Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 2 listopada 2026

coś na Dzień Zaduszny - a teraz ułóż mnie do snu (wiktoriańska galeria pośmiertna)

 


 





 

 

 

 

 

 

 

a teraz ułóż mnie do snu (wiktoriańska galeria pośmiertna)

 

mamy otwarte oczy, ale nie sięgamy wzrokiem

głębiej niż na paznokieć. za to oni widzą

nieuchwytne oznaki zmierzchu. te uśmiechy

pełne zakłopotania, kiedy ślizgamy się po powierzchni

życia jak cicha rtęć zastygająca na szklanych płytkach.

rankiem zdejmiemy odciski z własnych śladów.

 

jedyne co nas oddziela od wspólnych niedzielnych spacerów,

to soczewka i rozbłysk magnezu w wąskiej szczelinie,

szelest martwych koronek, metalowy stelaż.

resztę zgasi sztywna cisza. stracimy ją bezpowrotnie,

gdy tylko otworzymy usta. otwór na klucz albo żeton.

 

obraz jest czysty, mówi: śmierć to miejsce, nie czas. 

 

 

z tomiku Karmageddon (Stowarzyszenie Salon Literacki, Warszawa 2012)

 

czwartek, 16 lipca 2026

Nienawiść wszystko u nas żeżre - trzy wiersze

Nie myślałem w 2016, że to w Polsce się tylko spotęguje.



Herzlich Endlösen

witajcie w piekle na sześć liter, gdzie jezus ledwo zwykłym żydem
i z nienawiści wciąż umiera w kokonie z ognia lub jedwabnie
snując się w niebo w tłustym dymie, a w czoło wbite ma celtyckie
ciernie o złudnym kształcie krzyża i spod nich nawet krew nie płynie,
bo dawno opróżniony kielich, gdzie gorycz skrzepła wraz z gorczycą
musztardy zwykłej po kielecku czy majonezu z jaj rozbitych
jak głowy pałką lub obuchem na dzikich polach, których bezkres
otwarty niby pszenna bajka z internetowym płynie hejtem
na nutę jeszcze nie zginęła, co miesza się z jeszcze nie rzucim
i tylko nie wiesz czy kamienia, i dobrze nie wiesz czy bez winy,
lecz gdy gorączka trawi tęcze, na szarej ścianie obok gwiazdy
odczytasz znaki dla prawdziwych wyznawców grozy – witaj w piekle.

 

Wiersz bez tytułu

powszednia nasza nienawiści,
która się jak opłatek łamiesz
i niby pleśń na skibce kwitniesz,
przebiegle zatruwając pamięć

ojczystą oraz osobistą,
a potem wiążesz język z sercem
w splot, co ma zastępować bliskość,
a tylko rani nam najcelniej

szyje – pod nimi tłusty okap,
braterskich przewin kamień wisi,
a niżej śpiew, że jeszcze polska,  
powszednia nasza nienawiści.
 

 

 

Jądro miałkości

 

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą

Pijemy w południe o świcie pijemy cię wieczór

Pijemy pijemy

Paul Celan „Fuga śmierci”

 

 

mielemy kości trzeci dzień i już niewiele pozostało,

ot, na języku gorzki smak, mało znaczący biały nalot,

a nasze usta są jak młyn, a w nich nienawiść – młyński kamień,

który rozetrze wszystko w pył, nie zostawiając śladu prawie

po tym, co wpadło nam do ust, przez zaklejone woskiem uszy,

przemyślnie omijając mózg i naciskając niefortunnie,

na wzdęty balon, gdzie krew z krwi co chwila się z podłością brata,

słowem za słowo, bluzgiem w bluzg, przekleństwem za przekleństwo płacąc.

 

te boże młyny naszych warg, podniebień świństwem rozszczepionych

pracują skrzętnie dzień po dniu, gasząc nadziei słaby płomień,

że może jeszcze miejsce jest , gdzie można przed tym szybko uciec

zanim wzniesiemy chiński mur z wyspowiadanych gładko sumień,

który odgrodzi nas od nas w daremnej próbie oddalenia

momentu, kiedy pusty wrzask nasiąknie bielą i czerwienią

na widok rozdziawionych gąb i oczu przesłoniętych złością,     

bo zrozumiemy – cały czas mełliśmy nasze własne kości.