Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 30 listopada 2016

Nadchodzi "Herzlich Endlösen"

Wygrałem Ratonia więc będzie w nowym roku nowy , czwarty już, tomik.
Kolejny wiersz do niego.















Trąd


miasto się nie domyka, jak pies w innym wierszu,
i zaczyna roztapiać. wszędzie widać słońce
podgryzające zieleń, tak naiwnie młodą,
więc tylko rejestruję – blask i zimną ciszę
po pierwszym wybuchu, a może ostatnim,
bo często nie odróżniam końca od początku.

rosną plamy na słońcu, słońce niby plama
rozpływa się w kolorze niezapominajek,
a to świetnie oddaje stan, gdy nie pamiętam
po co właściwie jestem (albo lepiej: bywam)
we wnętrzu mego życia, banalnie zgubiony
bibelot pełen wspomnień o wczorajszej tobie.

pies szarpie się na wersie zbyt luźno puszczonym,
a jasny mrok wypełnia nagrzane ulice
poplamione czymś lepkim, ponocnie wstydliwym.
po cichu, bez eksplozji rośnie liczba ofiar
niewywołanej wojny różnopłciowych cieni
i kwitną tkanki serca w upuszczonej hostii.
------------------

wtorek, 8 listopada 2016

My cup runneth over like blood from a stone

Kolejny zaległy po konkursie im. Bąka



















Więc [ocalony]

R.

mam czterdzieści kilka lat ocalałem prowadzony na Rzecz
pospolitą więc całkiem bezsensu jest mówić o występku
czy przyzwoitości pachnie to demagogią albo bardziej wonną
odmianą poloświństwa więc mam już czterdzieści kilka lat
ocalałem prowadzony rzecz bóg wie czego lenistwa
bezmyślności moja wielka wina beż żadnej różnicy
różewicy czy innej popularnej bzdury w rodzaju prawdy
smętnie objawionej tak ludzko brzydkiej więc żyję kaleko
daleko i dalej ocalony ze strachem że mi zwrócą wzrok

-----------------

czwartek, 20 października 2016

Jesień - to boli !














Au rebours

Wnoszą piasek na butach, śmiech i tulipany.
Swoje cyrkle, liczydła, komputery. Z giełdy
papiery wartościowe. Mapy, tajne plany
Anna Piwkowska Co przynoszą mężczyźni?

mężczyźni nic nie wnoszą i są do przeżycia
- najłatwiej i najprościej, nie karmi ich ziemia,
oni ją sycą ciałem, kiedy braknie ducha
i nie ma gdzie uciekać, bo świat tak osacza,
że niemożliwa żadna daleka wyprawa,
a zardzewiałe doki są jak łona matek,
co nie spuszczają dzieci poza zasięg oka,
więc tylko śnią o łodziach ze smoczymi łbami
i smołowanych deskach, na których się sypia
z kłębkiem płaszcza pod głową w nadziei na łupy,
a potem strach ich goni wprost po młodsze ciała,
nim pokruszone światło w proch ich nie obróci,
w przygarść mdławej przyprawy, za którą kobiety
nawet się nie obejrzą na skraju zakupów,
prań, prasowań, pakowań przed wyjazdem dzieci
na dalekie wycieczki, a potem już cisza
tnie ich, niby golarka posiwiały zarost,
i usadza w fotelach, w bezpiecznym półmroku.

nawet w znajomych lustrach nie ma na co patrzeć,
więc lepiej się pochować, gdy się nie dopełni
żadna męska herezja w świecie damskich pragnień.   

piątek, 14 października 2016

I don't care how many letters they sent. Morning came and morning went.

Kolejny pokonkursowy. I filmik do tego, a na koniec coś noblowskiego :)






Część głowy 5. Kukułczy


a jeśli między nami cicho wstyd zalegnie,
to jakby nas nie było, nieistotne chwile,
niepotrzebne uczynki, nieuważne słowa,
bo nikt już nie pamięta, po co kogoś kocha
i czy kocha się wierniej od samego siebie,
a wierność brzmi tak pusto, jak w pustych pokojach
cisza się łasi do nóg byłych lokatorów
i tłucze o wypchane kałduny walizek,
gdy odchodzimy dokądś związani nadzieją,
że może jutro lepiej, najdalej, zapewne. 

jeśli się między nami cicho wstyd zalęgnie,
banalny i ponury, to przemożna siła
będzie nas odpychała najdalej od siebie
i zginie ślad ostatni po miejscu, gdzie słońce
wplatało się podstępnie w kosmyk twoich włosów
wytapiając miedziane odblaski, a potem
spływało mi po dłoniach, więc zaczynam drętwieć
na samą myśl o drodze, oddaleniu bardziej
dotkliwym od bliskości, głośniejszym od braku
jakiegokolwiek dźwięku, a potem odkładam

słuchawkę, przesuwając palcem po ekranie. 

--------------------
 I suplemencik noblowski - zgodnie z tytułem posta. 
__________


niedziela, 9 października 2016

Teoria wiersza bolskiego. Andrzej Wajda R.I.P

Wiersz z tomiku "Madafakafares" - tak mi dziś pasuje do wiadomości.






Teoria wiersza bolskiego [dopuk]


wieczny chłopiec w ciemnych okularach goni pociąg
jego życie się zaczyna tam gdzie kończy koło
bo przecież żyć będziemy szybko w celuloidzie
wśród kieliszków zapalonych chyba nie dla żartu
dopóki barman trzyma w górze śnieżnobiałą szmatę
i blat jest wciąż wilgotny śliski niby peron

wieczny chłopiec sfałszowany jak każda legenda
opowiadana w ciemnej sali przyduszonym szeptem
dopókimyżyjemy nim nam rzucą ręcznik i zszyją łuki brwiowe
po ostatnim ciosie a chłopcy się oderwą od piersi czy udek
koktajli mołotowa pitych duszkiem w bramach
tuż przed pierwszą przechadzką na ten five o’clock 

wieczny chłopiec rudy kronos czy antonim
nie opoka ani bestia nie skarlały książę
z różą w zębach pełznący przez cały mokotów
vis a vis na tygrysa na jeźdźca by wyliczać smętnie
imiona zapadniętych w studzienki ściekowe
pod trawy oślich łączek upasłe na kościach

wieczny chłopiec w ciemnych okularach gubi diament
wiersz się łamie rytm ucieka prószy popiół
w cztery oczy iskiereczka jeszcze mruga
na śmietniku zagrzebana w stare łachy
a kto z nami ten nie z nami nie wypije nie pobiegnie
nie ma dokąd już foreście nie ma po co

poniedziałek, 3 października 2016

Psalm na protest - czyli czarno to widzę

Protest. Jesień. Czarno. Trzeba uwolnić coś pokonkursowo z "Black Hole Sun" w tle.

 
























Psalm 231 prim

pasterzem moim jest strach. braknie mi niczego
i dlatego niepewnie wędruję przez ciemność
napuchniętą jak język (tego, co powiesił
się na polu kupionym za skrwawiony srebrnik)
i ciemność do mnie gada, ciemność mnie pociesza,
jest ziarnem rozrzuconym w skąpych bruzdach wiersza.

pasterką moją jest śmierć. pozwala mi leżeć
pomiędzy niewiastami, namaszcza olejkiem
moją głowę zerwaną do krótkiego biegu
w środku nocy, cicho, przez nagłą bezsenność,
kiedy cię nie ma obok, kiedy przypomina
się samonienawistne przed godziną wilka.

pasterzem moim jest ja. to mroczna dolina
z przepaloną żarówką. w centrum dogorywa
zwierzę tykane palcem, przepełnione bólem
z nieznanego powodu, i samo częstuje
się gorzką niepewnością – ona mnie prowadzi
po ziemi całkiem płaskiej, bez fałszywej łaski. 

--------------