Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


sobota, 6 stycznia 2018

Wiersz na 3 Króli bez korony



coś na śmieszne święto
















Baśń o trójce

Podkradają się nocą, a każdy jest inny.
każdy z nich niesie prezent albo tylko pretekst
do rozmowy o cudach i wczasach w Egipcie,
wpychając się do stajni, by zobaczyć dziecię.

Zła gwiazda, ciemna gwiazda drogę im wskazała
– dżi-pi-es zajumany w dalekiej Germanii?
Czy może boże słowo przekształcone w ciało?
Nieważne, skoro w końcu tutaj dojechali

i teraz chciwie patrzą w twarz spodziewanego
nadejścia nowych czasów, jak leży spokojnie
ściskając w piąstce skrawek wstążki przeciw złemu,
a w szopie śmierdzi mirrą, kadzidłem i gnojem.

Gdzieś w oddali śpi władza, kowal kuje gwoździe,
a oni się skradają, blisko, coraz bliżej,
by póki moc struchlała i zakrzepły ognie   
wydrzeć z kolebki deski na wiosenne krzyże.

piątek, 5 stycznia 2018

Aubade triste i nic więcej.

Dzisiaj możliwy jest tylko jeden wiersz. Taki dzień i taki pozostanie do mojego końca.








Aubade triste


Byłaś dziś rano mała, więc cię pokołyszę

w myślach, w mowie, w uczynkach i bez zaniedbania

za dni pachnące ciastem, przyszyte guziki,

za plastry przyklejane na zbitych kolanach.



Byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś

w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę 

na dni, które nadejdą. Zamiast pożegnania.

Tyle mam w sobie krzyku, lecz nie mogę krzyczeć.



Byłaś dziś rano krucha, więc się rozsypałem,

na drobniutkie kawałki nie do poskładania.

Bez ciebie nie zapłaczę. Nie próbuję. Wcale.     

Smutek rozstań jest suchy. Ja zostałem. Mamo.





Mamie +5.01.2009




wtorek, 21 listopada 2017

Poletnio, posłonecznie [Aunque a veces parecemos tontos]

Jeden z nowszych, pokonkursowo.





Państwo Łazienkowscy - latem


w samo południe, w łazienkach, na trawie
widzę jak słońce liże twoje stopy
i choć z głośników płynie chłodny nokturn
wiem już, że można spalić się bezgłośnie
w opustoszałym nagle wielkim mieście,
wśród tłumu ludzi na letnim koncercie.

obok pomnika czai się fortepian
- to ożywiony dźwiękiem nosorożec
z otwartym grzbietem (czarnym cienkim żaglem)
sunie po trawie, stołecznej sawannie,
gdy smukłe palce muskają klawisze,
a wtedy można i ciszę usłyszeć.

w ciszy, co dzieli sypiące się dźwięki,
leniwiejemy na wzorzystym kocu,
bo może jest to nieostatnie lato,
kiedy nas studzi oszroniony nokturn
- stwardniała w słońcu lodowata nuta,
która topnieje niby oksymoron.  

---------

 

środa, 1 listopada 2017

Śmierć to miejsce, nie czas.

Z "Karmageddonu"



























a teraz ułóż mnie do snu 
(wiktoriańska galeria pośmiertna)


mamy otwarte oczy, ale nie sięgamy wzrokiem
głębiej niż na paznokieć. za to oni widzą
nieuchwytne oznaki zmierzchu. te uśmiechy
pełne zakłopotania, kiedy ślizgamy się po powierzchni
życia jak cicha rtęć zastygająca na szklanych płytkach.
rankiem zdejmiemy odciski z własnych śladów.

jedyne co nas oddziela od wspólnych niedzielnych spacerów,
to soczewka i rozbłysk magnezu w wąskiej szczelinie,
szelest martwych koronek, metalowy stelaż.
resztę zgasi sztywna cisza. stracimy ją bezpowrotnie,
gdy tylko otworzymy usta. otwór na klucz albo żeton.

obraz jest czysty, mówi: śmierć to miejsce, nie czas.

środa, 25 października 2017

I am the passenger

Z tomiku "Herzlich Endlösen"





Maj [gitar hiroł]

Pop before the war
lunch before the score
Iggy Pop “Blah-Blah-Blah”


Mój pasażer wysiada na czwartym przystanku,
gdzie brud się przylepia do nieba jak towot.
Przechodnie uciekają, kiedy spływa na dół
hałas z głośników ustawionych w oknach kamienicy.

Jest w tym i rdza, i przester, jakby fusy z kawy
osiadły na strunach, potem salwa z bębnów.
Kamienica drży cała, drży wraz nią pasażer,
a spłoszona ziemia zrywa się do ucieczki.

Zachrypnięty głos przecina obnażoną skórę,
gdy Chinka syczy w ucho zamknij się kochanie,
weź mnie z łyżeczki, a potem zostań moim psem.
Pasażer wyciąga wtyczkę i próbuje śpiewać.

W ustach mu zostaje samotna sylaba la.   


------------------------