Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 14 lutego 2017

Oh My Darling Valentine



Zaimię [śniąca się]
       
o tobie pachnie ciepłem każdy sen nad ranem 
i z ciebie się spowiada kolejny zaimek
likwidator ckliwości, zwłaszcza zapisany
małą, skromną literą, synonimem taktu,  
po której nawet kropka puszy się, nadyma
jak montgolfier z papieru tuż przed pierwszym wzlotem.

to imię we mnie milczy niby tajemnicza
fraza i doprowadza do początku koniec
- wynajdujemy koło, potem dom i ogień,
wojny, sojusze, kpinę z takiego rozsądku,
co wciąż  nas redukuje do potrzeb pierwotnych,
a przecież dobrze wiemy, że jeszcze jest w górze.     

liryka małych liter i czułość nazw własnych,
to dopełnienia godne jakiejś epopei,
a tu jest ciepłe łóżko, pachnąca poduszka
i na niej twoja głowa śniąca się imiennie,
osobiście i  smacznie, a przy niej najmniejszy,
najmniej ważny zaimek – całe moje ja. 


wtorek, 17 stycznia 2017

Somewhere between the sacred silence and sleep


Poratoniowy, do nowego tomiku.























Widokówka z gorszego świata

Barańczakowi. Post mortem

dobrze, że cię tu nie ma. jesteś teraz w punkcie,
z którego masz codziennie najlepsze widoki.
tu świat gorszego sortu – chociaż można uciec
po zatrzaśnięciu oczu daleko w głąb głowy.
reszta? milcząca próżnia, rozdęte coś w górze,
głuche na rozpaczliwe prośby i modlitwy,
co ma nas w trzech literach, bo stworzone cudnie
przez zachłannych pasterzy tępej jagnięciny.

dobrze, że cię już nie ma. zawierasz się w słowach,
pomiędzy okładkami, wśród spróchniałych półek,
i nie wiesz, jak to boli, kiedy nie rozmowa,
ale pięść jest środkiem do zgłębiania sumień
- wraz z nią perfidne kłamstwo, obrzucanie błotem
w imię najwyższych racji, absolutnej władzy
nad zwykłym strzępem sukna, wstydliwe czerwonym,
dla żartu rozpostartym pomiędzy rzekami.

dobrze, że cię tu nie ma. to rodzaj dystansu
wciąż niedostępny dla mnie. puenta to granica
za jaką jest marzenie o byciu wygnańcem
w ciepłym zakątku świata, skąd można by wysłać 
widokówkę bezsłowną, zamiast komentarza
pełną jasnej przestrzeni, gdzie nikt nie zatrzaśnie
moich ust ani oczu dłonią, co zamarzła
przy lepieniu bałwanów z politycznej baśni,

co zasnęły wraz z zimą w biegnących szeregach
po mruczance chochoła. dobrze, że cię nie ma.

czwartek, 5 stycznia 2017

Kolejna zimna rocznica















Aubade triste


Byłaś dziś rano mała, więc cię pokołyszę
w myślach, w mowie, w uczynkach i bez zaniedbania
za dni pachnące ciastem, przyszyte guziki,
za plastry przyklejane na zbitych kolanach.

Byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę 
na dni, które nadejdą. Zamiast pożegnania.
Tyle mam w sobie krzyku, lecz nie mogę krzyczeć.

Byłaś dziś rano krucha, więc się rozsypałem,
na drobniutkie kawałki nie do poskładania.
Bez ciebie nie zapłaczę. Nie próbuję. Wcale.     
Smutek rozstań jest suchy. Ja zostałem. Mamo.








Mamie +5.01.2009

środa, 30 listopada 2016

Nadchodzi "Herzlich Endlösen"

Wygrałem Ratonia więc będzie w nowym roku nowy , czwarty już, tomik.
Kolejny wiersz do niego.















Trąd


miasto się nie domyka, jak pies w innym wierszu,
i zaczyna roztapiać. wszędzie widać słońce
podgryzające zieleń, tak naiwnie młodą,
więc tylko rejestruję – blask i zimną ciszę
po pierwszym wybuchu, a może ostatnim,
bo często nie odróżniam końca od początku.

rosną plamy na słońcu, słońce niby plama
rozpływa się w kolorze niezapominajek,
a to świetnie oddaje stan, gdy nie pamiętam
po co właściwie jestem (albo lepiej: bywam)
we wnętrzu mego życia, banalnie zgubiony
bibelot pełen wspomnień o wczorajszej tobie.

pies szarpie się na wersie zbyt luźno puszczonym,
a jasny mrok wypełnia nagrzane ulice
poplamione czymś lepkim, ponocnie wstydliwym.
po cichu, bez eksplozji rośnie liczba ofiar
niewywołanej wojny różnopłciowych cieni
i kwitną tkanki serca w upuszczonej hostii.
------------------

wtorek, 8 listopada 2016

My cup runneth over like blood from a stone

Kolejny zaległy po konkursie im. Bąka



















Więc [ocalony]

R.

mam czterdzieści kilka lat ocalałem prowadzony na Rzecz
pospolitą więc całkiem bezsensu jest mówić o występku
czy przyzwoitości pachnie to demagogią albo bardziej wonną
odmianą poloświństwa więc mam już czterdzieści kilka lat
ocalałem prowadzony rzecz bóg wie czego lenistwa
bezmyślności moja wielka wina beż żadnej różnicy
różewicy czy innej popularnej bzdury w rodzaju prawdy
smętnie objawionej tak ludzko brzydkiej więc żyję kaleko
daleko i dalej ocalony ze strachem że mi zwrócą wzrok

-----------------