Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Państwo penisogłowych - czyli jeden obraz wart tysiąca słów

















z najnowszego tomiku "Herzlich Endlösen"





Idy wrześniowe [dulce dulce dulce]

Korczakowi

państwo penisogłowych, ziemia obiecana
– tam modlą się do siebie ludzie wielkiej wiagry
(stoi im przed oczyma widmo pięknych bitew,
w których umierać będzie zapomniany frajer,
co nie zdążył na peron w nowych zaleszczykach
na moment przed zamknięciem ostatecznych granic)
pod zielonym sztandarem z bicepsem na sztorc.

nawiasu nie rozszerzy zabawna dygresja
o tym, że dziś nienawiść obraca się w nawias,
a ja widzę w tym tylko jedwabne kajdany
i lateksowy knebel wpakowany w usta
przypadkowych kochanków – ona była drobna,
wręcz krucha w swej małości, on nucił jej w ucho
wers wojenko wojenko, zanim piach ich pokrył.  

nie wiem, co tu się dzieje, chyba nie chcę wiedzieć,
czemu niebo jest puste od kiedyś do zawsze
i dokąd poszedł gwizdać ten smutny flecista
z czeredą martwych dzieci, kiedy znikły w gazie,
a lato było piękne, zwłaszcza tego roku,
dla wszystkich co czwórkami radośnie zmierzali
do wielkiej niewiadomej, a pochód prowadził

mały, łysy facecik w śmiesznych okularach. 

piątek, 4 sierpnia 2017

08.1944 (4) - Canto o płomieniu




















Canto o płomieniu [idy sierpniowe]

Enola Gay
Is mother proud of little boy today
OMD Enola Gay

I
włosy matki enoli są w kolorze ziemi
ognistej niby tyczka, po której się wspina
popiół ze ślubnej sukni, a idy sierpniowe
nie mają w sobie krztyny krwawej zawartości
– na wysokości chwała i rozbicie cząstki!

goście weselni jadą w cztery konie, z błyskiem,
lśni aluminium w słońcu jaśniej niżby tysiąc
gwiazd co prowadzą mędrców do szpetnych stajenek,
slumsów stawianych w mroku przez nienakarmionych 
– na wysokości chwała i rozbicie cząstki!

tam na granicy chłodu, gdzie tlen zbyt leniwy,
by płynąć w ludzkich żyłach wraz z krzepnącą cieczą,
tkwi w luku zgniły owoc z drzewa wiadomości
dla małych chłopców, którzy uwierzyli w rozum 
– na wysokości chwała i rozbicie cząstki!

zrzuca się nam sumienie, jak wężowa skóra,
zbyt łatwo i swobodnie, byśmy doczekali
optymistycznej puenty o matce enoli
czekającej na rozkaz powrotu do bazy
– więc niech się chwali cząstka rozbita na cząstki.

II
widziałem zdjęcia miasta startego na miazgę,
widziałem inne miasto zepchnięte w kanały
pełne tłustych fekaliów i much tnących fetor
ciężki niczym zasłona wieszana w świątyni
na moment przed rozdarciem, w dzień zbawiennej kaźni.

nie słyszałem wystrzałów gasnących w ruinach,
ani dziarskich piosenek śpiewanych po latach
zbyt łatwo, patetycznie, o tym, że umierać
est dulce et decorum, choć bywali wiedzą,
jak słodko śmierdzą płytko wykopane groby.

i nie ma już znaczenia, co w komorze niesie
srebrny ptak z aluminium, i na czyje głowy
spłynie jasność jasności, która wciąż się staje
dokładnym zaprzeczeniem pierwotnej intencji,
skoro ręka bez grzechu i tak rzuci kamień,
nie pytając o winę (albo o brak winy).

III
półnagi król jaszczur, stroszy bujne loki
i wzywa jeźdźców burzy na słomianych koniach,
do chatynki w Betlejem, gdzie był urodzony,
a w ręku ma dymiący od głosu mikrofon.

śpiewa o ukochanej, co zapali płomień
unoszący się górę jak słoneczna kula,
zabójcach ukrytych na rozstajnych drogach
o krok od zrozumienia, że jest tylko koniec

niesiony niby dziecko przez oblubienicę,
pannę młodą w welonie utkanym z popiołu
tuż po sierpniowych idach, weselach żałobnych
rozszczepionych na cząstki niewarte złączenia

- nasze cienie na ścianach roztopionych domów

czwartek, 3 sierpnia 2017

08.1944 (3) - poległym poetom
















4.08/16.08

Dla G. i B.

okno, kula i oko - najwierniejsza linia,
która prowadzi chłopców bolskich w sierpniowe noce ku wieczności
przepowiedzianej im przez matki w wiecznej żałobie narodowej,
a dalej płynie tylko wisła  i szemrzą dziady, towiańszczyzna,
zły miód się leje wprost na rany szyte grubymi nićmi z lnu.

ten, kto przystanie na tej linii przez chwilę dłuższą od oddechu
strzelca na krótko przed wystrzałem, kiedy na spuście kładzie palec,
sam się przekreśli płaską linią, sam się ułoży w nowy wzór.

patos i wieczność nakładają solidny knebel, potem diament
upada prosto do studzienki kowanej ostro, prosto w ścieki,
którymi miasto sobie gada  z prawdziwym światem poprzez wodę.


zamykam okno, gaszę oko, wyjmuję kulę, stawiam mur. 

środa, 2 sierpnia 2017

08.1944 (2) - Psalm tunelowy




















Psalm tunelowy [widzenie]

nad liter bruzdą - widzisz jeszcze
mój obraz: idę przez powietrze,
a za mną miasto moje idzie.   
Tadeusz Gajcy Do potomnego


miejskie chodniki zawieszone
nad popiołami strzegą pilnie
byś się nie zapadł w wąskie bruzdy
którymi sunie w dal niepamięć

każda litera to jest rana
rozdrapywana przez dzisiejszych
i tych co jeszcze nie zginęli
kradnąc umarłym dni zaduszne

kiedy w tunelu metra wagon
jak kret przepycha się przez ciemność
wciąż słychać szept przydrożnych chłopców
i dziewcząt  zamienionych w kamień

a w górze miasto zawisając
niby koliber wciąż się żywi
różową kreską którą niebo
wypuszcza rankiem ponad dachy

w powietrze ciężkie
od niczego

wtorek, 1 sierpnia 2017

08.1944 (1) - Wiersz, który nie rapuje się z niczym




















Wiersz, który nie rapuje się z niczym


Kolejny dzień jak palę ogniem wilczura pysk
Lao Che Barykada

Słońce jest w znaku lwa, więc ognista grzywa
podpala wszystko – już płonie i Wola,
pałacyk Michlera, pamiątki rodzinne,
a złoty kurz się sypie na pola pszenicy
z dala od tego miasta. Tabliczka na szorstkim
murze kamienicy, to ślad, że stąd wyszli
i już nie wrócili. Ktoś może powiedzieć:
śmierć jak dwa miesiące wakacji pod ogniem,
plus szybkie miłości, śluby i rozwody,
chrzty z krwi, a nie z wody, piekielna Hurghada,
w niej toczą się czaszki, gada zburzone miasto,
zaś kneble barykad duszą oddech w ulicach,
nie słychać nic innego – papieros papieros
skanduje tłum pod sceną i to ślad kolejny,
po tych, co odeszli, ale nie zginęli.

czwartek, 20 lipca 2017

Wiersz o POPiSolandii - z najnowszego tomiku "Herzlich Endlösen"

Z najnowszego tomiku Herzlich Endlösen





















Miedź [1 Kor 13 apokryf]


tanie cymbały bez miłości
harcują wokół nagiej brzozy,
a tu się nie da żyć po prostu,
a tu się nie da w ciszy dożyć

i nie pomoże żaden język
anielski czy naiwność dziecka, 
przywoływanie wszystkich świętych,
skoro rozsądek nam ucieka

z bagażem winy do zaleszczyk
po stosach trupów stratowanych
w rytm nienawiści, lecz wciąż brzęczy
miedź wyjebane, wyjebane.