Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 20 lutego 2013

W ciemnej dolinie. O tomie poetyckim Karmageddon Pawła Podlipniaka





Anna Spólna* 
W ciemnej dolinie. O tomie poetyckim Karmageddon Pawła Podlipniaka

            Drugi już, po Aubade triste, tom wierszy Pawła Podlipniaka zbudowany jest z równą precyzją, co poprzedni, ale ciemność, która w nim gości, jest gęstsza i bardziej nieustępliwa. Skąd się bierze konsekwencja w budowaniu atmosfery niepokoju, której nie łagodzą nieliczne pogodne (bo nie nazwałabym ich radosnymi) wiersze z cyklu Spaleni słońcem? Decyduje o tym splot dwóch czynników: zasadnicza niechęć podmiotu do samousprawiedliwień i wyostrzona uważność wobec małych i wielkich dramatów, których łatwiej byłoby nie dostrzegać, a które domagają się jego poetyckiego głosu.
       
             1. Przywiązany do własnej, uporządkowanej formy wiersza (podział na strofy, wyrazisty rytm, często sylabiczne wyrównanie wersów i zastępujące rymy współbrzmienia) Podlipniak łagodzi nią gwałtowność swojej frazy. Zwraca uwagę rytmiczność tych wierszy, ich formalne zdyscyplinowanie – łączne z eksperymentowaniem z gatunkami mało znanymi, jak pantum (Pan. Tuum est Regnum). A jednak kolejne zdania wydają się łączyć w poetycki strumień świadomości („napis cieknący z dysz zwrotki”, Tumoral blues), narastać w falę, która załamuje się gwałtownie w pointach. Płynny ciąg zdań przypomina logoreę na zadany temat i... wykrwawianie się, jak w świetnym, poświęconym żałobie wierszu Omer:

Zostawiam za sobą frazę jak trop na śniegu,
wypływa ze mnie, choć podciąłem dawno.

            Na opowieściach o nadwrażliwości, prowadzącej do samobójczej śmierci (cykl Annopol), kronikach z pola bitwy (Tańce wojenne), scenach z życia miłosnego, w którym szczęście zmącone jest poczuciem nietrwałości (Spaleni słońcem), i paradoksalnej narracji obumarłego wewnętrznie, podtrzymującego pozory więzi ze światem bohatera (Wiktoriańska galeria pośmiertna) nadbudowuje się nadrzędny dla tomu motyw końca świata. Właściwie wielu pojedynczych światów, które giną tuż obok w każdej chwili, zwykle poza naszą świadomością, skoncentrowaną na zagłuszaniu własnego bólu.
       
                2. Tok mowy, niosący lirykę Podlipniaka, nie uwalnia od cierpienia, przeciwnie, jest w nim coś obsesyjnego, wydaje się wynikać z przymusu dotykania słowem pogranicza wizji i sensualnych doznań, międzytekstowych skojarzeń i brutalnej prozy życia. „Pod koniec nocy nawet moje sny mają obroże” – skarży się podmiot Stu kilometrów drogi ekspresowej. Autor Karmageddonu czuje, że wiersz – konieczny, by zrozumieć los (tytułową karmę) – w swojej ułomności przypomina natrętnie ponawianą próbę zbawienia, uleczenia, obudzenia z letargu. Zwykle – daremną:

zabrakło nitki, by się przeprowadzić

z ciemności w ciemność, na krótko przed chwilą,
gdy wybuchł język, sypiąc  odłamkami frazesów
o bliskości (to gorycz wyrwała zawleczkę).
(Granat i aksamit)

„Słowo nas nie zagoi, śmierć to także słowo” – pisze w wierszu L. Anneus Sylvanus. Samobójstwo patronki tomu, Anne Sexton, jest figurą klęski poezji jako domniemanego lekarstwa na cierpienie:

Nie utrzymał jej język, był nazbyt kruchym mostem,
więć nie udźwignął ciężaru pszczół złapanych w obce ule.
Kiedy stanęła na nim rankiem z dosłowiem w kieszeniach,
oszronioną szklanka i życiem zawieszonym
on the rocks, wszystko stopiło się, popiło, spadło.
(Annopol)

           3. Podlipniak zwykł pisać wobec kogoś, zresztą wskazuje wprost twórców, z którymi dialoguje. Literackie (i szerzej, kulturowe) wzory mówienia stają się budulcem jego własnej propozycji, rozpiętej pomiędzy sporem z poprzednikami a modyfikującym powtórzeniem egzystencjalnego gestu, zapisanego w ich dziele. Są wśród nich Randall Jarrell, W.H. Auden, Brian Turner, T.S. Eliot… Jest wspomniana Sexton, zmagająca się z chorobą psychiczną i Peter Gabriel, zainspirowany jej liryką; Joseph Conrad i Francis Ford Coppola, zamieniający jego proroczą powieść w barwny, odurzający okrucieństwem fresk wojenny. Autor tomu próbuje określić siebie poprzez świat kultury, w którym zamieszkał. Podmiot najbardziej prywatnych wierszy tomu jest blisko tych rejonów, w których łączą się rozpacz i amok: balansujący na cienkiej granicy pomiędzy „jest” i „jeśli” (Suk), spalany ciemnym słońcem, ostrzeliwany przez czas, który „poszczekiwał krótkimi seriami” (Y. Submarine).
            4. Pojawiające się w wielu wierszach książki skojarzenia religijne wskazują na jedno ze źródeł niepokoju bohatera Karmageddonu. Kiedyś Bóg był częścią dziecięcego świata, zbudowanego z naiwnej wiary, ufności i przywiązania do tradycji. Moment podważenia tej całości odtwarza wigilijny wiersz Himsa:

(…) Za oknem zima
mieszała się z postem i widziałem wyraźnie
 – na brzegu każdej Marii siedział Jezus, malusieńki jak ja.
Śmiał się, czułem, że to znak.
(…)
I nawet zapach ciasta nie mógł zamaskować
pustego miejsca przy stole, okrucieństwa kolęd,
gdy powietrze drżało od biegu pasterzy.

            Tymczasem erotyczna ostatnia wieczerza (Iskrzy bliżej skóry), „Dżej-Si” bliższy musicalowi Jesus Christ Superstar niż Ewangelii (Pan. Tuum est Regium), „ciemna matka” z dwiema bliznami na policzku (Utomlonnyje sołncem II) są już tylko znakami kulturowymi, wyjętymi z kontekstu wiary. Po coś jednak odwołuje się do nich podmiot, u którego „na czubku nazwiska stoi Kain” (Gościnne pokoje). Przeżywający swój prywatny armageddon w zasięgu „cienia doliny przez którą idziemy”, choć prowadzi nie laska Dobrego Pasterza z parafrazowanego przez poetę Psalmu 23, lecz budząca lęk „smycz w pańskim ręku” (Tumoral blues).
           
Paweł Podlipniak, Karmageddon, Wydawca: Stowarzyszenie Salon Literacki, Warszawa 2012


*Anna Spólna – doktor nauk humanistycznych, literaturoznawca. Pracuje na Wydziale Filologiczno-Pedagogicznym Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. K. Pułaskiego w Radomiu, gdzie współtworzy Pracownię Literatury Współczesnej. Autorka dwóch książek: Nowe „Treny”? Polska poezja żałobna po II wojnie światowej a tradycja literacka (2008) i Na skrzyżowaniu głosów. Szkice krytycznoliterackie (2012) oraz artykułów w pracach zbiorowych. Publikowała między innymi w „Echinox Journal”, „Świecie i Słowie”, „Tekstualiach”, „Twórczości”, „Kresach”, „Akcencie”. Należy do zespołu redakcyjnego „Miesięcznika Prowincjonalnego”. Zasiada w jury Nagrody Literackiej Miasta Radomia.

wtorek, 19 lutego 2013

And the rain pissed down upon me and washed me all away




Koppoliada




jeśli zmrok nas dopadnie jeśli ciemność wyssie 
do ostatniej kosteczki aż po samo serce
może za morzem martwym lub w innej lokacji
gdzie padł łysy pułkownik zamykając w kadrze
w celuloidowej bańce ostatki po uczcie
z bawołu błysku maczet i zasłony dymnej
to jeszcze mamy dotyk pośledni destylat
z nasion amarantusa sycącego ciała
pełne genów niepewnych swojego znaczenia
w łańcuchu znacznie dłuższym od zwykłych litanii
czy poklepywań słownych oddawanych bogom
z paciorkami różańców różnicami pojęć
i każdą nową myślą rzucaną w objęcia  
ognia który nas marszczy jak fale jezioro
zanim się zestarzeje wyda na brzeg ryby
bez głosu i bez prawa do żadnej opieki
nad potomstwem zabitym przez krewkich wędrowców
kiedy przeszli po wodzie dając posłuch słowu
ale nie zrozumieli że trzyma ich w karbach
opresja znacznie gorsza wiara w życie wieczne    
co ćmi się jak ogarek pozbawiony tlenu
wyssanego przez ciemność z ostatniego jeśli 





piątek, 15 lutego 2013

And everything was made for you and me






Pasażerowie


Dance to the beat of the livin dead

Lose sleep baby and stay away from bed

Iggy Pop Raw Power




to, co się w nas patrzy, iggy, jest martwicą mózgu,
gdy czekamy cicho na przyjazd pociągu
i śni się nam niebo jak dziadom podróżnym
zdrewniałym na ławkach w brudnej poczekalni.

pójdziemy do ziemi, iggy, po badziewne runo,
pomiędzy guziki i wczorajsze wieści,
wmawiając sobie, że smak jest potęgą,
a syn to nadzieja dla zapazurzonych,

złączonych przez ciemność, iggy, która niby snajper
namierza codziennie kolejne ofiary
- naiwniacy myślą, że są wybierani,
do życia wiecznego tuż przy wodopoju.

to, co się w nas parzy, iggy, wykipi o świcie,
kiedy zaszczekamy na dziadowską nutę,
przed samym odjazdem, niepewni powrotu,  
do miejsca narodzin pustego od dźwięków.   





   

środa, 13 lutego 2013

Dam wam napalm na Walentynki !!!

14 lutego o godz. 18.00 w Radomiu odbędzie się 
mój wieczór autorski.
Miejsce: filia MBP przy ul. Kusocińskiego 13. 
Zapraszam

Wprawdzie "Karmageddon" na Walentynki, to jak umycie głowy płonącym napalmem zamiast szamponem, ale zawsze to jakieś oczyszczenie ;)
Taka moja wersja St. Valentine's Day Massacre :)


a tu oryginalna wersja wersja St. Valentine's Day Massacre