Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


sobota, 12 lutego 2011

Mayday, mayday, mayday! (vol.1)



Ave Lancastria gratia plena!

Na wysokościach, gdzie była chwała, wywar
piliśmy z popiołu, piołunu, szaleju. My, dzieci
Gadareńczyków skryte w ptasich brzuchach.
Łapali nas w strugi światła i ściągali na dół,  
a wtedy sypaliśmy iskry wprost z glinowych żagwi. 

Pod nami buzowała ziemia, kiedy tak na oślep
wymierzaliśmy wyrok wrogim mrówkom.
Termit topił tysiące kopców w zwartą bryłę.
W mroku śmierć miała kolor i gładką fakturę
bursztynu. Tak krzycząc zastygały miasta.

Na ich kamienne głowy zrzucaliśmy z siebie
całą nienawiść, choć przecież ktoś inny
powołał nas do życia w szeregu i wtłoczył
w świńskie skóry z naszywkami. Szloch
wysysał tlen z masek przed powrotem do życia.

Pod spodem mieliśmy grozę, wewnątrz jedno
imię dla wszystkich. W smyczach interkomów
hulał głos wskazujący ścieżki do gniazd.
Tarliśmy brzuchami o ziemię i czasem
dawało się zasnąć bez pacierza mejdej, mejdej.  

Pierwsze stworzenie Anny



Pierwsze stworzenie Anny

with the stranger's seed blooming
into the flower called Horrid
Anne Sexton 45 Mercy Street


Musiała mieć smukłe palce, smukłe aż do bólu
kości, które łamała, łapiąc równowagę
pomiędzy wydartą frazą a kolejną porcją
danielsa (mógłbym chyba tak to zapamiętać).

Lecz przecież znam ją tylko od słowa do ostatniego
haustu dozowanego przez skrzętny tachometr
buicka. Na tylnym siedzeniu kołysze mnie
wolno wraz ze starym Kurtzem, szepcząc: horrid, horrid.

I jest w tym ten cudowny zgrzyt zamka,
co wkręca się w brzuch za każdym razem,
gdy muszę wyjść z mojej skrzyni. To kobieca
torebka wypełniona po brzegi całym światem.

Logos nas spuścił ze smyczy, jak graniczną rzekę,
a po trzech dniach porzucił, zabierając wiosła.