Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 23 czerwca 2026

Bolesne wiersze na Dzień Ojca

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czas[ownikowy]

 

zakopywałem ojca, by go nie znalazła

nadciagająca jesień. gdzieś w stygnących gniazdach

wiatr czujnie przeczesywał resztki zbędnych puchów

– pamiątki po odlotach, a złudzenie ruchu

potęgowało drżenie pomarszczonych liści,

przedwcześnie postarzałych w czasie rzeczywistym.

 

zakopywałem ojca. jeszcze się wyrywał,

jeszcze szarpał w pamięci, więc pamięć jak blizna

szpeciła resztki lata. nie chciał się zapomnieć,

zagoić w mojej głowie, a tam nieprzytomnie

w stosach zabaw, zabawek, kapslowych kolarzy

wyciekało mi życie za horyzont zdarzeń.

 

zakopywałem ojca, jak miasto pompeje,

jak naiwny lejtmotyw z przebrzmiałych piosenek,

fundament, co nie uniósł najlżejszej z budowli

– życia pełnego blasku z przedjesiennych ognisk,

oddechu, w którym nagle słyszysz pożegnanie

odchodzącego rakiem w stygnącą niepamięć.

 

Pośmiertnik [dda]

 

Aboard a shipwreck train

Give my umbrella to the Rain Dogs

Tom Waits Rain Dogs

 

 

dziś w nocy przyszedł ojciec. we śnie stary pijak

był dziwnie zatroskany – z tego nie wyżyjesz,

bo nikt nie czyta wierszy, lepiej wypij synu

ze mną małpeczkę bolsa pod kwaśne ogórki,

 

a zaraz popłyniemy po przyjaznych bramach,

pukając w parapety melin i niech matka       

nie skrzeczy nam nad głową, bo tam wyżej miejsce

dla duszy, nie dla ciała, po prawicy szefa

 

razem z lolkiem bukowskim i waitsem schrypniętym

od taniej ruskiej wódki. patrz, jak psy deszczowe

spod swoich parasoli wystawiają siwe

łby, pełne żytniej słomy, gdzie czai się skowyt,

 

zamiast sytego huku, cięższy od anioła,

co buja niewysoko, więc schylmy się niżej,

jeszcze bardziej pokornie, przyjmując ducha w gardła,

a każdy z nas jak kapłan, który wnet przemieni

 

wszystko w paskudny smutek i w pierwszą brygadę,

kiedy pójdziemy w bolskę kupą panie, kupą.   

 

Lot

 

Zanim zajrzeliśmy mu przez ramię, nadał dniom imiona.

Nocom, które się nie przespały, nadał imiona swoich córek.

Nad morzem zbudował wiatrak, który oddzielał lotne frakcje

powietrza i soli. Do miasta chodził przez przypadek,

czasem z potrzeby - tak poznał piekło dziewuch

o brudnych nogach i czystych duszach.

Z każdym wierszem tracił rodzinę, a później pamięć.

Na wszelki duch pożyczałem od niego usprawiedliwienia.

W zamian pokazał mi,  jak bardzo mogą zrosnąć się drzewa

z dobrymi lub złymi wiadomościami.

 

Zostawił w spadku zegarek ze srebrną dewizką

i przykazanie: nie oglądaj się.