Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 30 maja 2016

The unread book and painful look the tv's on, the sound is down
















Wszystko na sprzedaż


Dzień znowu się zaczyna – będzie tylko szarzej,
a chciałbym dziś napisać piękny wiersz o tobie
i wszystkich jasnych miejscach, które w głębi nosisz,
lecz to dopiero styczeń i niebo mętnieje  
jak słoik pełen dymu po zgaszonej świecy.

Nie wiem, kto ją zapalił i nie wiem dla kogo,
choć czuję, że nas mija ciekawa historia
opowiadana szeptem w pomroczniałych kątach,
gdzie brak światła ułatwiać ma bliskie spotkania
z naszym gorzkim bagażem – czterdziestką na karku.

To jest w trailerze filmu lub może koszmaru,
kiedy wszystko ucieka blisko coraz bliżej
oddalając nas złudnie i wtedy się budzę
ciągle śniąc o podróży, a z paska plecaka 
zwisa poobijany metalowy kubek,

i zrywam się do biegu na pustym peronie,
i skaczę prosto pomiędzy płynące wagony.

piątek, 29 kwietnia 2016

You got a fast car, I want a ticket to anywhere













Kannibal Lecter

Potem jedno z nas krzyknie:
„Ja pragnę rozpaczliwiej!” i będę
jeść cię wolno wśród pocałunków
Anne Sexton Kochając zabójcę


ciemność,
którą się ocieramy, można przecież zważyć,
wymierzyć i podzielić, koniecznie na dwoje,
a potem wrzucić w studnię wypełnioną ciałem
syjamskim aż do bólu zaplecionych kończyn
w rytmie tutaj i teraz, jakby już nie było
niczego i wszystkiego, żadnych uogólnień.

kiedy tak mnie naciskasz, trzeszczę jak lód, krucho,
pobielały ze strachu, że się nie powtórzy
sytość ukryta w mroku, twoje nagie widmo,
a po nim nagła cisza – konieczna zapadnia 
przed uderzeniem pięści, kiedy ścielą stoły
do pierwszego posiłku i drobienia chleba.

milczenie się zazębia, zjada nas dyskretnie
opartych niby karty w pokerowym domku,
gdzie blef jest fundamentem wiary w nowe jeszcze,
podwójnie odmieniane przez wszelkie przypadki,
w rytmie tutaj i teraz, choćby już nie było
koniecznych uogólnień, po nich stawiasz kropkę
– ciemność .

czwartek, 21 kwietnia 2016

Jeszcze w zielone gramy



Zaległy, kolejny.

















Trzy


pierwsze piwo tej wiosny wybucha zielenią.
pierwsze, lecz nie ostatnie, to stworzenie świata
na nowo i bez granic określonych w pismach
z  ambicjami świętości, więc pójdźmy się smażyć
- w końcu jest zamiast piekła podniesione słońce
nad kocem w szkocką kratę, który opływają 
ławice sytych mleczy, stada koniczyny
w wędrówce wprost donikąd po pierwszym wybuchu
i dzień siódmy, stworzony, żeby mógł odpocząć,
kto jeszcze nie odpoczął lub nie znalazł miejsca
przed nadejściem betonu, zanim się wykręci
spod naszych stóp żarówka nazywana ziemią,
zgasła i okopcona przez nerwowe spięcia,
a ja cię kocham wiosną, jak w przebrzmiałym wierszu
z całkiem innego świata, przedwojennych kronik
wypadków z ostrym sercem, które łatwo przetnie
nawet szkło na butelce, gdy wybucha piwo
i coś się w nas rozleje (do trzech razy sztuka).   

------------------------------------------
----------------

środa, 20 kwietnia 2016

You don't give me love. You gave me pale shelter.

Kolejny zaległy.




W drodze powrotnej zdrętwiały nam twarze


mówisz: coś trzeba poświęcić, dopuszczalne straty,
w życiu tak jak na wojnie wybieramy strony
– wrogie albo  przyjazne nie wiadomo komu,
choć i tak odchodzimy pozapominani, pomarszczeni
niby stare jabłka wrzucone do drewnianych skrzynek
– ot, na chybił trafił.

a ja cię oddalam od czegokogoś ważnego,
i trzeba mnie poświęcić, baranku, baranku,
dla dobra nad dobrami, wiec przestaję śpiewać,
bo wreszcie zrozumiałem - we wstecznym lusterku   
moja śmierć będzie zawsze miała twoje oczy.

------------------

piątek, 25 marca 2016

Czwartek z popielnika [M.I.A] - wiersze na Wielkanoc cz. 9

Ministry - Jesus Built My Hotrod (Video Version)





Czwartek z popielnika [M.I.A]

Because I do not hope to turn again
Because I do not hope
Because I do not hope to turn
T.S. Eliot Ash Wednesday

I
ponieważ nie mam zamiaru powracać
ponieważ nie wracam
ponieważ nie powrócę w sposób zamierzony
nie w moich rękach łaska
nie w moich nadzieja
kto inny trzyma klucze i pogasi światła
odmówi pacierz za nieobudzonych
na czas zbyt krótki by przesiąkli nudą

ponieważ nie chcę wiedzieć
i nawet nie szukam
odpowiedzi na żadne z niezadanych pytań
ponieważ nie wiem czego właśnie nie wiem
to tylko ufam że się mijam z celem
i jakiś miałem na samym początku
kiedy zerwany ze snu lądowałem z krzykiem
na suchym brzegu poza moją matką 

i jeśli głos mam czasem zadziornie za głośny
ze strachu że się zdarzę jeden raz za dużo
to będę milczał aby nie pamiętać
by się nie przejąć wyciekaniem życia
z każdym oddechem świtem czy godziną
bo po nich sąd się zbierze i srogo ukarze
za niedotarcie we właściwe miejsce  
na pusty peron zapomnianej stacji

i niech się nikt nie modli za mnie teraz i w godzinę
i niech się nie nikt modli za nie swoje grzechy

II
trzy czwarte życia – jak wzór na posadzce
w białe lamparty – lekko już wyblakły
a każdy fragment układanki błaga
o renowację albo choćby dotyk
włosia już dawno wyliniałej szczotki
w paninej ręce bo przecież dziewicza 
czystość gwarantem źle przespanych nocy
w których ożywa jeden fragment z kości
a w myślach mowie ale bez uczynku
przecudna krzyczy daj mi daj mi jeszcze
donner und blitzen fik miś fik miś fik miś
w białej sukience na weselnych stołach
pomiędzy tortem i pierwszym rosołem
wszystko na opak lecz z przewrotnym sensem
a potem panna och dziewica matka     
puchnie przez dziewięć przez dziewięć się mnoży
a gdy nadejdzie ostatnia godzina
raz pierwszy w ciszy – po wiatyku – tyje

i tylko czuje gorzki strach nad ranem
że to co wyda będzie roztrwonione
a pierworodny każe nazywać się zbawcą

III
widok ze schodów jest jak wywyższenie
tania parodia wniebowzięcia pełna
obaw o puentę bo zamiast paruzji
na śliskich stopniach czai się upadek
którego nie złagodzi nawet rym z rekinem
i ciemnością w języku szoła á szekspira
czy zgrabna zmiana rytmu która łatwo zmyli
mniej wprawne ucho widza nieboskich komedii
sensem jest rozpacz
ona bierze wszystko atu i blotkę
wysoką czy niską bez licytacji
bo nie ma przetargu
na nowe przyjście
sensem jest nadzieja
która nas okrada z resztek rozumu
dając głupie rady zamiast rozwiązań
i każe powtarzać bezduszne mantry

nie jestem godzien
nie jestem godzien
                     ale powiedz tylko słowo
                     nim padnie nam zasięg

IV
baranek zaległ znowu na szerokiej drodze
z pękiem fiołków w pysku na trzy dni nie więcej
pod czujnym okiem kamer które od zła strzegą 
zjadaczy chleba z masłem wierzących w znaczenie
oglądalności boskiej i ludzkich sondaży
umiera wtedy kiedy nikt nie patrzy
nikt nie kupuje prochów na potencję
biegunkę kaca i kremów na zmarszczki
umiera kiedy nie oglądasz świata
jaki ci wciska spec od marketingu
a jego imię nosi każdy pocisk
i palec którym zręcznie zmieniasz kanał 

błogosławieni którzy nie widzieli
 i nie nabyli
oni z nim ułożą
ramówkę pełną samych dobrych nowin 


V
nic nie zmieni świata nawet jeśli wróci
nawet jeśli zmieni swoje pierwsze słowo
bo już utraciło sens pierwotną siłę
możemy więc powtarzać załamując ręce
panie nasz panie cóżeś nam uczynił
panie nasz panie co ci zrobiliśmy
a w odpowiedzi wraca tylko fraza
sovegna vos gdy rozum zawodzi
i nic nie widać w mroku gdzie rodzi się piekło

ponieważ nie mam zamiaru powracać
ponieważ nie wracam
ponieważ nie powrócę w sposób zamierzony
ponieważ nie będzie już do czego wracać
pomiędzy zyskiem nadzieją i stratą
i jeśli głos mam czasem zadziornie za głośny
to nie od krzyku bo ostatnie słowo
ma tylko cisza która następuje 
jak słoń na grzbiety dźwiękom
gnając je na koniec
szczelnej komory wypełnionej gazem 

a teraz słowo niech wraca skąd przyszło
z niewielką adnotacją adresat nieznany 

Dżizas - wiersze na Wielkanoc cz. 8






Dżizas


Wiesz. Ty i ja jesteśmy jak ranne jesiotry
albo zorze. Wydłubią nam z wnętrza to wszystko,
co najlepsze - blask pełni, miękkość nowiu, tkanek.
W mojej kieszeni lista rozstrzelanych godzin,
szkic mowy pogrzebowej (ledwie kilka haseł).
Wiatr gniewnie wzdyma biały obrus po agape.

Z tego ogrodu można wyjść tylko raz. Powrót
znamy tylko z obietnic, zasłyszanych plotek.
Good News - trzydniówka, Bad News  - zostaną okruchy.
Trzeba będzie posprzątać w głowach przed odejściem.
Ktoś nowy wprowadzi się do naszego domu
i zasłoni czymkolwiek nikły ślad na ścianie

po kawałku drewna.