Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


niedziela, 9 października 2016

Teoria wiersza bolskiego. Andrzej Wajda R.I.P

Wiersz z tomiku "Madafakafares" - tak mi dziś pasuje do wiadomości.






Teoria wiersza bolskiego [dopuk]


wieczny chłopiec w ciemnych okularach goni pociąg
jego życie się zaczyna tam gdzie kończy koło
bo przecież żyć będziemy szybko w celuloidzie
wśród kieliszków zapalonych chyba nie dla żartu
dopóki barman trzyma w górze śnieżnobiałą szmatę
i blat jest wciąż wilgotny śliski niby peron

wieczny chłopiec sfałszowany jak każda legenda
opowiadana w ciemnej sali przyduszonym szeptem
dopókimyżyjemy nim nam rzucą ręcznik i zszyją łuki brwiowe
po ostatnim ciosie a chłopcy się oderwą od piersi czy udek
koktajli mołotowa pitych duszkiem w bramach
tuż przed pierwszą przechadzką na ten five o’clock 

wieczny chłopiec rudy kronos czy antonim
nie opoka ani bestia nie skarlały książę
z różą w zębach pełznący przez cały mokotów
vis a vis na tygrysa na jeźdźca by wyliczać smętnie
imiona zapadniętych w studzienki ściekowe
pod trawy oślich łączek upasłe na kościach

wieczny chłopiec w ciemnych okularach gubi diament
wiersz się łamie rytm ucieka prószy popiół
w cztery oczy iskiereczka jeszcze mruga
na śmietniku zagrzebana w stare łachy
a kto z nami ten nie z nami nie wypije nie pobiegnie
nie ma dokąd już foreście nie ma po co

poniedziałek, 3 października 2016

Psalm na protest - czyli czarno to widzę

Protest. Jesień. Czarno. Trzeba uwolnić coś pokonkursowo z "Black Hole Sun" w tle.

 
























Psalm 231 prim

pasterzem moim jest strach. braknie mi niczego
i dlatego niepewnie wędruję przez ciemność
napuchniętą jak język (tego, co powiesił
się na polu kupionym za skrwawiony srebrnik)
i ciemność do mnie gada, ciemność mnie pociesza,
jest ziarnem rozrzuconym w skąpych bruzdach wiersza.

pasterką moją jest śmierć. pozwala mi leżeć
pomiędzy niewiastami, namaszcza olejkiem
moją głowę zerwaną do krótkiego biegu
w środku nocy, cicho, przez nagłą bezsenność,
kiedy cię nie ma obok, kiedy przypomina
się samonienawistne przed godziną wilka.

pasterzem moim jest ja. to mroczna dolina
z przepaloną żarówką. w centrum dogorywa
zwierzę tykane palcem, przepełnione bólem
z nieznanego powodu, i samo częstuje
się gorzką niepewnością – ona mnie prowadzi
po ziemi całkiem płaskiej, bez fałszywej łaski. 

--------------


środa, 14 września 2016

Skleroza internetu 2.0

Specjalnie odczekałem ponad miesiąc, by sprawdzić, jak pogoń za aktualnością i chwilowe zabawki przyspieszają zapominanie o ważnych osobach. Dwa lata temu, 11 sierpnia, zniknął Robin Williams.
O tym, jak genialnym aktorem-kameleonem był, świadczy  filmik z The Actors Studio, który umieszczam pod wierszem. polecam szczególnie fragment tak od 34 minuty.




Requiem dla Robina W. [kosmitą byłeś między nami]


I think you should be serious about what you do because this is it.
This is the only life you've got
Philip Seymour Hoffman

Śmiertelnie śmieszne filmy o poważnych sprawach
- to się musiało skończyć niewesoło, Robin.
I po co to zrobiłeś? Teraz  będą mówić,
że stchórzyłeś przed życiem, uciekając w miejsce,
gdzie nikt normalny nie chce trafić przed swym czasem.

Lecz jaki czas jest dobry, kiedy spędzasz życie   
na zabawianiu innych? Potem wciąż brakuje
pogody dla nas samych przy zgaszonym świetle
na pustym planie filmu „Życie jako skutek
niewybrednych dowcipów przenoszonych płciowo”.

Czy można lepiej przerwać taki senny stand-up?
Bezboleśniej i czulej? Przecież brak powietrza
nie może ograniczać nieodzownych kroków,
a stetryczały smutek spali nasze żarty,
podpowiadając widzom puenty – aż do tej ostatniej.

Zbyt dobrze cię rozumiem. Mieszkam w takim kraju,
gdzie na ołtarze pchają tromtadracki patos,
oraz ponurą dumę z własnego cierpienia
za grzechy świata tego, więc dopóki mogę,   
wchodzę na blat i milczę – żegnam się z Wietnamem




 

czwartek, 8 września 2016

Północ jest w zasadzie do niczego

Ten wiersz jest stary, ma z 7 lat (ukazał się w "Aubade"), ale dziś brzmi dla mnie jak dezyderata, plan gry.





zawsze na południe

A teraz szybko na południe,
zwłaszcza gdy północ wyczerpała
już wszystkie zimne możliwości.
W kubku za wiele nie zostało
po słabym kwiatku z tamtej wiosny.

Żal jak paznokieć szybko schodzi
pod ziemię, w ciemność. Samo życie.
Na darowanie win skruszonych
w cierpkie drobinki - cały styczeń
(ułoży, jakoś się ułoży).

Ci , co zostali, mają trudniej
- do opróżnienia cała pamięć,
szafy z osieroconych ubrań.
Rozdam, co jeszcze nierozdane.
A potem szybko na południe.

piątek, 12 sierpnia 2016

A w mojej głowie słońc milionami karuzela nocy lśni na niej jesteśmy sami. Ja i ty...











Jądro miałkości


Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe o świcie pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Paul Celan Fuga śmierci


mielemy kości trzeci dzień i już niewiele pozostało,
ot, na języku gorzki smak, mało znaczący biały nalot,
a nasze usta są jak młyn, a w nich nienawiść – młyński kamień,
który rozetrze wszystko w pył, nie zostawiając śladu prawie
po tym, co wpadło nam do ust, przez zaklejone woskiem uszy,
przemyślnie omijając mózg i naciskając niefortunnie,
na wzdęty balon, gdzie krew z krwi co chwila się z podłością brata,
słowem za słowo, bluzgiem w bluzg, przekleństwem za przekleństwo płacąc.

te boże młyny naszych warg, podniebień świństwem rozszczepionych
pracują skrzętnie dzień po dniu, gasząc nadziei słaby płomień,
że może jeszcze miejsce jest , gdzie można przed tym szybko uciec
zanim wzniesiemy chiński mur z wyspowiadanych gładko sumień,
który odgrodzi nas od nas w daremnej próbie oddalenia
momentu, kiedy pusty wrzask nasiąknie bielą i czerwienią
na widok rozdziawionych gąb i oczu przesłoniętych złością,     
bo zrozumiemy – cały czas mełliśmy nasze własne kości.

----------------------------

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Derby kraju, derby co dzień, gdzie czerń w tęczę, a tęcza w czerń






Część głowy 4 


A kiedy noc się nie pamięta, wcale, to jej nie było,
nie ma co wspominać, więc nagie ciało staje się banalne
jak pusty eter, a w nim zbędne fale i jakieś stań się,
albo i się nie stań, zostań, wygaśnij w późnym logowaniu
z za prostym hasłem, w którym resztki światła zduszono siłą
na samiutkim wstępie księgi ludzkich o-błędów.

A kiedy noc się nie pamięta, palec zbliżony z palcem,
niewidoczna iskra, co nie oznacza już nawet początku
stworzenia życia, ani końca końców i banalnieje śmierć,
bo nie ma po co sobieumierać, nie ma i dla kogo  
z drobnego ściegu łapek, pogawronich fontów wyczytać
złej ewangelii spisanej na śniegu tuż przed odwilżą.

A kiedy noc się nie pamięta, dalej nie wiemy
czy wiosna się przyda jeszcze do czegoś, a może i komu,
kiedy w piosence brzmi nierozgarnięte
szkoda, że cię tu nie ma, które wredny tłumacz
wciąż mi zamienia na chciałbym byś była.
Takie zapomnienie jest gorsze od czegoś – brakuje mi słów.

A kiedy się nie pamięta? Utrata to rzeka,
co mi zabierze wszystko, nawet małe ja.
-------------------------

wtorek, 14 czerwca 2016

Jak mnie najgłupiej splagiatowano...

Wczoraj spotkał mnie najgłupszy plagiat świata. Odkryli go Mirek Nowicki i Paweł Biliński.
Dlaczego najgłupszy? Bo mój wiersz Aubade triste splagiatowała jakaś kretynka i umieściła ze zmienionym tytułem na portalu, gdzie param się krytyką i dokopywaniem grafomanii.
Mirek - dzięki za screena. Pod screenem umieszczam wiersz, chyba najważniejszy dla mnie.
Sorry Mamo za  kretynkę Lilith :(





Aubade triste

Byłaś dziś rano mała, więc cię pokołyszę
w myślach, w mowie, w uczynkach i bez zaniedbania
za dni pachnące ciastem, przyszyte guziki,
za plastry przyklejane na zbitych kolanach.

Byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę 
na dni, które nadejdą. Zamiast pożegnania.
Tyle mam w sobie krzyku, lecz nie mogę krzyczeć.

Byłaś dziś rano krucha, więc się rozsypałem,
na drobniutkie kawałki nie do poskładania.
Bez ciebie nie zapłaczę. Nie próbuję. Wcale.     
Smutek rozstań jest suchy. Ja zostałem. Mamo.


 

Mamie +5.01.2009