Wiedzieć o czymś to jedno, a mieć w ręku to zupełnie co innego. Dziś rano ze skrzynki wyjąłem nowy numer kwartalnika "Fraza" a w nim...kilka moich fraz. 7 wierszy - "Suk", "Nieśmiertelnik z Minotaurem", "Niepamięć", "Pierwsze stworzenie Anny", "Ogień w połowie drogi", "W koło idziemy nocą", "Anabaza".
Zdecydowanie poprawia to nastrój w jesienny - szary i mglisty - poranek.
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
czwartek, 3 listopada 2011
poniedziałek, 31 października 2011
11.15 - Czy te oczy mogą kłamać?
KURTZ:
It's impossible for words to
describe what is necessary to those
who do not know what horror means.
Horror. Horror has a face. And
you must make a friend of horror.
Horror and moral terror are your
friends. If they are not, then
they are enemies to be feared.
They are truly enemies.
It's impossible for words to
describe what is necessary to those
who do not know what horror means.
Horror. Horror has a face. And
you must make a friend of horror.
Horror and moral terror are your
friends. If they are not, then
they are enemies to be feared.
They are truly enemies.
APOCALYPSE NOW REDUX
an original screenplay by John Milius and Francis Ford Coppola
Narration written by Michael Herr
an original screenplay by John Milius and Francis Ford Coppola
Narration written by Michael Herr
E-120
posuń mnie za daleko to nie jest modlitwa
kobiet zabitych cichcem w martwych od słów wierszach
może to postrzał głowy z której wciąż wypływa
koszenila jak nektar w ostatnich dniach czerwca
i okrzyk palcie ołów w dni niezamierzone
gdy świst łopat śmigłowców rozsypuje popiół
z ognisk co nagą ziemię zwęgliły pod szronem
brunatnym od dojrzałych ziaren kawy z boku
pułkownik cicho mruczy madafakafares
próbując zważyć napis namazany nocą
na drzwiach chat pierworodnych przez gorliwe straże
pilnujące dzieciaków buszujących w zbożu
posuń mnie za daleko to spóźniony lament
chórzystów czuwających z palcami na spustach
w cieniu oliwnych gajów zanim mrok poplami
rozszerzone źrenice szkliste niczym judasz
piątek, 28 października 2011
People are strange when you're a stranger
Alicja zasłania lustro
nie znam nawet połowy słów w twoim języku
- jest bezradny i trzepie o wargi jak ryba,
płastuga wywabiona z ukrycia przez zmiany
snów albo stado wilków. głosy mam pod kloszem,
brzmią, cudaczą, wołają o skrzydła, skrzydełka
na rosół, jeśli zwiędną, to przypną nam nowe,
zawiązane na plecach rękawy i w górę,
pójdziesz w górę, odbiorą ci ciężar. pamięć
to starzec, śpi przy zsypie, na kartonach, spytaj
i nie budź więcej. szepcze: natnij mocno, z prostej
ciekawości, weź natnij, a kiedy buchnie z żył
światło – popłyniesz szybciej w stronę wielkiejnocy.
People are strange
czwartek, 27 października 2011
chciałem ją zanurzyć w gorącej porcelanie
chciałem ją zanurzyć
w gorącej porcelanie
w gorącej porcelanie
Karol Samsel Meredith
Alicja już tu nie mieszka
Dokłada nowy kamień do stosu kamieni,
nachyla się w upale, sięga między grządki,
mamrocze, zrzędzi, gleba wciąż wypycha na wierzch,
pod rękę, niepotrzebne skrawki i kawałki,
które lśnią w słońcu słabo (jak oczy tej małej).
Zaciska ciasno dłonie, chwyta jakiś korzeń,
który wrósł nieporządnie między linie dyni,
pełznąc jak cienka linka od krzaku jałowca
przez klomb kwiatów niebieskich (jak oczy tej małej),
i czuje mdlący odór. Jakiś ptak tam leży,
co spadł, chyba przedwcześnie, nad dziobem dwa szkiełka
ciemne i zmatowiałe (jak oczy tej małej).
Pójdzie potem do ziemi, ona przyjmie chętnie.
Mimowolnie, na samo wspomnienie, spogląda
w kąt ogrodu, gdzie kopczyk kamieni ukrywa
(oczy tej małej) więcej. Potem mocno szarpie
bladoostre łodyżki i wyrywa chwasty
- też chciały zdusić życie. Gumy rękawiczek
nic nie przetnie, a wtedy pewnie złapie wszystko,
co krzykiem może zburzyć harmonię ogrodu.
Rozgniata gniewnie w palcach jakiegoś owada.
Zostaje tylko smuga, czerwona, okruchy
chityny słabo błyszczą (jak oczy tej małej).
Lekko naciśniesz - trzaśnie, odejdzie, nie wróci,
a kołysanka, skalny okruch, rośnie w ciszy.
Gasi melodię w głowie (jak oczy tej małej),
wstaje, prostuje plecy, a potem dokłada
- do stosu kamieni jeszcze jeden kamień.
środa, 26 października 2011
Ja pokażę ci coś, co różni się tak samo od twego cienia
Dekalog z króliczej nory
unikaj krecich ścieżek sennych zapowiedzi
nocy stłuczonych odbić w szybach pustych domów
zamszu unikaj wściekłych marzeń i czerwieni
wilczej sierści i tego co zaciera tropy
w rybich głowach unikaj gniewnych spojrzeń kiedy
szepczesz do siebie w rękaw potłuczonych stopni
przebiśniegów i małych dorosłych unikaj
unikaj śpiewu wrzącej wody w tanich gwizdkach
świateł w lodówkach grzybów i grających kartek
kołder unikaj kwiatów dźwięków które słychać
przez papierowe ściany bierz mnie szybko wal mnie
i rżnij mocno unikaj piany co ubita
z solą dosypią zapach chleby już nie takie
świeże jak dawniej i wszelkich unikań unikaj
poniedziałek, 24 października 2011
Nobody's diary
If I wait for just a second more,
I know I'll forget what I came here for,
My head was so full of things to say,
But as I open my lips all my words slip away
I know I'll forget what I came here for,
My head was so full of things to say,
But as I open my lips all my words slip away
Alicja w zimie
Ten pies się nie domyka, cały biały, w śniegu,
trzykropki małych plamek na nim, jak zwietrzała ospa,
odpadną, gdy ukradniesz wilgoć, poszarzeją,
skurczą się i pies zniknie. Cisza jest bezbronna,
gdy ten krzyk, rozpostarty na moich ramionach,
tak faluje (przebiegam po zatartych śladach
wstecz głowy, gdzie tak łatwo w głosy się zaplątać).
Kto pan jest? W jakim celu? Tu się łatwo wpada,
trudniej wyjść tak do końca, do samego siebie.
Oni widzą i słyszą, wszystko, bez różnicy,
przez telefon i radio, nawet kaloryfer.
W satynowych kagańcach przyjdą po mnie wilki.
Pisk opon przed blokiem,
wycie, będzie jazda.
Nobody's Diary
środa, 19 października 2011
Ptaki, zwierzaki pod drzwiami stały, jak do nich strzelano, to umierały
kroniki marsjańskie
in vino veritas i dlatego płynie z każdego nacięcia
żelazisty strumień – nuci Alicja – bo tak uciekają
nędzne psy i poeci wraz z ostatnim skurtzem
dla nich jest czarne mleko w obtłuczonych miskach
i słomki przewiązane cienkim złotym włosiem
trafiają prosto w usta rozbryzgując myśli
na ścianie za pospiesznie przewróconym krzesłem
życie to tylko pralnia niepotrzebnych złudzeń
kiedy mówię do ostrza wcale nie chce słuchać
o tym i mnóstwie innych poważniejszych rzeczy
cień wchodzi między kafelki jak zszarzała
fuga sypie popiół na łyse głowy kobiet
za drutami wpychając do oczu obrazek
znaleziony w sieci – dym z komina nad brzozą
nie mogę uciec z głowy więc staję się lotna
niby gaz co rozpiera ściany balonika
przez szybkę wizjera widzę twarze obcych
– zasnęli z nadzieją bo gdzieś jest nadzieja
nieodebrana z pralni zapomniana paczka
z wypisanym numerem matka pod poduszką
trzyma wciąż zdjęcie dziecka w wełnianej czapeczce
Subskrybuj:
Posty (Atom)







