Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος



Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 21 lutego 2014

What gets left of a man amounts to a part. To his spoken part. To a part of speech.


List prokonsula 3 [krótkowzroczność]



Wiśniewskiemu i Brodskiemu


nigdy nie zrobię sobie fotografii z ręki
gdyż mam za krótkie oczy  taka mądra wada
która sprawia że kiedy zdejmę okulary
to czuję się mniej obco w moim własnym kraju
gdzie najlepiej jednoczy wspólny wróg i zawiść
czekanie na nadejście jakichś barbarzyńców
co pozbawią tubylców ciążącej wolności  
a wtedy tłum się zrodzi zbolałych mesjaszy  
z cierpieniem za miliony zgniłą europę
w przeciągach w konspiracji przy stole przy wódce
piszących konstytucje na mokrych serwetkach

a jeśli nie nadejdą jak wieszczył kawafis
to wielka katastrofa bo nic nie odwraca
uwagi od śmierdzącej brei w jakiej stoją
obywatele matki oberpospolitej
po kolana po szyję wpychając się głębiej
i życzliwie nawzajem z narodem na ustach
bogurodzicą w zębach honorem w przełyku
na koniec im zostaje bóg niezapisany
a wtedy konsternacja gdyż nie wiedzą wcale
czy ojciec to czy rzeka za którą są kresy
macierz i macierzanka pieśń co ujdzie cało
  
a jeśli nie nadejdą sięgną po piloty
bo może za granicą dzieje się coś złego
i będą uspokajać własnych barbaroi
tkwiących w chlewach z betonu radosnym widokiem
że gdzieś na jakimś placu wciąż płoną opony
że wolność właśnie wtedy kiedy zapominasz 

czwartek, 20 lutego 2014

Urodziny Kurta. Memoria - and I don't have a gun.

Dzisiaj wspominkowo - bo 20.02.  to rocznica urodzin Cobaina. Wiersz z Aubade triste



Kurt nam odjechał


Fotografię na lodówce mam z jakiejś gazety
- dwa palce razem , kciuk udaje kurek,
w miejscu, gdzie skroń przylega lekko do dowcipu,
plamka, jako zapowiedź kolejnego ruchu.

Choć spod zarostu przebija się uśmiech,
strach wypełnia oczy (wypływa na wierzch)
i wszystkie tamte przeprosiny. Jasne.

Wie już, że można wypić szklankę do połowy
i poczuć pustkę zamiast nasycenia.
Kurt nam odjechał, tylko o tym nie wie.
Tej nieuwagi szczerze mu zazdroszczę.


---------------------

As I want you to be
As a friend, as a friend, as an old enemy.
Take your time, hurry up
The choice is yours, don't be late.
Take a rest, as a friend, as an old memoria
Memoria 
[...]

And I swear that I don't have a gun
No I don't have a gun 


środa, 19 lutego 2014

Is like a woman amorous to be known; and man,whose here is alway worse than naught




Grawitacja  [zaimię 2]



po zmroku jesteś saskią malowaną w ciemno
skóra się nie dopina kiedy nago kroczysz
przez pokój wypełniony nagłą niedyskrecją
a ja mam tylko oczy cały jestem wzrokiem
nieważki i nieważny na niskiej orbicie
obciążony powietrzem niezręczny stręczyciel
słów zwykle niepotrzebnych mijających sedno

sednem jest grawitacja przyciąganie ciała
do ciała na uwięzi z uwolnionych zmysłów
i utajonych pragnień co brutalnie spala
tuż zaraz po scaleniu dwie połówki krzyku
dwie głowy na poduszce komedie nieboskie
lub ludzkie codzienności pchane bezsensownie
pod górę i wciąż miałkie niby rzeczywistość

jesteś saskią i idziesz napinając skórę
ja mam tylko powieki pod twoją obronę
do ciebie się uciekam kiedy orbituję
obnażony bezduszny pokraczny synonim
nagle stwardniałej skały zaledwie półpauza
wypierająca myślnik ale ciągle słabsza
typograficzna kreska której nie poczujesz

gdy cię zmaluje ciemność niedyskretną farbą
będę pocierał skrobał aż się stanie jasność


-------------------

I suplement - wierszowany i muzyczny

E.E.Cummings A Connotation Of Infinity


a connotation of infinity
sharpens the temporal splendor of this night

when souls which have forgot frivolity
in lowliness,noting the fatal flight
of worlds whereto this earth’s a hurled dream

down eager avenues of lifelessness

consider for how much themselves shall gleam,
in the poised radiance of perpetualness.
When what’s in velvet beyond doomed thought

is like a woman amorous to be known;
and man,whose here is alway worse than naught,
feels the tremendous yonder for his own—

on such a night the sea through her blind miles
of crumbling silence seriously smiles



wtorek, 18 lutego 2014

I do not know what it is about you that closes and opens



Przeżegnanie [tracklesslicious]



Nowakowi 


prócz twoich kruchych powiek nic mnie nie zasłania
przed nadchodzącym śniegiem. zima, wciąż zachłanna,
ścina pobladłe mapy. na nich sine linie  
wyznaczają  nam drogi, a każda jest inna
i prowadzi donikąd jak skrzypiące schody
w spalonej kamienicy tuż zaraz za rogiem
ulicy, gdzie straciliśmy nie pamięć, lecz ogień,
a teraz nic nie trzyma, nic nas nie podgrzewa,
nie skłania do wybuchu. pora się przeżegnać

przed podróżnym rozstaniem z zagubionym wierszem,
który się wyprowadza i pewnie nie zechce
zejść znowu do suteren, ociemniały, ciężki
od nadmiaru procentów. my mieliśmy chęci,
by być dalej i wyżej, tam, gdzie jeszcze ciepło,
a potem się oswoić i w mroku zakrzepnąć,
niby rtęć, moc i gwiazda. dzisiaj wszystko jedno,
nic mnie już nie osłania i nic nie rozgrzewa

– prócz twoich kruchych powiek. pora się przeżegnać.

--------------------------

I suplemencik od Clan of Xymox

I never saw you like this before
Those eyes so weary, but that smile so steady
O, I never heard you, like this before
The words so heavy
The sound so dreary
O, they sound so dreary, hey

I never saw you
I never saw you
I never saw you
Like this before

I stumble and fall
Over your gaze and your call
I stumble and fall
It's dreary echoing, sounds in the static hall


How can I continue with this icy cube
You are putting in my head
You are putting in my head

I never saw you like this before
Those eyes so weary, but the smile so steady
O, the smile so steady

I never saw you
I never saw you
I never saw you
Like this before
I stumble and fall
Over your gaze and your call
I stumble and fall
It's dreary echoing
As it sounds in the static hall

piątek, 14 lutego 2014

It's nothing to you, but it keeps me alive like a Valentine's Day, it's a Valentine's heart, anyway




Zaimię [śniąca się] 

        
o tobie pachnie ciepłem każdy sen nad ranem
i z ciebie się spowiada kolejny zaimek
likwidator ckliwości, zwłaszcza zapisany
małą, skromną literą, synonimem taktu,
po której nawet kropka puszy się, nadyma
jak montgolfier z papieru tuż przed pierwszym wzlotem.

to imię we mnie milczy niby tajemnicza
fraza i doprowadza do początku koniec
- wynajdujemy koło, potem dom i ogień,
wojny, sojusze, kpinę z takiego rozsądku,
co wciąż  nas redukuje do potrzeb pierwotnych,
a przecież dobrze wiemy, że jeszcze jest w górze.    

liryka małych liter i czułość nazw własnych,
to dopełnienia godne jakiejś epopei,
a tu jest ciepłe łóżko, pachnąca poduszka
i na niej twoja głowa śniąca się imiennie,
osobiście i  smacznie, a przy niej najmniejszy,
najmniej ważny zaimek – całe moje ja.

-------------------------------------------------------------------------

I suplement słowno-muzyczny

If I was a Londoner, rich with complaint
Would you take me back to your house
Which is sainted with lust and the listless shade
If I could have held you once more with that light
It's nothing to you, but it keeps me alive
Like a Valentine's Day, it's a Valentine's heart, anyway

The king and the ages, they fall by the plan
It's always the tired and the ordinary man
(It's the) challenge it's funny and such
I want to see you again
I want to see you again
It's so simple and plain
But I'll come back and see you again

The lie is the angel, it doesn't exist
I tell you it's funny but you like just to twist all my words
It's a shame you're so young
My word, it's a shame I'm so dumb
I figure a house with the smoke and the fence
The people round here would be pleased
Take my word on this

I would believe just in you, just believe in you
And five days to catch me around with my ring
As I visit the friendships which meant everything to the girl
With the clown's face, to the girl with the clowns face, round here


środa, 12 lutego 2014

Salt, sweat, sugar on the asphalt. Our hearts littering the topsoil






Get laid or die trying 
[Jacek Podsiadło pisze wiersz o wolności dla Teresy Orlovsky]

pewnego pięknego dnia wypierdolą nas z pracy […]
i znowu staniemy się wolni
Jacek Podsiadło Mimo że mamy wstać rano do pracy
zamiast spać wspominamy niezwykłe zdarzenia


pewnego pięknego dnia wypierdolą nas
i wtedy wspomnienia o marzeniach stracą
wszelkie sensy (konieczna liczba mnoga
która bierze mocno w nawias bez żadnych sprośności
z niemieckim dubbingiem) a wolność będzie wolna  
jak najbardziej w stylu chujcka norrisa lub innego finna
bo przecież jest tylko jedna strona łóżka i ma szybki numer
albo profesjonalny adres w sieci z intymną kamerką
chociaż nagie ciało jest mało intymne
dlatego zdechniemy sami w sobie z żalu że tamte marzenia
o kobietach
o przepięknych   
z nutką nieśmiałości i mięty wyczuwalnej z gumy
jedynie do żucia gdzieś się zagubiły
w zakamarkach kieszeni lub mieszkań na kredyt
za szwajcarskie srebrniki a wtedy nadejdzie jezus z trąbą
matką teresą orlovsky czy innym aniołem
będą się dziać rzeczy śmieszne aż strach
i śmiech nam umrze na wargach chociaż warg też szkoda
i znów staniemy się wolni bo po co nam szybko
kiedy meta jest bliższa niż koszula tamtym ciałom
na szkolnym boisku

---------------------
I'm not alone cause the TV's on yeah.
I'm not crazy cause I take the right pills everyday.
And rest, clean your conscience, clear your thoughts with speyside with your grain.
Clean your conscience, clear your thoughts with speyside.

Salt, sweat, sugar on the asphalt.
Our hearts littering the topsoil.
Tune in and we can get the last call.
Our lives, our coal.

Salt, sweat, sugar on the asphalt.
Our hearts littering the topsoil.
Sign up it's the picket line or the parade.
Our lives.

I'm not alone cause the TV's on yeah.
I'm not crazy cause I take the right pills everyday.
And rest, clean your conscience, clear your thoughts with speyside with your grain.
Clean your conscience, clear your thoughts with speyside.

Salt, sweat, sugar on the asphalt.
Our hearts littering the topsoil.
Tune in and we can get the last call.
Our lives, our coal.

Salt, sweat, sugar on the asphalt.
Our hearts littering the topsoil.
Sign up it's the picket line or the parade
Our lives.

(I bled the) greed from my arm.
Won't they give it a rest now?
(give it a rest now now now now)

Salt, sweat, sugar on the asphalt.
Our hearts littering the topsoil.
Tune in and we can get the last call.

Salt, sweat, sugar on the asphalt.
Our hearts littering the topsoil.
Sign up it's the picket line or the parade.

czwartek, 6 lutego 2014

Moje nowe wiersze na stronie Zeszytów Poetyckich




Tu WIERSZE

Rivers run red

Kolejny niepublikowany  z 2013 r. 



Eau de Barthes


Moja żałoba jest żałobą relacji miłosnej, a nie organizacji życia. 
Nachodzi mnie za sprawą słów pojawiających się w mej głowie
Roland Barthes Dziennik żałobny



Jestem w stanie przedśmiertnym już od urodzenia.
Jestem – zbyt duże słowo – ale się nie boję
szklanej kruchości ludzi, którzy dookoła
budują barykady z nietrwałych religii.

Tak bałem się utraty, a kiedy nadeszła,
jak tania prostytutka z podrzędnej speluny,
przyniosła w darze pewność, że nie pozostawię
po sobie nazbyt wiele i nic nie zabiorę.

Choć nie umarłem z matką, czuję jednak kamień
zawieszony u szyi, to zwykła żałoba,
bo rozpacz się nie mieści w normalnych rejestrach
i nie ma wcale sensu, nie osusza oczu.

Czas mnie tylko oddziela od nieba z betonu
i zawieszonych w górze papierowych wspomnień.
Jestem  - zbyt krótkie słowo, aby dobrze nazwać,
przedśmiertność urodzenia źle wliczoną w koszty.

-----------------------

I got the razor at my wrist
'cause I can't resist
I've got this fever burnin' fist
That does as I wish
But when I get downtown
And see what's around
I just know there's got to be
A better place to be found

I said oh, come on baby, oh, come on
The river runs red and I think I'm dyin'

Well I knew there'd come a day
When my mind would say 'hey are you afraid'
Well all I know is that I been down here tryin'
Well, I'll bleed on through the night
I suppose I'll be dead by the morning light
No don't be surprised if you mind when you find me

The river runs red and I think I'm dyin'
The river runs red and I think I'm dyin'...


poniedziałek, 3 lutego 2014

It'll End in Tears

Kolejny zaległy wiersz sprzed kilku miesięcy i kolejny utwór zamiast obrazka.





Sutra Hatifnaty



październik to rdza. aurora płonie
przy samym brzegu, gdzie ziemia się kończy,
a wyżej tylko krzaki obdzierane z liści
przez wiatr gwiżdżący na skostniałych palcach.

nieregularna pora z połamaną frazą
– może jest coś powietrzu, co unosi grozę
kolejnych miesięcy, jakiś reumatyzm
myśli i ciała, milczenia i mowy.

rdza jednak płonie i gwiazda się topi  
przy samym brzegu, gdzie ziemia nie kręci.
tam wilgoć wspina się na drzewa,
gdy przyklękają przed procesją cieni.

w korowodzie są łazarz, łaska i łasica,
dalej inne wspominki, chłody, zamyślenia.
może odgadnę sposób odchodzenia z dumą
wpiętą w kark – boleśnie – jak strzał.


--------------------

Fond affections are never said.
They're only sung in songs.
I never was naive enough to know when I was wrong.
There's no light at the end of it all.
Let's all sit down and cry.
There's no light at the beginning.
Let's all sit down and cry.

Now it's time to say goodbye.
Now it's being forced upon you.
It's just the person by your side remaining distant.
Now the winter's growing close.
The days are getting older.
I can tell by your face
that your heart is getting colder.
There's no light at the end of it all.
Let's all sit down and cry.
There's no light at the beginning.
Let's all sit down and cry.