Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 30 sierpnia 2011

Więc okrążajmy kaktus nasz





Voyeur z Bang Bang Club


to moje pudło, pełne wyschniętych owadów
Roman Honet drzwi dziecinnego pokoju

pomarańczowe szaty mnichów falują, kiedy wytapiam
z ich ciał kruszec, by wreszcie zaistnieć na giełdzie.
świetny materiał na kolejne zdjęcie – twarze,
a po nich pełznie pasek spleciony przez krople benzyny.

albo opona, która nie zejdzie z szyi, wypełniona
żarem po brzegi bieżnika i ściana ze śladem
po bezwiednym oparciu głowy (zanim ktoś 
ułoży się pod nią przecięty ostrym szeptem uzi).

zbliżenie, co nie zbliża i dotyk, co nie dotyka
wcale istoty złego, nie bardziej niż głosy wabiące
– włóż palec w bok, a jutro przetnij źrenicę,
bo i tak oszuka dziecko w zagazowanym parku     





wtorek, 16 sierpnia 2011

I dalej trwa niechlujna krzątanina, okropna ale pełna otuchy





mała amy szuka domu

ogień trzymamy w piwnicach, a nasze miasta papierowe
nadzy prowadzą ślepych, zanim dzień podniesie
głowę, w której szeleszczą synkopy jak liście
albo wyschnięte łodzie na piaszczystym brzegu 

a bliżej dźwięki, cichnąca melodia, unoszona
do ust i ucha ciężką od fraz ręką, zanim poszuka
miejsca na spóźniony odwyk, pójdzie za grubą kreską
od maksa faktora w snop kopert podszytych bluszczem

mrok trzyma w uściskach, miasta koszą błyski
fleszy oraz latarek wściekłych nocnych straży
suche zapałki drżą w spoconych dłoniach
głos małej amy ciągle szuka domu

czwartek, 11 sierpnia 2011

Ostatni wiersz z "Aubade Triste"




Król owocowych galaretek

Hej, jestem królem owocowych galaretek
tego co półprzejrzyste i stanowi wejście
pomiędzy obce dykcje, stępione języki,
słowa, w których na chwilę zastyga zdumienie.

Hej, jestem panem kolażowych niepewności,
przyczepiam się zbyt łatwo do powierzchni, sunę,
nie dotykam istoty, sklejam nieporadnie
strzępki nic nieznaczących smaków i obrazków.

Hej, jestem władcą bakaliowych przyjemności,
ledwie chwilowy, płaski, ciążę w asymetrii
ku brakom znaczeń, zbitkom pustych dźwięków, gdy głos
wewnętrzny każe ulec melodii bezradnych

pozytywek, a wtedy przytupuję w rytmie
dżez drze beton, dżez drze beton, dżez drze beton.