Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 29 stycznia 2016

Release your life take your place inside the fire

To nawet nie remanent, to wspomnienie z pierwszego tomiku "Aubade triste", ale chodzi za mną od kilku dni.













Huśtawki


to wszystko jak w reklamie - dżins i styks, i neon,
wszystko, które jest niczym, w pustce się zagięło.

powracasz, skąd wyszedłeś, domknąć życie, pętlę.
zaciskasz ją dokładnie (jeszcze jeden węzeł),

łudząc się, nadaremnie, że rozpoznasz jutro
Atlantydę w prawdziwej postaci. ze smutkiem

uśmiechasz się do lustra, nie znasz odpowiedzi
o marszrutę. wiesz dobrze – wciąż na oślep jedziesz.

zadyszka. pauza. schodek. walizka na półkę.
to jest nowy początek życia? syk (gdy tłuczesz

kolano), inwektywa, ciężka jak cholera,
po co ci tyle gratów? przecież się wybierasz

w jedną stronę, starannie zacierając ślady.
październik, morze, mewy, pasmo siwej piany

pokryło bielmem piasek. moczysz w wodzie stopy
(buty wysuszysz w locie), teraz szybko podpisz

pocztówkę, może dojdzie. szum wysokich sosen
przywabia cię przestrzenią,  spóźnionym łopotem

ptasich skrzydeł i  lękiem - kipi pod nim pustka.
niebo jest za daleko, więc pójdziesz się huśtać.

------------------------

czwartek, 21 stycznia 2016

Only for you I don't regret that I was Thursday's child

Znów remanencik pokonkursowy. Czwartkowy tytuł, a pod spodem moja ulubiona piosenka Davida.
 





Elegia dla misiz robinson 2




 et vita erat lux hominum

J 1,4

ja jednak jeszcze wierzę, że umarła dobrze,
nie na żaden nowotwór, który był pod ręką
złośliwego faceta z refrenu piosenki,
co ponoć miał ją kochać, mocniej niż by chciała,

i przy jej łóżku czuwał zastęp adonisów,
aniołów pełnych seksu, o młodzieńczych ciałach,
twardych tam, gdzie potrzeba i czułych zarazem
z wdzięcznością za naukę o obrotach rzeczy,

pozycjach planetarnych zapisanych w niebie
jako wielka zasługa bez grzechu i skazy,
spełnienie mokrych marzeń biednych beniaminków,
co przez chwilę kochali, mocniej niż by chciała.

niech teraz śpi spokojnie, mrucząc sobie dżizas,
zatrzymana w stopklatce z odpiętą podwiązką,
migocząca nieśmiało - lux hominum vita.

--------------------


wtorek, 12 stycznia 2016

Au revoir sur Mars Ziggi!

Wiersz sprzed chyba dwóch lat. Powstał z inspiracji wierszem Anny Piwkowskiej, bo ciekawiło mnie, co się dalej działo z bohaterką wiersza, a przeczuwałem, że nie może się stać nic dobrego. W środku znalazł się wtedy nieoczekiwanie David Bowie i tak już pozostał, a życie kilka dni temu dopisało nieoczekiwaną puentę.
Wiersz już kiedyś tu publikowałem.
Dobranoc Książę! Au revoir sur Mars!







Life on Mars

And lady stardust sang his songs
Of darkness and disgrace
David Bowie Lady Stardust

Annie Piwkowskiej


Nie zabił jej pająk przypięty do szpitalnego łóżka,
ani różnica ciśnień, kiedy zanurzała twarz w dłoniach,
nucąc czy jest życie na Marsie?. Wrzesień się otwierał
jak butelka wina jabłkowego - z lekkim szelestem
pokruszonych liści.

Przypomniało jej to letni ogród, starego mężczyznę
stojącego w oknie domu, który oplatała czule winorośl.
Gdy ćwiczyła forhendy pies gonił za każdą piłką
znikającą w trawie, a winyl lekko trzeszczał
przy frazie z refrenu  czy jest życie na Marsie?.

Wtedy też pakowała tylko jedną torbę z błękitną
sukienką i rakietą (w pełnej gotowości do startu).
Wakacje na obcej planecie, ślady jagód, które seter,
rudy jak piaski, zmywał szorstkim językiem,
były pożegnaniem przed ostatecznym zniknięciem.

Został po niej Ziggi na starym plakacie
z ledwo widocznym napisem: czy jest życie na Marsie?

piątek, 8 stycznia 2016

Darkness cover me, deny everything

Gdzieś się mi zapodział - z tego powodu otwiera  na moim blogu nowy rok.





















Nie ma [ość]

Brodskiemu i ciemności

te rozbłyski smartfonów w ciemnym autobusie
jak ślady po kolizji  odległych galaktyk
wciąż docierają do nas z takim opóźnieniem
że dawno już ich nie ma nie istnieje droga
i nie ma po co wracać nie ma i do kogo
nikogo wokół nie ma gdy zapada ciemność

każdy ma własny kosmos wyrzeźbiony w krzemie
który się kurczy nagle do rozmiarów punktu
najlepiej widocznego gdzieś na końcu prostej
lecz nawet prostej nie ma kiedy mięknie droga
skrapiana rzadkim deszczem dalekim do wiosny
i dźwiękami sygnałów że ktoś ma wiadomość

osobność tej podróży w nicość i bez celu
jest okrutna jak rozbłysk na małym ekranie
a pięć cali to dystans nie do pokonania
nawet przez wiązkę światła więc nas wcale nie ma
i nie ma po co wracać nie ma i do kogo
przez wypełnioną niczym najlepszą rozdzielczość 

---------