Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 31 marca 2015

I don't wanna see won't you wrap the night around me

Kolejny remanencik poczerwonoróżowy




Prolog do Ewangelii wg Ślepego Tomasza



spenetruję cię językiem.
tylko to zostało, odkąd straciłem wzrok i słuch, i dotyk.
mam jeszcze resztki smaku i niezbędne słowa,
jednak nie wyjdą poza moje wnętrze,
więc będę mówił ciszej, wyłącznie do siebie
i taką opisywał, jakiej niedowidzę.  

bo to jedyna prawda, skoro łatwo zmylić
oczy, a nawet rozum taniutkim złudzeniem,
kiedy brakuje palców, które można włożyć w otwartą ranę,
a ja w tobie byłem, nie raz jeden, nie drugi, i pamiętam wszystko.
to czego nie pamiętam – zmyślę i dopowiem.

teraz cię spenetruję, teraz cię obrócę
bezwzględnie i lubieżnie na właściwą stronę
skóry, na skraju mokrych snów, a bez nich jesień
z niczego nie opadnie i nie będzie naga przed pustką zimy
- tam trop pozostawię na chrupkim śniegu (ślepy zając bielak).

niedowidzę cię, niedokocham i niedoopiszę.
coś trzyma mnie za język, każe krążyć w cieple.  

------------------------------

poniedziałek, 23 marca 2015

Gonna break my rusty cage and run

Jeden w miarę nowy



Czekając [achmiesłów]


pociągi z objęć stacji suną w rdzawy pejzaż,
ginąc między ostami na skraju wrzosowisk.
nikt ich nie będzie szukał, chociaż na peronach
wciąż kręcą się mężczyźni o podłych zamiarach
poumawiani z nocą na daleką drogę.
więc nie śpij laleczko.

książęta w poczekalniach, na twardych siedziskach,
drzemiąc zniżają głowy aż do ud księżniczek,
do pereł i kawioru. smartfony w ich garściach
świecą niby ogarki dla cyfrowych diabłów,
dymi się czas gubiony w przyjaznych taryfach.
więc nie śpij laleczko. 

koczuję wraz z pamukiem i nie mogę wrócić
do właściwego świata, gdzie rdza się zsypuje
przez gardła megafonów, a –ąc –ąc nabiera
zupełnie nowych znaczeń przy automacie   
z kawą, batonikami, tuż po zapowiedzi
powrotnego pociągu. więc nie śpię laleczko.   

------------------------------

środa, 18 marca 2015

The time for sensibility was past, gentleness was outdated, and feeling need not come again till the unfeeling job was over

I znów sprzed prawie roku



Krzycząc [mare monstrum monsarratum]


oko zanurza się w gardło – aż po samą krtań
– i wciąż nie widzi dźwięku, tylko strzęp, gasnący
jak transatlantyk z gwoździem, wbitym przez uboota
wprost w lewy bok, bakburtę, oddając się wodzie
wraz ze stadem rozbitków, a rozlana ropa
ściga ich po powierzchni, liże smukłym ogniem,
w którym błyszczy inskrypcja z frazą navigare.

idzie nasz pan po falach, wrzuca w koszyk głowy,
otwarte niby muszle wywłaszczone z głosu,
i będzie je przetaczał do swojej winiarni,
potem porzuci w kadzi – może dadzą zaczyn,
ferment czegoś ważnego lub tylko happening:
dwunastu gniewnych ludzi bez uległych kobiet,
co językami z ognia lizałyby rany

do samej rdzy ostatniej, oddając się chętniej
w przedsionkach, wirydarzach, ciemnych wieczernikach
za jedno słowo zgrabnie wydobyte z krtani
spoza zasięgu oka, bo na nim marynarz
uważnie wypatruje śladu peryskopu,
co jak wąż się wysuwa nad zszarzałe lustro,
gdy pod szkłem cień szykuje nowe porcje gwoździ,

by je wbić, raz kolejny, między kostne wręgi,
bez dźwięku, wypełniając krtań niewdzięczną ciszą.  

czwartek, 12 marca 2015

Trust in me and fall as well

Ma ponad rok



In vitro veritas


I am just a worthless liar.
I am just an imbecile.
I will only complicate you.
Trust in me and fall as well.
Tool Sober


wszyscy jesteśmy z ciała. ono nie jest tanim
bibelotem upchniętym w kartonowym pudle.
nie mieści się w granicach, nie mieści się  w głowach,
wypływa na wierzch w wersach i komunikatach
słanych wprost z linii frontu: dopuszczalne straty,
rozpoznanie przebojem, przebóg miła, przebóg.

zapładniam cię do słowa, a wtedy odczuwam
satysfakcję, że byłem chociaż zapalnikiem
wtłoczonym między żebra na okładce płyty
i słyszę głos maynarda, który mnie rozrywa
tym zdaniem o trzeźwości, więc upadam w kielich
skruszony i drobniutki – lipny gen zazdrości,

czy pastisz przemienienia, bo nosi się ciało
jak kapelusz, woalkę, czasem całkiem za nic,
bezpodstawnie i cicho. chociaż nie ma grzechu
w spokojnej niewinności, kiedy wąż się pręży
pryskając życiodajnym jadem w grządki arrheniusa,
to zza kulis dobiega szept ojca-suflera:         

wszyscy jesteśmy z chleba i płynie w nas wina.

____________________________________________

Kilka moich wierszy w nowym "Autografie"