Czas[ownikowy]
zakopywałem ojca, by go nie znalazła
nadciagająca jesień. gdzieś w stygnących gniazdach
wiatr czujnie przeczesywał resztki zbędnych puchów
– pamiątki po odlotach, a złudzenie ruchu
potęgowało drżenie pomarszczonych liści,
przedwcześnie postarzałych w czasie rzeczywistym.
zakopywałem ojca. jeszcze się wyrywał,
jeszcze szarpał w pamięci, więc pamięć jak blizna
szpeciła resztki lata. nie chciał się zapomnieć,
zagoić w mojej głowie, a tam nieprzytomnie
w stosach zabaw, zabawek, kapslowych kolarzy
wyciekało mi życie za horyzont zdarzeń.
zakopywałem ojca, jak miasto pompeje,
jak naiwny lejtmotyw z przebrzmiałych piosenek,
fundament, co nie uniósł najlżejszej z budowli
– życia pełnego blasku z przedjesiennych ognisk,
oddechu, w którym nagle słyszysz pożegnanie
odchodzącego rakiem w stygnącą niepamięć.
Pośmiertnik [dda]
Aboard a shipwreck train
Give my umbrella to the Rain Dogs
Tom Waits Rain Dogs
dziś w nocy przyszedł ojciec. we śnie stary pijak
był dziwnie zatroskany – z tego nie wyżyjesz,
bo nikt nie czyta wierszy, lepiej wypij synu
ze mną małpeczkę bolsa pod kwaśne ogórki,
a zaraz popłyniemy po przyjaznych bramach,
pukając w parapety melin i niech matka
nie skrzeczy nam nad głową, bo tam wyżej miejsce
dla duszy, nie dla ciała, po prawicy szefa
razem z lolkiem bukowskim i waitsem schrypniętym
od taniej ruskiej wódki. patrz, jak psy deszczowe
spod swoich parasoli wystawiają siwe
łby, pełne żytniej słomy, gdzie czai się skowyt,
zamiast sytego huku, cięższy od anioła,
co buja niewysoko, więc schylmy się niżej,
jeszcze bardziej pokornie, przyjmując ducha w gardła,
a każdy z nas jak kapłan, który wnet przemieni
wszystko w paskudny smutek i w pierwszą brygadę,
kiedy pójdziemy w bolskę kupą panie, kupą.
Lot
Zanim zajrzeliśmy mu przez ramię, nadał dniom imiona.
Nocom, które się nie przespały, nadał imiona swoich córek.
Nad morzem zbudował wiatrak, który oddzielał lotne frakcje
powietrza i soli. Do miasta chodził przez przypadek,
czasem z potrzeby - tak poznał piekło dziewuch
o brudnych nogach i czystych duszach.
Z każdym wierszem tracił rodzinę, a później pamięć.
Na wszelki duch pożyczałem od niego usprawiedliwienia.
W zamian pokazał mi, jak bardzo mogą zrosnąć się drzewa
z dobrymi lub złymi wiadomościami.
Zostawił w spadku zegarek ze srebrną dewizką
i przykazanie: nie oglądaj się.
