karmageddonie, nie jest zbyt wesoła. Autor uprzedza na ostatniej stronie okładki czytelnika, pisząc, że wiersze te wypełnia mniej lub bardziej bolesna pamięć. I tak jest w istocie. Jeśli w książce mowa o miłości, będzie to miłość gorzka, pełna napięć i pęknięć. Jeśli autor przywołuje sielankowy obraz, jak w wierszu Utomlonnyje sołncem II, będzie on cały czas przez przełamywany dyskretnymi, choć niepokojącymi kontrapunktami.  (Dzieci dawno wyrosły ponad lustro /wody i teraz niosą w sobie kroplę /zgaszonej mięty.) Jest też w tych wierszach nuta sprzeciwu grozą świata przy jednoczesnej fascynacji jej estetyką (cykl Tańce wojenne).
Karmageddon nie składa się oczywiście z samych ciemnych barw. Podmiot (podmioty?) tych wierszy wierzą. Przede wszystkim w siłę samej poezji. kiedy wyślą poetę niech nie liczą na to/ że wróci zza bariery wyznaczonej ściśle/przez oficjalne raporty czy przecieki z gazet/reszta nie jest milczeniem nawet woda płynąca/ z przebitego boku – czytamy w wierszu Dobre słowo. Poezja w ujęciu Podlipniaka co prawda nie ocala, ale przynajmniej niesie prawdę, a to już dużo, zważywszy na kreślone w tych tekstach okoliczności.

Last but not least, trzeba dodać, że Karmageddon  to książka, która, mimo prowadzenia czytelnika przez ciemną dolinę, stara się go prowadzić jak najpiękniej. W wierszach Podlipniaka pełno jest ładnych fraz (Miłość to tylko kaftan, wiąże supły na plecach,/kradnie imiona, znaki drogowe i sprawia,/że z dnia na dzień tracimy więcej niż wiarę, /a potem nie wiemy, w jaki sposób być sobą /i nie być pięknym – z wiersza M. street II), gry formami (jak w świetnym Pan. Tuum est regnum). Jest też dużo smaczków w postaci nawiązań, cytatów i parafraz, co zapowiada już sam tytuł. Karmageddon – miks kultury chrześcijańskiej i buddyjskiej, tytuł gry komputerowej – podobnych karkołomnych, zdawałoby się na pierwszy rzut oka, połączeń jest w książce więcej. Między innymi dzięki temu Karmageddon  jest zdecydowanie lekturą wielorazowego użytku. 

czwartek, 8 stycznia 2015

By jeszcze chciało się śmiać

Cywilizowany świat znów dostał z piąchy od religijnej ciemnoty , krwawego kołtuna. Z tej okazji i na szybko moje tłumaczenie doskonałego wiersza George'a Szirtesa 'Laughter', który był "opublikowany" na jednym z transparentów w czasie czuwania wieczornego na Trafalgar tuż po masakrze redakcji "Charlie Hebdo".
Po konsultacji drobnej i za zezwoleniem samego autora.

George Szirtes "Śmiech" (Laughter)

I wyruszyli by zabijać śmiech,
ubrani w śmierć tak jakby Bóg
był im oddany na wyłączność.
I nie zaśmieje się już nikt – obiecywali.
Lecz śmiech "wieje kiedy chce", wciąż nabierając mocy.
-------
So they set out to kill the laughter. They wore
Death as if God had been committed to their unique
and tender care. No one should laugh again, they swore.
But laughter comes when it will and is strong, not weak.

środa, 7 stycznia 2015

40 tysięcy w 4 lata i 5 rocznica - z tej okazji wiersz

Nieoczekiwanie początek roku przyniósł przekroczenie przez tego bloga magicznej zdawałoby się liczby 40.000 odwiedzin. To dużo powyżej moich oczekiwań.
To także 5 rocznica wydarzenia, które doprowadziło do szybkiej krystalizacji mojego debiutanckiego tomiku "Aubade triste".
Jako pewnego rodzaju zamknięcie wiersz, którego tytuł jawi mi się jako tytuł kolejnego  - planowanego czwartego tomiku ( to zabawne, bo trzeci - "Madafakafares"- ukazał się dopiero co).
Kolejny remanent pokonkursowy po Czerwonej Róży.



Saudade alegre [ta nasza szarość]


Co nie ustoi w miejscu zbyt długo
Ona co pierwszą jest potem drugą
Tadeusz Śliwiak Ta nasza młodość


po pięciu latach jest napis o tobie
i fotografia, a wszystko nie mówi
nic i nikomu nawet ani słowa.
to cisza, zwykła i przepowiedziana,
w której się gnieżdżę ja – kornik i drążę
ścieżki w pamięci, poszukując dźwięków,
zapachów, smaków. obrazy mam w sepii
– to elegancja z minionej epoki,
gdy wszystkie filmy były pozbawione
żywych kolorów i nawet pancerni
rwali na berlin na zszarzałym rudym.      

czy byłaś szara? ja mylnie pamiętam
i choć złośliwie stara mi rymuje
chochlik mózgowy, to przecież przeczuwam
barwę i młodość, włóczkową czapeczkę
wiązaną na dwie bielutkie tasiemki
przez ręce szorstkie od stwardniałej wody,
a dalej jeszcze urywek piosenki
oszanzelize w nieznanym dialekcie.
teraz zamknąłem to w wąskich literach,
słownych szczelinach wypełnionych farbą
nie do wymycia przez spokojne deszcze.

z taką nadzieją trudno się pożegnać.

Mój wieczór autorski w Gdańsku - 11 stycznia

ZAPRASZAM!!!
"Madafakafares" najeżdża Gdańsk!
niedziela, 11 stycznia, g. 17.00
Świetlica w Rybnym, Gdańsk Oliwa, ul. Opata Jacka Rybińskiego 25