Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 21 listopada 2017

Poletnio, posłonecznie [Aunque a veces parecemos tontos]

Jeden z nowszych, pokonkursowo.





Państwo Łazienkowscy - latem


w samo południe, w łazienkach, na trawie
widzę jak słońce liże twoje stopy
i choć z głośników płynie chłodny nokturn
wiem już, że można spalić się bezgłośnie
w opustoszałym nagle wielkim mieście,
wśród tłumu ludzi na letnim koncercie.

obok pomnika czai się fortepian
- to ożywiony dźwiękiem nosorożec
z otwartym grzbietem (czarnym cienkim żaglem)
sunie po trawie, stołecznej sawannie,
gdy smukłe palce muskają klawisze,
a wtedy można i ciszę usłyszeć.

w ciszy, co dzieli sypiące się dźwięki,
leniwiejemy na wzorzystym kocu,
bo może jest to nieostatnie lato,
kiedy nas studzi oszroniony nokturn
- stwardniała w słońcu lodowata nuta,
która topnieje niby oksymoron.  

---------

 

środa, 1 listopada 2017

Śmierć to miejsce, nie czas.

Z "Karmageddonu"



























a teraz ułóż mnie do snu 
(wiktoriańska galeria pośmiertna)


mamy otwarte oczy, ale nie sięgamy wzrokiem
głębiej niż na paznokieć. za to oni widzą
nieuchwytne oznaki zmierzchu. te uśmiechy
pełne zakłopotania, kiedy ślizgamy się po powierzchni
życia jak cicha rtęć zastygająca na szklanych płytkach.
rankiem zdejmiemy odciski z własnych śladów.

jedyne co nas oddziela od wspólnych niedzielnych spacerów,
to soczewka i rozbłysk magnezu w wąskiej szczelinie,
szelest martwych koronek, metalowy stelaż.
resztę zgasi sztywna cisza. stracimy ją bezpowrotnie,
gdy tylko otworzymy usta. otwór na klucz albo żeton.

obraz jest czysty, mówi: śmierć to miejsce, nie czas.

środa, 25 października 2017

I am the passenger

Z tomiku "Herzlich Endlösen"





Maj [gitar hiroł]

Pop before the war
lunch before the score
Iggy Pop “Blah-Blah-Blah”


Mój pasażer wysiada na czwartym przystanku,
gdzie brud się przylepia do nieba jak towot.
Przechodnie uciekają, kiedy spływa na dół
hałas z głośników ustawionych w oknach kamienicy.

Jest w tym i rdza, i przester, jakby fusy z kawy
osiadły na strunach, potem salwa z bębnów.
Kamienica drży cała, drży wraz nią pasażer,
a spłoszona ziemia zrywa się do ucieczki.

Zachrypnięty głos przecina obnażoną skórę,
gdy Chinka syczy w ucho zamknij się kochanie,
weź mnie z łyżeczki, a potem zostań moim psem.
Pasażer wyciąga wtyczkę i próbuje śpiewać.

W ustach mu zostaje samotna sylaba la.   


------------------------

    

piątek, 13 października 2017

δεν σε φοβαμαι ουρανε - okno na nie ten czas

Z tomiku "Herzlich Endlösen"





Aniauu (1982)


o czym był krzyk tej małej, kiedy tak leciała
zabierając po drodze skrzynki ogrodowej ziemi,
wiotkie anteny, kable i strzępy cudzego prania?

było upalne lato, słońce stało w ringu,
każdy z nas rósł i ciemniał, a z otwartych okien
płynął gwar tamtych mistrzostw świata
– „booooniek, booooniek strzelaj”.

przez moment się zdawało, że jej wysoki krzyk
zdusił światło i wepchnął nas w ustronne miejsce,
do którego nikt mądry wcześniej nie zagląda.
wcale.

„kurwa, nie będzie meczu, pozrywała wszystkie”,
jęczał jeden z sąsiadów, lecz pchał się do przodu,
jakby go przyciągała krew i puste oczy.
resztki.

nie dotarłem daleko. mignęły mi tylko
drobniutkie palce stopy i różowa pięta,
pasek letniej sukienki, rozsypane grudki
ziemi.

dopadł nas dobrze znany podwórkowy zapach
rozbitych kolan, świeżych blizn i przegryzionych
warg. z tyłu słyszeliśmy skowyt „aniauu, czemu
aniauu”.

nad wszystkim powiewała przytrzaśnięta firanka.

---------------------------------

czwartek, 28 września 2017

Jesienniejemy wszyscy [Μόνο Εσύ]

Stary, jesienny, może aktualny


























Dym i jabłka




w powietrzu już czuję dym
(jezu jak uwielbiam ten zapach)
jeszcze wszystko będzie zielone
przez chwilę potem
przejrzę się w pękających kasztanach
i te chmury na moją głowę
niżej strach suchy owadzi
że nie doczekam lata
i to wszystko takie nie wprost
powolna śmierć traw i wrzos
mnie mniej o ćwierć
coś mocnego na sen
przed skokiem
do skrzynki jabłek winnych
może trochę bardziej
niż ja i wszyscy inni

-------------------------------------