Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
wtorek, 31 stycznia 2017
wtorek, 17 stycznia 2017
Somewhere between the sacred silence and sleep
Widokówka z gorszego świata
Barańczakowi. Post
mortem
dobrze, że cię tu nie ma. jesteś teraz w punkcie,
z którego masz codziennie najlepsze widoki.
tu świat gorszego sortu – chociaż można uciec
po zatrzaśnięciu oczu daleko w głąb głowy.
reszta? milcząca próżnia, rozdęte coś w górze,
głuche na rozpaczliwe prośby i modlitwy,
co ma nas w trzech literach, bo stworzone cudnie
przez zachłannych pasterzy tępej jagnięciny.
dobrze, że cię już nie ma. zawierasz się w słowach,
pomiędzy okładkami, wśród spróchniałych półek,
i nie wiesz, jak to boli, kiedy nie rozmowa,
ale pięść jest środkiem do zgłębiania sumień
- wraz z nią perfidne kłamstwo, obrzucanie błotem
w imię najwyższych racji, absolutnej władzy
nad zwykłym strzępem sukna, wstydliwe czerwonym,
dla żartu rozpostartym pomiędzy rzekami.
dobrze, że cię tu nie ma. to rodzaj dystansu
wciąż niedostępny dla mnie. puenta to granica
za jaką jest marzenie o byciu wygnańcem
w ciepłym zakątku świata, skąd można by wysłać
widokówkę bezsłowną, zamiast komentarza
pełną jasnej przestrzeni, gdzie nikt nie zatrzaśnie
moich ust ani oczu dłonią, co zamarzła
przy lepieniu bałwanów z politycznej baśni,
co zasnęły wraz z zimą
w biegnących szeregach
po mruczance chochoła. dobrze, że cię nie ma.
po mruczance chochoła. dobrze, że cię nie ma.
czwartek, 5 stycznia 2017
Kolejna zimna rocznica
Aubade triste
Byłaś dziś rano mała, więc cię pokołyszę
w myślach, w mowie, w uczynkach i bez zaniedbania
za dni pachnące ciastem, przyszyte guziki,
za plastry przyklejane na zbitych kolanach.
Byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę
na dni, które nadejdą. Zamiast pożegnania.
Tyle mam w sobie krzyku, lecz nie mogę krzyczeć.
Byłaś dziś rano krucha, więc się rozsypałem,
na drobniutkie kawałki nie do poskładania.
Bez ciebie nie zapłaczę. Nie próbuję. Wcale.
Smutek rozstań jest suchy. Ja zostałem. Mamo.
Mamie +5.01.2009
środa, 30 listopada 2016
Nadchodzi "Herzlich Endlösen"
Wygrałem Ratonia więc będzie w nowym roku nowy , czwarty już, tomik.
Kolejny wiersz do niego.
Trąd
Kolejny wiersz do niego.
Trąd
miasto się nie domyka, jak pies w innym wierszu,
i zaczyna roztapiać. wszędzie widać słońce
podgryzające zieleń, tak naiwnie młodą,
więc tylko rejestruję – blask i zimną ciszę
po pierwszym wybuchu, a może ostatnim,
bo często nie odróżniam końca od początku.
rosną plamy na słońcu, słońce niby plama
rozpływa się w kolorze niezapominajek,
a to świetnie oddaje stan, gdy nie pamiętam
po co właściwie jestem (albo lepiej: bywam)
we wnętrzu mego życia, banalnie zgubiony
bibelot pełen wspomnień o wczorajszej tobie.
pies szarpie się na wersie zbyt luźno puszczonym,
a jasny mrok wypełnia nagrzane ulice
poplamione czymś lepkim, ponocnie wstydliwym.
po cichu, bez eksplozji rośnie liczba ofiar
niewywołanej wojny różnopłciowych cieni
i kwitną tkanki serca w upuszczonej hostii.
------------------
środa, 9 listopada 2016
wtorek, 8 listopada 2016
My cup runneth over like blood from a stone
Kolejny zaległy po konkursie im. Bąka
Więc [ocalony]
Więc [ocalony]
R.
mam czterdzieści kilka lat ocalałem prowadzony na Rzecz
pospolitą więc całkiem bezsensu jest mówić o występku
czy przyzwoitości pachnie to demagogią albo bardziej wonną
odmianą poloświństwa więc mam już czterdzieści kilka lat
ocalałem prowadzony rzecz bóg wie czego lenistwa
bezmyślności moja wielka wina beż żadnej różnicy
różewicy czy innej popularnej bzdury w rodzaju prawdy
smętnie objawionej tak ludzko brzydkiej więc żyję kaleko
daleko i dalej ocalony ze strachem że mi zwrócą wzrok
-----------------
-----------------
czwartek, 20 października 2016
Jesień - to boli !
Au rebours
Wnoszą piasek na
butach, śmiech i tulipany.
Swoje cyrkle, liczydła, komputery. Z giełdy
papiery wartościowe. Mapy, tajne plany
Anna Piwkowska Co przynoszą mężczyźni?
Swoje cyrkle, liczydła, komputery. Z giełdy
papiery wartościowe. Mapy, tajne plany
Anna Piwkowska Co przynoszą mężczyźni?
mężczyźni nic nie wnoszą i są do przeżycia
- najłatwiej i najprościej, nie karmi ich ziemia,
oni ją sycą ciałem, kiedy braknie ducha
i nie ma gdzie uciekać, bo świat tak osacza,
że niemożliwa żadna daleka wyprawa,
a zardzewiałe doki
są jak łona matek,
co nie spuszczają dzieci poza zasięg oka,
więc tylko śnią o łodziach ze smoczymi łbami
i smołowanych deskach, na których się sypia
z kłębkiem płaszcza pod głową w nadziei na łupy,
a potem strach ich goni wprost po młodsze ciała,
nim pokruszone światło
w proch ich nie obróci,
w przygarść mdławej przyprawy, za którą kobiety
nawet się nie obejrzą na skraju zakupów,
prań, prasowań, pakowań przed wyjazdem dzieci
na dalekie wycieczki, a potem już cisza
tnie ich, niby golarka posiwiały zarost,
i usadza w fotelach, w bezpiecznym półmroku.
nawet w znajomych lustrach nie ma na co patrzeć,
więc lepiej się pochować, gdy się nie dopełni
żadna męska herezja w świecie damskich pragnień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




