Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 13 października 2017

δεν σε φοβαμαι ουρανε - okno na nie ten czas

Z tomiku "Herzlich Endlösen"





Aniauu (1982)


o czym był krzyk tej małej, kiedy tak leciała
zabierając po drodze skrzynki ogrodowej ziemi,
wiotkie anteny, kable i strzępy cudzego prania?

było upalne lato, słońce stało w ringu,
każdy z nas rósł i ciemniał, a z otwartych okien
płynął gwar tamtych mistrzostw świata
– „booooniek, booooniek strzelaj”.

przez moment się zdawało, że jej wysoki krzyk
zdusił światło i wepchnął nas w ustronne miejsce,
do którego nikt mądry wcześniej nie zagląda.
wcale.

„kurwa, nie będzie meczu, pozrywała wszystkie”,
jęczał jeden z sąsiadów, lecz pchał się do przodu,
jakby go przyciągała krew i puste oczy.
resztki.

nie dotarłem daleko. mignęły mi tylko
drobniutkie palce stopy i różowa pięta,
pasek letniej sukienki, rozsypane grudki
ziemi.

dopadł nas dobrze znany podwórkowy zapach
rozbitych kolan, świeżych blizn i przegryzionych
warg. z tyłu słyszeliśmy skowyt „aniauu, czemu
aniauu”.

nad wszystkim powiewała przytrzaśnięta firanka.

---------------------------------

czwartek, 28 września 2017

Jesienniejemy wszyscy [Μόνο Εσύ]

Stary, jesienny, może aktualny


























Dym i jabłka




w powietrzu już czuję dym
(jezu jak uwielbiam ten zapach)
jeszcze wszystko będzie zielone
przez chwilę potem
przejrzę się w pękających kasztanach
i te chmury na moją głowę
niżej strach suchy owadzi
że nie doczekam lata
i to wszystko takie nie wprost
powolna śmierć traw i wrzos
mnie mniej o ćwierć
coś mocnego na sen
przed skokiem
do skrzynki jabłek winnych
może trochę bardziej
niż ja i wszyscy inni

-------------------------------------


czwartek, 21 września 2017

Gaz wypełnia folię. A my idziemy.



 z "Karmageddonu"


 

Himsa


Chciałbym wrócić do Anny, jak się powraca do morza.
Jestem łuską, zeskrobanym śladem po śniętej rybie.
Z takiej perspektywy niebo wygląda jak tani,
foliowy całun. Nie pamiętam, czy ojca zawinęli,
czy sam im wypłynął. Może szumiał zbyt głośno?

Czekaliśmy na niego z kolacją. Za oknem zima
mieszała się z postem i widziałem wyraźnie
– na brzegu każdej Marii siedział Jezus, malusieńki jak ja.
Śmiał się, czułem, że to znak. Szyny rytmicznie szeptały
niedojedź, niedojedź. Matka biła karpia.

I nawet zapach ciasta nie mógł zamaskować
pustego miejsca przy stole, okrucieństwa kolęd,
gdy powietrze drżało od biegu pasterzy.
Dziś wtórują im głodne dzwonki zaplątane
między brzuszki bemoli. Anna rzuca łuski.  

Gaz wypełnia folię. A my idziemy.

środa, 20 września 2017

Znam takie miejsce, gdzie przychodzę umierać


Z tomiku  "Herzlich Endlösen"






Świetliki [niechętny]

Czemu na podeszwach butów wnosisz mi do domu brud?
Mam na myśli wiadomości, plotki - nie uliczny kurz
Katarzyna Nosowska „Historie”

znam takie miejsce, gdzie przychodzę umierać
i nie chcę cię już widzieć, chcę już tylko leżeć
uwolniony od rytmu natrętnych zegarów,
faz księżyca, w takt których płynie twoja krew,
i nie chcę cię już słuchać, odwrócony w czasie,
kiedy słowo mnie mija jak ruchomy cel,
więc przy zduszonym świetle chwytam się za język
całkiem obcy i wnoszę ci do domu brud,

nawet jeśli dokładnie wytrę buty,
a może zwłaszcza wtedy (taki kiepski żart). 

------------------------

czwartek, 24 sierpnia 2017

Σ' Αγαπάω Μ' Ακούς


















Nie dwa razy [dwutakt na szymborską nutę]


nie zdarzymy się dwa razy i dwa razy nie zderzymy
nic nas znowu nie połączy nie rozdzieli bez przyczyny
nawet nagość jest ubraniem w nieintymnej klatce łóżka
skoro dotyk nas oddala po omacku każąc szukać
czegoś co w zasięgu ręki kiedyś przecież było wspólne
zanim zgubiliśmy siebie w zbędnych słowach w próżnej dumie
korowodzie chwil bez ceny tak pochopnie zmarnowanych
nie dwa razy z zakochania z nienawiści nie dwa razy


-------------------
jedna z najlepszych piosenek - słucham jej ostatnio
polskich rozgłośni nie słucham


piątek, 11 sierpnia 2017

Huśtawki przed końcem końca






















Huśtawki

to wszystko jak w reklamie - dżins i styks, i neon,
wszystko, które jest niczym, w pustce się zagięło.

powracasz, skąd wyszedłeś, domknąć życie, pętlę.
zaciskasz ją dokładnie (jeszcze jeden węzeł),

łudząc się, nadaremnie, że rozpoznasz jutro
Atlantydę w prawdziwej postaci. ze smutkiem

uśmiechasz się do lustra, nie znasz odpowiedzi
o marszrutę. wiesz dobrze – wciąż na oślep jedziesz.

zadyszka. pauza. schodek. walizka na półkę.
to jest nowy początek życia? syk (gdy tłuczesz

kolano), inwektywa, ciężka jak cholera,
po co ci tyle gratów? przecież się wybierasz

w jedną stronę, starannie zacierając ślady.
październik, morze, mewy, pasmo siwej piany

pokryło bielmem piasek. moczysz w wodzie stopy
(buty wysuszysz w locie), teraz szybko podpisz

pocztówkę, może dojdzie. szum wysokich sosen
przywabia cię przestrzenią,  spóźnionym łopotem

ptasich skrzydeł i  lękiem - kipi pod nim pustka.
niebo jest za daleko, więc pójdziesz się huśtać.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Państwo penisogłowych - czyli jeden obraz wart tysiąca słów

















z najnowszego tomiku "Herzlich Endlösen"





Idy wrześniowe [dulce dulce dulce]

Korczakowi

państwo penisogłowych, ziemia obiecana
– tam modlą się do siebie ludzie wielkiej wiagry
(stoi im przed oczyma widmo pięknych bitew,
w których umierać będzie zapomniany frajer,
co nie zdążył na peron w nowych zaleszczykach
na moment przed zamknięciem ostatecznych granic)
pod zielonym sztandarem z bicepsem na sztorc.

nawiasu nie rozszerzy zabawna dygresja
o tym, że dziś nienawiść obraca się w nawias,
a ja widzę w tym tylko jedwabne kajdany
i lateksowy knebel wpakowany w usta
przypadkowych kochanków – ona była drobna,
wręcz krucha w swej małości, on nucił jej w ucho
wers wojenko wojenko, zanim piach ich pokrył.  

nie wiem, co tu się dzieje, chyba nie chcę wiedzieć,
czemu niebo jest puste od kiedyś do zawsze
i dokąd poszedł gwizdać ten smutny flecista
z czeredą martwych dzieci, kiedy znikły w gazie,
a lato było piękne, zwłaszcza tego roku,
dla wszystkich co czwórkami radośnie zmierzali
do wielkiej niewiadomej, a pochód prowadził

mały, łysy facecik w śmiesznych okularach.