WERDYKT JURY 20 KONKURSU LITERACKIEGO
O LAUR CZYLI ZŁOTY SYFON STOWARZYSZENIA ŻYWYCH POETÓW
/BRZEG
Jury 20 Konkursu literackiego o laur czyli Złoty Syfon Stowarzyszenia Żywych Poetów, Brzeg 2010 w składzie: Dariusz Adamowski, Paweł Podlipniak i Radosław Wiśniewski po zapoznaniu się ze wszystkim nadesłanymi zestawami oraz po długich zdalnych i wirtualnych obradach ogłasza, że w roku 2011 nagrody otrzymują następujące wiersze, godła i osoby:
I nagrodę przyznano za zestaw wierszy opatrzony godłem "nieczysta kartka" pod którym okazała się ukrywać Anna Kalina Modrakis z Rumi
II nagrodę przyznano za zestaw wierszy opatrzony godłem "abecede" pod którym okazała się ukrywać Teresa Radziewicz z Juchnowca Górnego
III nagrodę przyznano za zestaw wierszy opatrzony godłem "tabliczka gorzkiej czekolady" pod którym okazała się ukrywać Natalia Zalesińska z Katowic
Nagrody będą miały wymiar finansowy, rzeczowy, moralny i duchowy.
Przyznano też równorzędne wyróżnienia zestawom opatrzonym godłami:
"Przypadkowy Błysk" czyli Rafałowi Baronowi
"Kot mówi" czyli Arturowi Wodarskiemu
"Dybuk" czyli Mirosławowi Mrozkowi
"tancbuda" czyli Piotrowi Zawadzkiemu
"Zapasy" czyli Ewelinie Kuśce
"Bop vocals" czyli Idzie Sieciechowicz
Wyróżnienia będą miały postać podobną do nagród acz w skromniejszym wymiarze
Brzeg 2.05.2011
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
wtorek, 3 maja 2011
piątek, 29 kwietnia 2011
Tylko słońce wydawało się dalej dobre
Huśtawki VII
Skoro ugrzęźli w dzieciństwie, za pół
wieku odnajdą się w domu sieroctwa oblizując
łyżeczkę, słodką jak pył na obliczu pełni.
Piotr Gajda Alea iacta est
tracimy trop jak charty, gdy goni nas wiosna
wydmuchujemy w kosmos resztki dymu
z przepełnionych uli, pod spodem jest
smutna prawda o zgubionych chłopcach
i głos, który czule szepcze – Piotrusiu
chcesz jeszcze polizać łyżeczkę?
na łyżeczkę się nie da, bo plecy są murem,
który nas wciąż odcina od straconych krain,
kolejnych bitew przegrywanych z odbiciami
w lustrach, gdy ranne ostrze prosi, żeby zdrapać
twarze, odnaleźć w sobie resztki zdrowej
tkanki – Wendy zjesz troszeczkę?
to, w czym ugrzęźliśmy skarbie, śmierdzi
na kilometr i już nieważne, gdzie tkwi Hak
lub haczyk. sznur dopasujesz łatwo, a ostatnie
słowo ma wiatr – zatrze ślady naszych pojazdów
w księżycowym pyle. obrócimy się szybko w dół,
ku ziemi. przetrąceni ojcowie przetrąconych dzieci.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Tako rzecze komnen
Wywiad ze mną na "Salonie Literackim"
http://www.salonliteracki.pl/portal/publicystyka/9-wywiady/164-poezja-to-czesc-kultury-rozmowa-z-pawlem-podlipniakiem
http://www.salonliteracki.pl/portal/publicystyka/9-wywiady/164-poezja-to-czesc-kultury-rozmowa-z-pawlem-podlipniakiem
piątek, 22 kwietnia 2011
I ktokolwiek mi powie, że byłeś, nie uwierzę
Słodkie żale
to nie jest baśń okrutna
nie jest i zapowiedź
tego co się rozleje cieniem
między jest i będzie
rytuał odnawiany
w klepanych formułkach
echem płaskim się niesie
wyżej wznieście cieśle
strop i niech zagra pod belką powietrze
aktor stajnię opuścił
w trzy miesiące dojrzał
w trzydzieści i trzy lata
zgorzkniał, octem nasiąkł
wie jak zamienić wodę
i krew w cienkie wino
omne trinum perfectum
i wciąż niesie ciężar
tego co nie jest jego
lecz dostał na drogę
krzyżyk od nas i słowa
więc niech idzie z bogiem
werble grają na finał tego przedstawienia
(kaszel, szept i szuranie świetnie je udają)
nie ma w tym zaskoczenia, ani krztyny magii
żadnych białych gołębic nie będzie z rękawa
krzyż jest zasłonięty
aktor już się wspina
nadchodzi czas na kommos
rozdarta kurtyna
tych z pierwszych-lepszych ławek nie uciszy nawet
krew co poleci na nich z podmuchem powietrza
słodki pył ze strzępkami anielskiego pierza
strofer już intonuje krzepko gorzkie żale
exodos da gawiedzi do odejścia sygnał
hurma rusza do domów (i ślepy by trafił)
a nam do tańca zagrają serafy
o szarych smutnych twarzach i żelaznych skrzydłach
wtorek, 19 kwietnia 2011
Tylko jeden pod lasem rozbrzmiewał dźwięk
Przebiśnieg
spadła zima, nieśpieszna, nieśmiertelna, gładka.
nie było pod nią widać dokąd cieknie szosa.
prowadziłaś mnie prawie biegiem od przystanku
do przystanku. ostatni pekaes odjechał.
las gromadził się wokół, śnieg nasiąkał ciemnym.
wędrowaliśmy z trudem w koleinach, śladach
tych, którzy już zdążyli do świąt i do świateł.
okna lśniły jak głodne ślepia, gdy podchodził
nas szron. synku nie moknij, nie moknij - prosiłaś
- zesztywniejesz na mrozie i włożą cię w zimny
zielnik. wełna rękawic była taka szorstka.
tarłaś moje policzki mocno, aż łzawiły
oczy. widziałem tylko kłębki zmiętej waty,
za nimi zbłękitniałe cienie saren, wyżej
czaił się strach, zeszklone, martwe drobinki, szadź,
a lasy podawały nas sobie z ust do ust.
nie połknęły, wypluły, tak jakby ktoś wziął je
na smycz i zdusił krzykiem. ostatnia zasadzka
była za kępą głogów. wystrzeliło spod nóg
szarym bryzgiem kuropatw, zatrzasnęło w ciszy.
doszliśmy w ciepłe miejsca. to, co udawało
wtedy śmierć i tak przyszło po ciebie. z tamtej
zimy zostały tylko szorstkie rękawice,
kwiatek w zielniku, jakiś głód, podtekst i podśnieg.
teraz uczę się czytać z ruchu warg i śniegu.
czwartek, 14 kwietnia 2011
Gdzie jest Było?
małe nadzieje, ręce szarpiące guziki
wszystkie dalsze podróże oznaczają teraz
wywoływanie zgasłych iskier i świetlików
lub zmywanie talerzy po zmarłych krewniakach,
lizanie ran zbyt krótkim językiem nim wchłonie
mnie odcień porcelany wtopionej w omszały
piaskowiec. podtekst prawie seksualny (pociąg
wtoczy się w tunel, koła poturkocą, mosty
wygną się rzekom – zabawnie, na przekór),
który nadaje jeździe kierunek do ciebie.
wszystkie dalsze podróże oznaczają tylko
gorycz utraty złudzeń, że jest jakaś wiosna,
co pomieści adresy (tam kiedyś trafiały
małe nadzieje, ręce szarpiące guziki
twoich bluzek i haftki staników) wpisane
w ciasne wnętrza notesów, wilgotne od śmiechu
(takiego z przygryzioną wargą, kiedy głowę
odrzucałaś do tyłu, by mnie nie poparzyć
oddechem). został okład z plasterka cytryny.
wtorek, 12 kwietnia 2011
Who's got the match?
Fahrenheit radośnie
Las był punktem zapłonu. Migotały słońca.
Niżej wschodziła ziemia pełna szorstkiej trawy.
Kładliśmy się w milczeniu, wstawaliśmy z krzykiem.
Wiódł nas zapach i smak, ciała rozgrzewała
energia nieznana współczesnym badaczom.
W skupieniu ćwiczyliśmy martwe słowo zgorzeć,
wyrwane przemocą z kontekstu słownikom
- bez początku, końca. A w głowach utkwiła
modlitwa o śmierć lżejszą nawet od dotyku.
Zrastała się z nami mocno - jak struna z melodią.
Prosiłaś o oddech, chwytałaś za słowa,
jedno nie przestawaj otwierało nowe
miejsca, stare blizny. Sięgaliśmy głębiej,
poszukując pestki, a pod pestką drzewa,
na którym zawiśnie gniazdo wypełnione
brzękiem os. Jedyny bagaż z tej podróży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




