Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 16 kwietnia 2025

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę - czyli coś na Wielkanoc (1)

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę

 

I

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę.

Tłum zgęstniał napowietrznie, straże dzielą ścieżki,

spychając ciała gapiów przesiąknięte potem

(patrz: zaraz tutaj przyjdzie, potem będą nieśli

 

stipes, bo dla skazańca jest trochę przyciężki),

przekupnie przekrzykują gwar „tu słodkie figi,

winogrona, daktyle, siekane orzeszki”

obok znowu dzieciarnia raźno kręci frygi,

 

podpłomyki się pieką, palenisko dymi,

kot przemyka w cień chłodny posuwistym krokiem,

skwar, handlarz drobiu pluje pestką z dyni

w koguta, który w klatce dopadł właśnie kwokę

 

(„jajek z tego nie będzie, nie na harce pora”),

w słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora.

 

II

W słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora,

karpie, wyborne sumy i świeżutkie brzany,

szarpie ostro postronkiem wychudzona koza

– „weź to bydlę, bo zaraz przewróci stragany”

 

krzyczy handlarz, za chwilę lecą z trzaskiem dzbany

i kosze pełne ozdób, tkanin zwiewnych bele,

rzemyki od sandałów i perskie dywany

– towar za tysiąc szekli na ziemi się ściele,

 

już złapali za kije, krew się w żyłach grzeje

krzyk w gardłach rośnie dźwiękiem lekko przykurzonym,

padły pierwsze przekleństwa, rzucono kamienie,

gdy miedzianym jękiem wszystko przytłoczyły trąby.

 

Tłum na kordon napiera, trzeszczą w ścisku żebra

skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera.

 

III

Skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera

(czy jest chociaż przystojny, powiedz, czy go widzisz

– ciekawska z tyłu tłumu głośno się wydziera),

wszyscy chcą bliżej, tłoczniej, nikt już się nie wstydzi,

 

pchają, jęczą i suną, jakby wzięci w tryby

zapachu krwi, amoku, niewzruszony wcale

odbija ludzką falę straży kordon sztywny,

konwój w ostatnią drogę przesuwa się dalej.

 

Już ci o słabszych łokciach gdzieś z tyłu zostali,

złodzieje umykają, niosąc pełne mieszki

w zupełnym rozgardiaszu sprawnie urzezane,

pobity handlarz zbiera z ziemi garnków resztki

 

(zgięty za brzuch się trzyma, zanosząc się szlochem).

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę.

czwartek, 20 lutego 2025

murem za tym, murem za murem, murem za murmurando

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ostatni seans filmowy

 

granica nie leży w kinie, sunie poprzez złogi

pozornie szarych komórek nastroszonych wściekle

przez linie podziałów, impulsy nerwowe do granic możliwości,

płaszczyzny pełne pustych deklaracji

murem za tym, murem za murem, murem za murmurando.

 

strach jest najstraszniejszą z broni ostatecznych.

gdziekolwiek wystrzeli zabije najprędzej

resztki współczucia, ludzki odruch wyciągnięcia dłoni

do drugiego, trzeciego, a potem oplecie nasz mały świat

jak wirtualny, rdzawy drut kolczasty z setkami ostrzy

wykutych z uprzedzeń, więc nikt nigdzie już nie ucieknie.

 

w lesie pozostanie nikły ślad z telewizyjnej składnicy wydarzeń

- samotny, porzucony dziecięcy bucik z naderwanym rzepem.     

 

 2023

środa, 31 lipca 2024

Od słowa o słowach - Tumoral blues

 

 

 

 

Tumoral blues

czyli przepraszam panie Auden

 

muszą być o czymś jeśli mają zdechnąć

jak pies pod stołem z przejedzenia piano

bez wycia syren ze słuchawką w pysku

wlepiając tępo ufne ślepia w skrawki

powietrznych maszyn do robienia wersów

 

tak chętnie sięgam po całkiem zatrute

krzyczące wyłącz najpierw wyłącz siebie

gdy pora trochę oszaleć bez planu

powrotu z góry kiedy przaśne niebo

zaciera napis cieknący z dysz zwrotki

 

muszą wyrosnąć jak skrzywione tkanki

z ułomnym kodem czy soczyste kości

zgniatane w zębach przez zwykłe legawce

one się zlękną smyczy w pańskim ręku

cienia doliny przez którą idziemy 

 

 

z tomiku: Karmageddon (Salon Literacki, Warszawa 2012)