Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 28 grudnia 2012

There's nothing ever wrong but nothing's ever right





Opowieść wigilijna [z opuszczonym rymem]



przy moim stole same wolne miejsca,
puste nakrycia, które nie czekają
na postny pieróg czy na łyżkę barszczu,
a między nimi snuje się kolęda,
nader szczęśliwa – tak jak łuska karpia
wsunięta niegdyś w przegródkę portfela

ta noc jest głucha i od dawnych inna,
wprost spod ogona sfałszowanej gwiazdy.
uparcie milczy, choć powinna znaczyć
więcej niż prezent czy dobra nowina,
zdjęcia schowane na półkach pawlaczy
lub zapomniana od dawna choinka.

nic się nie rodzi i nic nie truchleje,
kevin wprost z domu jedzie do betlejem.
  

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Merry Christmas Everyone (not really)




Nie-święta kolęda

bardzo stara piosenka 



pomyśl życzenie, potem zamknij oczy
gwiazda z ogonem przez niebo się toczy
magowie spiesznie jadą na wielbłądach
zazdrosny diabeł w paczki im zagląda

 zimny wiatr świerkom grzywki z igieł czesze
 zmarznięte szyszki lśnią perliście szadzią
 z dobrą nowiną wieść się echem niesie
 - „nie wszystkie do Betlejem drogi was prowadzą”

 kolęda wieczorna
 nie-święta kolęda
 jest w niej jeden osioł
 i jedna panienka
 jest ciepłe uczucie i senne milczenie
 teraz zamknij oczy i pomyśl życzenie

 wszystko dla wszystkich, dla innych nic z tego
 jeden dzień jest w roku, gdy tyle dobrego
 świąteczne życzenia, świąteczne prezenty
 odświętne uśmiechy – tak dla niepamięci

 ryba po grecku między pierogami
 siano pod obrusem, a w głowach jasełka
 Jezusek zmyka gdzieś przed Herodami
 kiedy kolejna bombka z cichym jękiem pęka

 kolęda wieczorna
 nie-święta kolęda
 jest w niej jeszcze osioł
 jest jeszcze panienka
 osioł przemówi w ciszy świętej nocy
 pomyśl życzenie, potem zamknij oczy

 choinka łysa, igły tkwią w dywanie
 opłatki w strzępkach, prezenty rozdane
 ognie zakrzepły, moc smętnie struchlała
 znów banałami okryła się chwała

wszystkie życzenia wzniosły się do nieba
jak gwiezdne resztki lśnią szkiełka po bombkach
wśród nocnej ciszy gość podpity śpiewa  
od żłobów poszli wszyscy, osioł sam pozostał

 kolęda wieczorna
 nie-święta kolęda
przestał mówić osioł
usnęła panienka
piekielny chichot rozbrzmiewa w refrenie:
„zamknij głupcze oczy i pomyśl życzenie”

czwartek, 20 grudnia 2012

Ege szegedre ciokolo masajo osto kudo chojo todo buroki!





Wiersz Nikodema D. [chamlet]




w tym kraju żyć nietrudno, grać na mandolinie,
zostać premierem, zbijać bąki w parlamencie,
bo po co łamać głowę – niczym powiatowy
chamlet nad zawiłością zasad ortografii.

to wcale nie wymaga krztyny charakteru.
wystarczy łapać życie za pysk, a oksfordzkie
bubki brać pod obcasy i dla paparazzich
zrobić głupawą minę biegając za piłką

albo wynaleźć brata – przaśnego bliźniaka
­– poległego na chwałę zgniłej republiki
o niepewnym numerze. potem już do woli
można używać haseł i pojęć jak cepy.

frak leży na mnie zgrabnie. to tylko kaganiec,
pod którym sprytnie skryłem buraczane ciało.
w ustach mi szybko więdnie bóghonorojczyzna
– tuż za rogiem wawelu lub innych powązek,

gdzie mnie kiedyś położą na ojczyzny łono  
samogonnego mefista w leninowskiej kurtce
  

czwartek, 13 grudnia 2012

Instead laugh



suicide, something's missing
I'm bound, in flesh, it cut once
OneSideZero Instead Laugh



Lord Łazarz [sonet zimowy]



mówię: nie masz pojęcia, jak jestem zmęczony
– od tego można zacząć i na tym zakończyć
każdy list, mejla albo wieczorną rozmowę.
cisza też nieodporna na blackout i mrozy.

język sam się odgryza przy takiej pogodzie,
serotonina spada poniżej poziomu
absolutnego zera i nic nie łagodzi
upadku w głąb posłania, gdzie tkwi niewiadome.

idioci wciąż tokują: wstań i idź łazarzu,
jakby mogła dopomóc jakaś stymulacja,
żeby poruszyć z miejsca skamieniałe ciało
– abażur z ludzkiej skóry pozbawiony światła.

moje zmęczenie żyje swoim własnym życiem
w dniach niechętnych wszystkiemu, co wstaje o świcie.

    


piątek, 7 grudnia 2012

These old tom-cat feelings you don't understand





Satellite of L. [chwilki]


Satellite's gone  up to the skies
Thing like that drive me out of my mind
I watched it for a little while
Lou Reed Satellite of Love



mgnienia, gdy niebo zasnuwa na śliwkowo
albo okruchy starych pierników pachną jazdą
w nieznane, przygodą, która nie prowadzi nas do końca,
bo przecież końca nie ma, liczy się otwarcie,
szybki początek, palce splecione w trakcie spaceru,    
molo wbite w rzekę, włosy bezładnie rozsypane
na poduszce i oddech poza kontrolą, w najwyższych
rejestrach krzyku, jakiś taniec na rynku w miasteczku   
zapomnianym przez dżipiesy, kiedy satelity celowo
nas omijały, zachwycone niezwykłością połączenia
ciał, a potem ważne fragmenty rozmów

- dzięki nim możemy dziś świecić w ciszy
i rozbrzmiewać w cieniu   


środa, 5 grudnia 2012

Breathe, in it, there is no need to forgive




Wiedzony [wiersz nierówny]



                                         Nickowi Cave’owi



klepsydry są zbyt proste. ludzie wypadają
z nich jak żarówki z opraw o zatartym gwincie.
brakuje tylko huku, kiedy grawitacja
otwiera szklane bańki, przezroczyste czaszki,
w których tliły się resztki stopionego światła.

oddech sam się wypuszcza w nieznanym kierunku,
nikomu nie przebacza, bo nie ma lekarstwa.
jesteśmy durną plagą i abominacją.
wypychamy słowami ramki nekrologów
i może nas powstrzymać tylko kwarantanna.

tam, za podszewką z czerni, kryje się nadzieja,
że ktoś rozpozna ciebie, powie o mnie chociaż
jedno prawdziwe zdanie (może: wiem, kim jesteś),
nim wyląduję miękko w egipskich ciemnościach 
wyciszony jak wnętrze luksusowej trumny.