Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 14 stycznia 2019

Polska ich mać!






































z tomiku „Herzlich Endlösen”

Dzień świra, noc świstaka


czas nas podzielić na kraje osobne,
dwie okolice, różne stany myśli,
to może da się w dal odsunąć wojnę
lub choćby burdę pomiędzy bliźnimi,

co krzywd rachunki próbują pomnażać
stopniując gromko najmojsiejsze mojsze
z bogiem na ustach, prawem na sztandarach
lub w komitecie pod naszą obronę.

czas na dwa kraje, na dwa różne państwa
i na parawan pomiędzy tłuszczami
krewkich kibiców, co jak mułu warstwy
wciąż oblepiają ojczyste sandały,

a tam w skarpecie świeci wielka dziura,
z dziury wystaje niedomyty pazur
orłów, husarzy przyodzianych w pióra,
kody, szaliki oraz rację stanu.

czas się podzielić, najlepiej od razu,
bo potem może nie być na to czasu. 

wtorek, 25 grudnia 2018

Opowieść wigilijna [z opuszczonym rymem]



















Opowieść wigilijna [z opuszczonym rymem]

przy moim stole same wolne miejsca,
puste nakrycia, które nie czekają
na postny pieróg czy na łyżkę barszczu,
a między nimi snuje się kolęda,
nader szczęśliwa – tak jak łuska karpia
wsunięta niegdyś w przegródkę portfela

ta noc jest głucha i od dawnych inna,
wprost spod ogona sfałszowanej gwiazdy.
uparcie milczy, choć powinna znaczyć
więcej niż prezent czy dobra nowina,
zdjęcia schowane na półkach pawlaczy
lub zapomniana od dawna choinka.

nic się nie rodzi i nic nie truchleje,
kevin wprost z domu jedzie do betlejem.

piątek, 9 listopada 2018

Wciąż tyle zaległych wierszy





















Bezgłowie [oksymoron z Judaszem]


tym razem wredna zima chce przechytrzyć wiosnę
– pracowicie przemraża poświąteczny tydzień,
więc jezus cierpnie na krzyżu (przydrożna kapliczka
to nie jest all inclusive ze słońcem lewantu).

i nas tam przecież nie ma. pod warstewką śniegu
przyczajone zawilce, bratki i zakalce
zastygły jak bezgłowe dzieci rewolucji
bez francuskiej kokardy – wszak to chłodna kontra.

tu radom, nie archanielsk i nic nie połączy
nowogrodzkiej z nowobrodską. przez białe płaszczyzny
osieroconych lotnisk wbrew oznakom sensu
mknie przestraszony judasz mamrocąc modlitwę,

a w ręku ściska srebrnik, niby postny pieróg,
i dusi się od głodu nieśmiertelnie syty.

Wdowa Kurtz nuci dziecku do snu






 


Wdowa Kurtz nuci dziecku do snu
[balladę dziadowską ]

nie patrz śmierci w oczy synku, od tego się ślepnie
– owa jasność ostateczna wypływa zbyt łatwo
ze szklistego oka boga w naszym ziemskim gettcie
na ofiarę abrahama, zanim zdejmą światło

z bramy miasta, co wciąż zdycha niby pies pod płotem,
chociaż już we wszystkich oknach ustawiono krzyże,
by wyznaczyć lądowiska – na nie helikopter
ma wyrzucić nowych zbawców w sczerwieniałym dymie

rac, co palą się zbyt krótko nawet na stadionach,
lud tam barabaszowi śpiewał, wyśmiewając ciernie
wbite w głowę marzyciela, który za nich skonał.
nie patrz śmierci w oczy synku, od tego się ślepnie.