Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


sobota, 28 maja 2011

Zatrzymajcie zegary, wyłączcie telefony



Tumoral blues

czyli przepraszam panie Auden



muszą być o czymś jeśli mają zdechnąć
jak pies pod stołem z przejedzenia piano
bez wycia syren ze słuchawką w pysku
wlepiając tępo ufne ślepia w skrawki
powietrznych maszyn do robienia wersów

tak chętnie sięgam po całkiem zatrute
krzyczące wyłącz najpierw wyłącz siebie
gdy pora trochę oszaleć bez planu
powrotu z góry kiedy przaśne niebo
zaciera napis cieknący z dysz zwrotki

muszą wyrosnąć jak skrzywione tkanki
z ułomnym kodem czy soczyste kości
zgniatane w zębach przez zwykłe legawce
one się zlękną smyczy w pańskim ręku
cienia doliny przez którą idziemy  

środa, 25 maja 2011

prędzej czy później dotknie mnie


Pod kreską

spytasz mnie jaka jest kolejność przyjścia,
czyje zwierzęta wypuścimy pierwsze,
gdy dobijemy do krótszego boku
subkontynentu. ułożono na nim 
puste nakrycia dla spóźnionych głupców.

nie pozostała nawet garstka gliny,
abyśmy mogli zacząć lepić młode.
nie ma na zbyciu jednej cząstki żebra
do przestrugania w zgrabny ludzki totem.
jest cierń pod kreską zmierzchu. chciwe kłamstwa.

gdy wypadliśmy z krwiobiegu, czułość
straciła nagle ciężar gatunkowy.
lekkość, wyzbyta pozorów znaczenia,
wprawia w dryf nasze opuszczone miasta.
ziemia odpływa w zimę. po zachowek.

niedziela, 22 maja 2011

Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej nr 30

1---1---3. Mirka Szychowiak „Pięć przed północą” (185)
N---2---1. Anna Tomaszewska „Zima w M.” (174)
2---3---2. Edward Pasewicz „Senne saneczki” (162)
3---4---2. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki „XVII” (143)
6---5---2. Tomasz Pietrzak „Abuela z Lydios” (138)
5---6---3. Wojciech Roszkowski „Wesela w słoneczną sobotę” (137)
4---7---5. Artur Wodarski „modlitwa babci Franciszki” (130)
N---8---1. Katarzyna Fetlińska „In Absentia” (124)
7---9--10. Sławomir Elsner „pochodzę z dna” (123)
N--10---1. Michał Nowak „list otwarty” (122)

czwartek, 19 maja 2011

Cudze książki I




Kraina smutnych przyjemności

Grzegorz Kwiatkowski jest dla mnie jednym z najbardziej konsekwentnych poetów, którzy debiutowali w ostatnich latach. Jego trzy tomiki Przeprawa (2008), Eine Kleine Todesmusik (2009) oraz Osłabić (2010) stanowią logiczny wywód pewnej wizji świata. Nie jest to świat łatwo uchwytny, a rzeczy, które są jego najstabilniejszymi elementami, nie są łatwe i przyjemne.
Na szczęście jego demiurg – autor - wie czego szuka, wie na co patrzy i wie jak o tym chce opowiedzieć.
Ja postaram się z kolei pokrótce opowiedzieć co mi się w poezji Kwiatkowskiego spodobało.

Faza I - wszystkiego w bród

Już motto rozpoczynające debiutancką Przeprawę wskazuje dokąd nie podąża autor i jego peel - Kierunek poszukiwań wskazuje mi dym z komina.
Po kilkunastu przeczytanych wierszach zacząłem się zastanawiać, dokąd błądzę i po co. Jakaś część mojej percepcji zawodzi mnie codziennie, co powoduje, że wciąż mylę się w osądzie ludzi i spraw. Przede wszystkim Kwiatkowski pokazuje jak łatwo tworzymy fałszywe obrazy otaczającego nas świata. To taka samoobrona organizmu, która ma uchronić nas przed natychmiastowym palnięciem sobie w łeb na widok swojej własnej beznadziejności. Autor podpowiada nam, że nasze życie to tak naprawdę retusz rzeczywistości. Tak jak w wierszu „dom”.
 w słoiku na szafie
trzymała kamienie żółciowe
i używała tanich perfum
"Pani Walewska"
kiedy zachorowała
sikała do kubka
i piła swoje siki
to miało zabić raka
który w niej mieszkał
[…] przez ramię patrzy matka:
ty skurwysynu
to była moja matka
nie pisz tak
o mojej matce
więc zaczynam od nowa:
przy zielonej rzece dom
w którym nie piło się moczu
i nigdy nie brakowało masła
Kwiatkowski swoje najlepsze poetycko „momenty” ma, gdy opisuje rzeczy codzienne, namacalne , czasami banalne. Ja nazwałem sobie taki sposób opisywania świata „liryką małych liter”. To w nich autor i peel są najbliżej prawdy. Przynajmniej w tych monetach czuję, że patrzyłem wraz z nimi przez to samo okno o brudnej szybie. Jak wtedy, gdy w wierszu „niczym” pada znamienna puenta
pamiętał sprzed tygodnia słowa matki:
niczym jesteś dla mnie
po prostu niczym.
Czasami zdarza się też taki moment, że czuję, iż autor kradnie mi słowa z mojej głowy i niebezpiecznie wchodzi w moje ukryte rejony. Tak jest np. w wierszu „słowo”.
pisanie jasnych słów sprawiało mu wielką trudność
za to podejrzanie dobrze posługiwał się słowem
śmierć słowem rozpad słowem przemijanie
Kwiatkowski ma rację – dla niektórych ziemie mniej lub bardziej obiecane są odległe. Przeprawa trwa.

Faza II – znajdź sobie wytrych

Motywem, który cenię sobie w drugim tomiku Grzegorza Kwiatkowskiego Eine Kleine Todesmusik jest przekonanie o niemożności ucieczki od otaczającej nas „ciemnej materii”, podszewki świata wypełnionej kurtzowską „grozą”. Tu Kwiatkowski niebezpiecznie zbliża się do zgodności z Anne Sexton, która chciała uciec ze swej głowy. I jak jej peel, peel „kwiatkowski” wie, że nie da się.
Czasami są to cudze wspomnienia i cudze głowy, ale wypełnione wyjątkowo dobrym sianem (Eliot by się ucieszył). Tak jak tropy holocaustowe.
od kiedy powiedział mi że wszędzie tam gdzie są kominy
że tam w piecach pali się ludzkie zwłoki
zaglądam do każdej kamienicy
do każdego mieszkania
przebrana za kominiarza
ale zastaję tylko
mlaskające języki ognia
[…] chodzę na dworce
zaglądam do wagonów
ani śladu
ani śladu

„dwie siostry III”
Czy empatia wobec czegoś takiego może być udaną kreacją? Jakie są granice „pisania o minionych Żydach”, jak to złośliwie podsumował kiedyś znany publicysta?
Tymczasem dla mnie jest to po prostu kwestia tworzenia „pamięci zastępczej”. Fakt przechodzi w mit, zło poprzez zmitologizowanie zostaje oswojone, zabezpieczone jak broń z nadzieją, że już nie wypali i nie odstrzeli nam głów.
Wie o tym Kwiatkowski i przewrotnie nam to obwieszcza.
to oczywiste
że należałoby pisać o kamieniu drzewie
kształcie domu albo twarzy swej matki
kiedy w wierszach czytacie
o Miłoszu Pollocku Rimbaudzie i Kafce
wiedzcie że autor odwiedzał solarium literackie
napisy na solarium głoszą:
„światło zastępcze dla wszystkich”
„szczególnie pomocne artystom czyli niekochanym”

„światło zastępcze”

Faza III – kronika poszukiwanej zbrodni

Trzeci tomik Kwiatkowskiego Osłabić jest prosta konsekwencja i rozwinięciem wątków z dwóch poprzednich. Zbrutalizowany, prawie namacalny język i zamierzona „cielesność” opisów, to udane nawiązanie do „poetów wyklętych”. Jednak znów dla mnie najważniejsze jest dotarcie przez autora do tych najmniejszych prawd o życiu, które nieustanne robi nas w wała. I może to być tragikomiczny lament byłej gwiazdy porno w „opuścił”
próbuje przypomnieć sobie jakąś modlitwę
jakiś fragment z Pisma
coś co ją uratuje
coś co ją uratuje
dosłownie kurwa cokolwiek:
śpicie tu i odpoczywacie
a oto przyszła moja godzina
Boże czemuś mnie opuścił
lub też ironiczna przypowieść pseudobiblijna w „przeszczepie”
o nawracani w starości albo wieku średnim –
przeszczep idei nie zostanie przyjęty
twarz mężczyzny będzie zawsze twarzą ojca
twarz kobiety będzie zawsze twarzą matki

Diagnoza jest łatwa: jesteśmy współsprawcami swoich własnych nieszczęść i jest nam z tym do twarzy.


Linki do e-booków
PRZEPRAWA

http://kwiatkowski.art.pl/wp-content/uploads/2009/09/grzegorz-kwiatkowski-przeprawa.pdf

EINE KLEINE TODESMUSIK

http://kwiatkowski.art.pl/wp-content/uploads/2009/09/grzegorz-kwiatkowski-eine-kleine-todesmusik.pdf

OSŁABIĆ

http://grzegorzkwiatkowski.com/wp-content/uploads/2010/09/oslabic_ebook.pdf



piątek, 13 maja 2011

Wywiad, a nie rzeka - czyli komnen w "Wyborczej"




http://radom.gazeta.pl/radom/1,35219,9583610,Podlipniak__Literatura_to_jednak_gra_z_czytelnikiem.html

Podlipniak: Literatura to jednak gra z czytelnikiem


Rozmawiała Katarzyna M. Wiśniewska 2011-05-12, ostatnia aktualizacja 2011-05-12 15:13:05.0

"Jutro się nie obudzę, choć świt doskonale/pasuje do mojej skroni. Ktoś go wycelował,/potem wystrzelił (...)" pisze w wierszu "Gościnne pokoje" radomski poeta, dziennikarz, historyk bizantynista Paweł Podlipniak. Opowiada o grze z czytelnikiem i emocjonalnym ekshibicjonizmie
Paweł Podlipniak, rocznik 1968, publikuje w internecie jako komnen lub komnen kastamonu, jest laureatem ponad 30 ogólnopolskich konkursów poetyckich, wydał tomik "Aubade triste". I jak zapowiada, kolejny jest w drodze.

Katarzyna M. Wiśniewska: Czy przedstawiasz się jako poeta lub mawiasz tak o sobie? Być poetą to mieć inne spojrzenie na świat?

Paweł Podlipniak: Czy mówię o sobie "poeta"? Sam nigdy. Na coś takiego w ustach innych trzeba sobie zasłużyć pisaniem. Fajnie jest, gdy w ten sposób o tobie zaczynają mówić ludzie, których pisanie podziwiałeś, to satysfakcja. Ja po prostu piszę wiersze. Poetą się bywa, częściej po prostu pisze się wiersze. Nie znam żadnego zawodowego poety. Pisanie na pewno wynika ze stanu ducha lub umysłu, potrzeby wyrażenia jakichś emocji, intuicji, obrazu świata, w sumie poeta to dosyć ryzykowna autokreacja - wybiera się od razu niszę, niszowość, a poza tym mówi się o rzeczach czasami prostych skomplikowanym językiem, odbieranym przez większość jako dziwaczny.

Przyznam, że jestem zwolenniczką pisania prostym językiem o rzeczach skomplikowanych...

- Nie zawsze się tak da. Poza tym są dwa rodzaje języka - język nadawcy komunikatu i ten drugi, odbiorcy. Zazwyczaj mówimy prozą, prozą piszemy.

Kiedy zacząłeś pisać?

- Piszę od liceum, ale na ponad 20 lat to zarzuciłem. Jestem zaliczany do grona poetów tzw. późnego debiutu. Wróciłem do pisania trzy, cztery lata temu. Wydaje mi się, że mało kto w wieku 17-18 lat ma coś naprawdę ważnego do powiedzenia. Materiału do pisania dostarcza życie, zdolny 18-latek w większości przypadków napisze kolejny dobry technicznie wiersz z serii "wydaje mi się, że wiem.." albo "zobaczyłem w tv". W internecie takich wierszy wisi tysiące w rozmaitych portalach mniej lub bardziej literackich.

Po tylu latach wróciłeś do pisania? Aż taka silna potrzeba uzewnętrzniania się? Czy można mówić o powołaniu? Czym dla ciebie jest poezja?

- Do powrotu nic ani nikt mnie nie zainspirował. Po prostu jest taki moment, że wiemy, co chcemy powiedzieć i mniej więcej jak chcemy to przekazać. Reszta to kwestia szlifu technicznego, poszukiwania dykcji poetyckiej, własnego języka. Poezja to specyficzny sposób opisywania świata i siebie, sytuowanie alter ego na jakiejś mniej lub bardziej wyrozumowanej mapie. Poezja nie mówi wprost pewnych rzeczy tak jak proza, pisząc w pewien określony sposób, tworzymy jednocześnie kod, który czytelnik musi sobie sam odkodować, taki list w butelce. Ile czytelnik z tego dla siebie wyciągnie, to jego sprawa, autor podrzuca mu tylko tropy, nitki, takie zaproszenia do wspólnej zabawy. Warto przy tym pamiętać, by nie pisać "sercem rozdartem" i własną krwią, tzw. mięchem, to błąd, który wielu początkujących piszących wbija w koleiny grafomanii, podmiot liryczny, peel, to nie autor, trzeba też oddzielać wiersz od autora.

- Masz poetyckie autorytety, ulubionych twórców?

- Są poeci, których lubię czytać i wiem, widzę, że dobrze piszą. Wymieniać mógłbym długo: Andrzej Sosnowski, Marcin Świetlicki, Jacek Dehnel, Radosław Kobierski, Dariusz Adamowski, Teresa Radziewicz, Jacek Podsiadło, Piotr Gajda, Robert Miniak, Robert Rutkowski, Radosław Wiśniewski, Roman Honet. Wielu z nich poznałem osobiście, z niektórymi zaprzyjaźniłem się, na pewno cenię ich zdanie, zwłaszcza uwagi krytyczne.

Jak sam przyznałeś, wiele czytasz, również w portalach poetyckich, gdzie praktycznie każdy może wrzucić swoją pisaninę. Jak oceniłbyś kondycję współczesnej poezji?

- Polska poezja współczesna ma się nad wyraz dobrze, problem w tym, że mało kto ją czyta. Zabawne jest, że jak się prosi o wymienienie polskiego poety czy poetki współczesnego, to bardzo często wiedza ludzka potoczna kończy się na Herbercie, Miłoszu, Szymborskiej, a to "dziadkowie chrzestni" sprzed ponad pół wieku.

Publikujesz siebie w wierszach czy starasz się jednak zachowywać najbardziej intymne przeżycia dla siebie? Poezja to według mnie emocjonalny ekshibicjonizm, nie każdy może i chyba przede wszystkim nie każdy powinien się na to odważać. Jakie jest twoje zdanie?

- Oczywiście, że publikuję siebie w wierszach, ale taka publikacja ma swoje granice, pisanie bebechami, "wnętrzem" to najczęściej oczywista grafomania. Piszę o życiu, śmierci, o wszystkim, co boli, dotyka mniej lub bardziej osobiście. Pisanie to filtr, czasami soczewka, sposób pokazywania świata. Jeśli ktoś chce pisać wyłącznie o tym, jak mu jest źle, to raczej skończy w kanale grafomanii, podobnie skończy ten z optymistycznym nastawieniem. Bebechy własne są mało uniwersalne, a czytelnik musi wciągnąć się do świata kreowanego przez autora. Pisanie to raczej ekshibicjonizm kontrolowany - przez dobry smak i przez formę literacką. Peel to nie autor, literatura musi nieść coś wspólnego, być łącznikiem pomiędzy peelem - autorem a czytelnikiem, inaczej czytalibyśmy wyłącznie pamiętniki, autobiografie czy tzw. literaturę faktu. Literatura to jednak gra z czytelnikiem.

wtorek, 10 maja 2011

Dzień, w którym wzeszła ryba

  
Pan. Tuum est Regnum


Dżej-Si się niecierpliwi, więc biegniemy za nim 
odciskać stopy w wodzie i twarze na chustach.
Udajemy twardzieli, lecz tuż pod powierzchnią,
noc toczy, jak kołatek, zostawiając próchno.

Odciskać stopy w wodzie i twarze na chustach
może tylko szaleniec, który żyje chwilą.
Noc toczy, jak kołatek, zostawiając próchno
- ten ułomny negatyw przekornej zieleni.

Morze tylko szaleniec, który żyje chwilą,
nazwie siedliskiem ryby i szybko przesączy  
ten ułomny negatyw przekornej zieleni
pomiędzy stwardniałymi od hebla palcami.

Nazwie siedliskiem ryby i szybko przesączy,
a potem nagi pójdzie w dym pustyni, czując 
pomiędzy stwardniałymi od hebla palcami
piasek gorący bardziej niż pszenny podpłomyk.

A potem nagi pójdzie w dym pustyni, czując,
że życie nie dorasta nigdy nawet do pięt.
Piasek gorący bardziej niż podpłomyk
słodszy się wtedy wyda od łyżeczki miodu.  

Że życie nie dorasta nigdy nawet do pięt,
łaskocze w nozdrza, zmusza wariatów do tańca,  
słodsze się wtedy wyda od łyżeczki miodu   
- narzeka stary Józef przed kolejną paschą.   

Łaskocze w nozdrza, zmusza wariatów do tańca, 
udajemy twardzieli, lecz tuż pod powierzchnią
narzeka stary Józef przed kolejną paschą.  
Dżej-Si się niecierpliwi, więc biegniemy za nim.

czwartek, 5 maja 2011

When doves cry


12 skończonych piękności


Dwanaście synogarlic na gotyckich przęsłach,
jak dwanaście anielic, boskich apostolic,
z uporem czyści pióra , które raz niebiesko
a raz zielono błyszczą w świetle przecedzonym
przez szkliste sito - witraż, słodkie twarze świętych.

Dwanaście jest odcieni, dwunastu kolorów,  
kolor niby kolaska z madonnami bryka
po posadzkach i ławkach, wstęgach feretronów,
gdy zerwie się znienacka, w lot, apostolica,
wtedy drży w huku skrzydeł wnętrze wyścielone
ciszą (materia ciszy jest  miękkobłękitna).

Dwanaście feretronów – a z nich Pantokrator
nie wiadomo czy gniewny, czy bosko znudzony,
marszczy brew, okiem łypie, kiedy nazbyt łatwo
anielice psotnice pod gotyckie sploty
żeber sklepienia skaczą, potem zastygając
w kulki puchu - dwanaście skończonych piękności.

wtorek, 3 maja 2011

20. Złoty Syfon rozstrzygnięty!

WERDYKT JURY 20 KONKURSU LITERACKIEGO
O LAUR CZYLI ZŁOTY SYFON STOWARZYSZENIA ŻYWYCH POETÓW
/BRZEG


Jury 20 Konkursu literackiego o laur czyli Złoty Syfon Stowarzyszenia Żywych Poetów, Brzeg 2010 w składzie: Dariusz Adamowski, Paweł Podlipniak i Radosław Wiśniewski po zapoznaniu się ze wszystkim nadesłanymi zestawami oraz po długich zdalnych i wirtualnych obradach ogłasza, że w roku 2011 nagrody otrzymują następujące wiersze, godła i osoby:

I nagrodę przyznano za zestaw wierszy opatrzony godłem "nieczysta kartka" pod którym okazała się ukrywać Anna Kalina Modrakis z Rumi
II nagrodę przyznano za zestaw wierszy opatrzony godłem "abecede" pod którym okazała się ukrywać Teresa Radziewicz z Juchnowca Górnego
III nagrodę przyznano za zestaw wierszy opatrzony godłem "tabliczka gorzkiej czekolady" pod którym okazała się ukrywać Natalia Zalesińska z Katowic
Nagrody będą miały wymiar finansowy, rzeczowy, moralny i duchowy.

Przyznano też równorzędne wyróżnienia zestawom opatrzonym godłami:
"Przypadkowy Błysk" czyli Rafałowi Baronowi
"Kot mówi" czyli Arturowi Wodarskiemu
"Dybuk" czyli Mirosławowi Mrozkowi
"tancbuda" czyli Piotrowi Zawadzkiemu
"Zapasy" czyli Ewelinie Kuśce
"Bop vocals" czyli Idzie Sieciechowicz
Wyróżnienia będą miały postać podobną do nagród acz w skromniejszym wymiarze
Brzeg 2.05.2011