Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


czwartek, 30 października 2014

I powietrza drżące strugi jak z anielskiej strzechy dym

I znów pokonkursowo



Wiersz, który nie rapuje się z niczym


Kolejny dzień jak palę ogniem wilczura pysk
Lao Che Barykada


Słońce jest w znaku lwa, więc ognista grzywa
podpala wszystko – już płonie i Wola,
pałacyk Michlera, pamiątki rodzinne,
a złoty kurz się sypie na pola pszenicy
z dala od tego miasta. Tabliczka na szorstkim
murze kamienicy, to ślad, że stąd wyszli
i już nie wrócili. Ktoś może powiedzieć:
śmierć jak dwa miesiące wakacji pod ogniem,
plus szybkie miłości, śluby i rozwody,
chrzty z krwi, a nie z wody, piekielna Hurghada,
w niej toczą się czaszki, gada zburzone miasto,
zaś kneble barykad duszą oddech w ulicach,
nie słychać nic innego – papieros papieros
skanduje tłum pod sceną i to ślad kolejny,
po tych, co odeszli, ale nie zginęli.

wtorek, 28 października 2014

I wear this crown of thorns upon my liar's chair

I znów pokonkursowo



Mówcie: Amen


dla lt. col. W.E. Kurtza


i niech się stanie mięso, skoro nasz bóg lubi
patrzeć jak cudze matki wypłakują oczy,
a kiedy ukrzyżują w świetle reflektorów
resztki ciał pozbieranych z kapuścianych liści,
ktoś nam znowu opowie o sensie cierpienia
lub krwawym obmywaniu z grzechów pierworodnych.

a kiedyś wystarczyło zwykłe pomazanie
krwią drzwi niechcianych dzieci, teraz każda plaga
musi mieć jak najlepszy target pod reklamy,
zamiast minuty ciszy zabełkocze ekspert,
a po nim dyplomata i po paru chwilach
jest nam lżej, bo sumienia lubią gładkie słowa,

choć chce się rzucić w przestrzeń pospolite kurwa,
zamiast dobrej nowiny, bo pęka nam szkliwo
od zaciskania zębów w gorzkiej bezradności
na widok smugi gazów cieknących z dysz rakiet
przebijających niebo, spod którego spada 
mięso upakowane w cienką malezyjską puszkę

na kapuściane głowy. niech im ziemia będzie 
ciut lżejsza od powietrza, a drink i modlitwa
jest nadal all inclusive – nawet kadisz jatom.

-------------------------------
I hurt myself today,
To see if I still feel.
I focus on the pain,
The only thing that's real.
The needle tears a hole,
The old familiar sting.
Try to kill it all away,
But I remember everything.

What have I become?
My sweetest friend.
Everyone I know
Goes away in the end.
And you could have it all,
My empire of dirt.

I will let you down.
I will make you hurt.

I wear this crown of thorns
Upon my liar's chair.
Full of broken thoughts
I cannot repair.
Beneath the stains of time
The feelings disappear.
You are someone else,
I am still right here.

What have I become?
My sweetest friend.
Everyone I know
Goes away in the end.
And you could have it all,
my empire of dirt.

I will let you down.
I will make you hurt.

If I could start again
A million miles away.
I would keep myself.
I would find a way.
--------------------------------

poniedziałek, 20 października 2014

Spotkanie autorskie w Radomiu - P.Podlipniak & P. Podlipniak

Nadszedł czas na wspólny wieczór z córką.

"Autor: Adrian Szary
Serdecznie zapraszam 22 października 2014 roku o godzinie 17.00 do Radomskiego Klubu Środowisk Twórczych i Galerii – „Łaźnia”, przy ul. Żeromskiego 56, na wieczór literacki Pawła Podlipniaka – absolwenta VI LO im. Jana Kochanowskiego, bizantynisty, dziennikarza, anglisty, poety, autora tomików: „Aubade Triste” i „Karmageddon”, laureata konkursów literackich oraz jego córki Pauliny Podlipniak – uczennicy VI LO im. Jana Kochanowskiego,  uczestniczki warsztatów literackich, prowadzonych przeze mnie w Stowarzyszeniu Centrum Młodzieży - „Arka”.
 Podczas spotkania zatytułowanego „P. Podlipniak & P. Podlipniak”, które będę miał przyjemność prowadzić, wystąpi zespół „Motion de Louvre”, w którym gra m.in. Kamil Dziekoński - uczeń PG nr 23 w Radomiu. Gościem specjalnym będzie Karolina Wojdat – uczennica VI LO, która niedawno wystąpiła w popularnym programie telewizyjnym „The Voice of Poland”, przechodząc do kolejnego etapu."




czwartek, 16 października 2014

Naked to see, walking on air. Hunting by the rivers



Smutnik [dekady] 

Of what is past, or passing, or to come
W.B.Yeats Sailing to Byzantium

dla I.Curtisa



Zanim się zapomina martwy pies w ogrodzie
i młodzi idą wolno do wtóru muzyki,
niosąc na barkach brzemię – puste szklane czółno,
którym upływa ciało nad ciemnym dnem rzeki
jak spopielony papier prosto w jasną noc.

I pętla się zaciska nad krzesłem, a w pętli 
zawisa haust powietrza przed ostatnim lotem
– za nim już tylko przestrzeń przystrojona w pióra,
odpustowa nagroda dla wierzących w bajki
o tym, że ludzkie ciało się przemienia w czas.

A on się nie upłynnia, choć upływa w żyłach
i sam się zapomina, zaciskając węzeł
na sznurze wyplecionym w kraju dla nikogo,
lecz martwy pies w ogrodzie będzie obszczekiwać
kolejnych młodych głupców w rytmie gdzieś ty był.

wtorek, 14 października 2014

Bo jest tylko Itaka i właśnie jej nie ma - dwa sonety



Itaka [i tamta]. Sonet Odysa

Brodskiemu

rzadko powracam w miejsca, w których mnie nie było,
gdzie na rozgrzanych dachach smaży się w południe
stado puszystych kotek, a w podcieniach miłość
rozmieniają, jak talent, w pośledniej walucie.

może to szczera prawda, że nie wolno wracać
bez żadnej zapowiedzi, z pustymi rękoma,
cichcem do swego domu po dwudziestu latach,
kiedy już się natkała na sąsiedzkich krosnach.

powrót to czysty nonsens, który doprowadza
do szału wszystkich bogów, więc uparcie mnożą
przeszkody, bym nie dotarł w miejsce, gdzie itaka
zapomniała się wiernie z każdą penelopą.

nawet blad’ brzmi niezgrabnie w takiej sytuacji,
jeśli jesteś niebylcem z zakazem przyjazdu. 



I tamta [item, i temu]. Sonet Penelopy 


Kiedyś powrócisz do kraju - no właśnie
Zobacz, czy jesteś tu potrzebny komuś
Josif Brodski *** (Kiedyś powrócisz)



nie masz do kogo wracać, dokąd także zblad’ło. 
nie dla ciebie przy pirsie powitalne mowy,
skoro sam się wybrałeś w rejs ku nowym światom
z miasta, gdzie za drutami marzły archanioły.

drut to tylko przenośnia, bo nie ma powrotu
do miłości, do ludzi, którzy się rozpełźli
po matuszce jak pluskwy, a ty, patrząc z boku,
nie możesz się nadziwić, że już zapomnieli.

możesz obwiniać bogów, niestałość kobiecą,
przeklinając pod nosem – blad’ taka owaka.
nieobecny jest martwy i nic w tym dziwnego,
gdyż najwspanialsza pamięć nie zastąpi braku.

szukasz nowego gniazda? – to płonna nadzieja,  
bo jest tylko Itaka i właśnie jej  nie ma.

---------
I suplemencik

Hey little girl is your daddy home
Did he go away and leave you all alone
I got a bad desire
I'm on fire

Tell me now baby is he good to you
Can he do to you the things that I do
I can take you higher
I'm on fire

Sometimes it's like someone took a knife baby
Edgy and dull and cut a six-inch valley
Through the middle of my soul

At night I wake up with the sheets soaking wet
And a freight train running through the
Middle of my head
Only you can cool my desire
I'm on fire
-----------


poniedziałek, 13 października 2014

Mondo Cane



Psalm o drylowaniu


Tadeuszowi Nowakowi


głupiec niosący osła na swoich ramionach
popatruje z wyższością na innego głupca
co dźwiga belkę krzyża przez spalone pole
a na nim gwiazda piołun i miedziane łuski
po nabojach o rdzeniu z twardego uranu
więc chwalmy imię pańskie i powtórne przyjście

pytałem panią lincoln czy dzisiejsza sztuka
podobała się bardziej od tej sprzed tygodnia
zwłaszcza antrakt z noszami ale nie wydała
z siebie żadnego dźwięku jakby nagle oczy
zakryła jej żółć ostra z pestkowego psalmu
więc chwalmy imię pańskie i powtórne przyjście

głupiec niosący głupca będzie się wyśmiewać
z psa który skamle trwożnie gdy znajoma ręka
wydłubuje go z budy i wrzuca do rzeki
dopóki łaska pańska gna na innym koniu 
poprzez pstre pola maków u stóp nagiej góry
więc chwalmy jakieś imię póki mocno trzyma  

piątek, 10 października 2014

Way down inside! a-honey, you need it !




Parmenidie 2 [zmarzliny]


całe tyle miłości zeppelin z ołowiu
a ona w mojej głowie wierci się i nuci
mówiąc że nawet w wierszach bluzgam w dobrych miejscach
kiedy mnie boli styczeń przecież jeszcze wczoraj
miał nadejść front murmański z zapasami mrozu  
pozabijać zarazki i wszelkie robactwo
może kilku bezdomnych na podmiejskich działkach
co zapomnieli czuwać by nie wygasł ogień
w blaszanym brzuchu kozy więc przy ciałach został   
skrawek kartki z przepisem na cycki murzynki
częściowo nadpalony kulinarny seksizm 

tak się u nas zakończy wejście barbarzyńców
pomiędzy słoneczniki płonące żyrafy
z butelką denatury na murmańskim froncie
lecz w mojej głowie utkwił strącony zeppelin
i nuci cała miłość keep-a-coolin’-baby
bo wtedy pierwszy miesiąc mniej boli o świcie
kiedy jest jeszcze ciemno a ucho przy radiu
albo w jarzmie słuchawek po nagłym przyśnięciu
czeka na komunikat o trasie nalotu
uwaga komnen jeden miast zwykłego bluzgu
na nadpalonej kartce z zamarzniętym wierszem

----------


czwartek, 9 października 2014

In the name of the father

kolejny remanencik

fot. Remigiusz Kutyła




Parmenidie [godzina w]



Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz

1 Kor 12


na imię mam paweł. nie mam w sobie wiary,
nie mam w sobie niczego, co by mogło przetrwać
ciut dłużej niż piosenka w komercyjnym radiu
– najwyżej trzy minuty w oparach depresji
i rosyjskiego niżu, kiedy odcień bieli
przypomina szpitalne sprane prześcieradło,
na którym już niejeden przejechał się w niebo
albo w zwyczajny niebyt oklepany w wierszach
przez stada grafomanów, wieszczy i wyznawców.

na imię mam paweł – to kurwa nie imię,
zbyt malutkie u podstaw, by mogło udźwignąć
wiarę w istnienie zbawień, pierworodnych grzechów.
budzę się obok niego codziennie ze wstydem,
że mogłem w jednym łóżku (choć po sakramencie,
po wodzie i po słowie) zalec bez miłości,
nadziei, cicho brzęcząc, bo na głośny skowyt
trzeba przecież zasłużyć, a ja tylko mówię
niewyraźnie, nieśmiało i czuję jak dziecko.

na imię mam imię. to i tak zbyt wiele.

----------------------

Mother
Tell your children not to walk my way
Tell your children not to hear my words
What they mean
What they say
Mother

Mother
Can you keep them in the dark for life
Can you hide them from the waiting world
Oh mother

Father
Gonna take your daughter out tonight
Gonna show her my world
Oh father

Not about to see your light
But if you want to find hell with me
I can show you what it's like
Till you're bleeding

Not about to see your light
And if you want to find hell with me
I can show you what it's

Mother
Tell your children not to hold my hand
Tell your children not to understand
Oh mother

Father
Do you want to bang heads with me
Do you want to feel everything
Oh father

Not about to see your light
And if you want to find hell with me
I can show you what it's like
Till you're bleeding

Not about to see your light
And if you want to find hell with me
I can show you what it's
Yea

Not about to see your light
But if you want to find hell with me
I can show you what it's like
Till you're bleeding