Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 15 maja 2024

Po XII konkursie im. R.Wojaczka - wiersz pierwszy: Amen, niech będzie amen i szybkie wyprzedaże

 


 

 

 

 

 

 Amen, niech będzie amen i szybkie wyprzedaże

 

jesteśmy już tylko strachem na brzegach cyfrowej rzeki

dzieckiem niebacznie zadławionym kulką winogrona

płonącym domem niesionym przez powietrzną trąbę

i nic dosłownie nic nam z tego nie wynika

poza tym że wszystko coraz bardziej przypomina

spot reklamowy cudacznie spierdolonej apokalipsy

opatrzony anonsem ogłoszenie skutecznie społeczne

 

a gdyby wstawić tutaj a i wtedy askutecznie społeczne

skutecznie aspołeczne byłoby nową mantrą paciorkiem różańca

pyskiem klawego bożka który się zwiduje

mentalnym zjebom rankiem na pochyłym drzewie

bez żadnej kozy kozery śladu wątpliwości

pomiędzy ryneczkiem ślidla szybką wyprzedażą

rzeczy duchowo zbędnych z naciskiem na amen

 

i nagle zdarza tam się big bang gangbang – nagłe zmartwychwstanie

 

poniedziałek, 19 lutego 2024

Przecież to właśnie skowyt kończy każdy świat

 

 

 

Pandemon

 

Tamta bezradna zima, kiedy prawie umarłaś

w szpitalu odciętym kwarantanną od całego świata,

wyżłobiła w moim mózgu kilka bruzd głębokich,

których nie zasypie nigdy żadna dawka

inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny.

 

Chemia to tylko dodatek do stanów ulotnych

pomiędzy nagłą śmiercią, a chwilą nad ranem,

kiedy strach puka w okna i kwiaty na szybach

mróz w pośpiechu wyciera słonecznym rękawem,

a nieodebrany telefon ciąży niczym wyrok.

 

Bałem się, że odejdziesz i nawet nie zdążę

powiedzieć ci, jak bardzo bez ciebie mnie nie ma,

choć to przeckliwy banał, przesłodzona miazga,

na którą zbił mnie wirus w grudniowy poranek

na śliskich schodach domu, tuż pod twoim progiem.

 

A dzisiaj tylko milczę i nie wiem dlaczego.

Może zostałem w tamtym, cholernym szpitalu,

przykuty do poręczy bezpańskiego łóżka 

za karę i teraz moje sny w obrożach

duszą mnie bladym świtem swoim wsobnym krzykiem.

 

Przecież to właśnie skowyt kończy każdy świat.

wtorek, 13 lutego 2024

Nasze własne, wstydliwie tuczone potwory

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lekcja anatomii

 

Otwieraliśmy wnętrze ziemi, jak brzuch tej kobiety

na stole sekcyjnym Tulpa, choć ciut brakowało

szpadlom ciętej precyzji niechybnych skalpeli,

a spod powłoki darni na świat wypełzały

oślizgłe kłącza chwastów, larwy i pędraki,

by potem stopnieć w ogniu wraz z kopami liści,

dusić wstęgami dymu wrześniowy poranek.

 

I ten banał krwawego słońca - ono z każdym świtem

coraz słabiej drążyło warstwy mgieł na polach,

gdzie wilgoć wygrywała bitwy szarżując zgnilizną

aż do granic absurdu wytyczonych drutem

kolczastym niby kasztan, rdzawym niby głogi,

za którym ktoś umierał - obcy w obcej ziemi,

odrzucony przez siewców trędowatych sumień.

 

Tak, przestaliśmy pytać, dokąd wiedzie droga,

kiedy stało się jasne, że łatwiej otworzyć

brzuch na stole sekcyjnym sprawną ręką Tulpa,

lecz znacznie trudniej zamknąć, jeśli na świat wyjdą

nasze własne, wstydliwie tuczone potwory.