Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 30 lipca 2024

Czasem tak się tylko przypomina, że się w zasadzie nie pasuje (Kolumbiada [Jasna macierz])

 

 

 

 

Kolumbiada [Jasna macierz]

 

 

 

Tam, za morzami, nie będzie zapewne wcale tak straszne

To że się nie jest już nikim

W.H.Auden Morze i zwierciadło

 

 

Stąd trzeba uciekać, bo rześkie powietrze przegryza

nawet stal i kamień. Trucizna jest wszędzie,

gdzie stopę postawiła nasza jasna macierz

z ryjem pociętym w paski przez niegrzecznych chłopców.

 

Trzeba. Jednak boję się wyjechać w jakieś lepsze miejsce.

Wciąż mam przeczucie, że za późno, gdyż noszę w żyłach

zarazek, jad, który zabiorę aż na koniec świata,

gdzie jasna macierz wije gniazda dla swych chromych dzieci.

 

Może jest sposób, żeby mnie odkazić, zabić nie całkiem,

a potem poskładać w nowy kształt i nadać kierunek,

zanim utknę na brzegu, zanim jasna macierz uśpi fale.

Po drodze zgubię resztki bieli i czerwieni. 

 

z: Madafakafares (GSW BWA Olkusz 2014)

środa, 22 maja 2024

Po XII konkursie im. R.Wojaczka - wiersz 3: Leon Kowalsky

 


 

 

 

 

 

 

 

 

Leon Kowalsky

 

Wake up! Time to die!

Leon Kowalsky, Blade Runner (1982)

 

wasz bóg już się nie deklinuje,

on się nie odmienia nawet przez wszelkie przypadki

– gdziekolwiek jest ogień, powietrze i wojna,

zastyga nieludzko, bezradnie na grzbiecie

śliskiej  góry (i nie jest to tabor).

 

przewróciliście go na plecy, jak martwą dziewicę,

więc teraz bezradnie przebiera nóżkami,

wpatrzony w ciemniejące powłoki niebieskie,

a każda przypomina złachany aksamit,

gdzieś w ramionach mgławicy oriona. 

 

ten żółw nieodmienny, bez matki sławienej,

jest głuchy na wasze skargi, a daremny wołacz

tylko zakłóca koniec łóżkowej modlitwy

daremnym, cienkim wzwodem wykrzyknika

i nawet jeśli „o” pęcznieje, to nie jest to manna.

 

czy ktoś go uratuje, postawi na nogi, by mógł

popełznąć dalej w krainę bezsensu?

pozwólcie dzieciom strzelić w głowę żółwia

– niech nie przychodzi nic już do nikogo,

nawet w największą z przenajświętszych niedziel.

 

czwartek, 16 maja 2024

Po XII konkursie im. R.Wojaczka - wiersz 2: Bakhmut see-saw

 

 


 

 

 

 

 

 

 

Bakhmut see-saw

 

i jeśli tylko jutro porządnie się zlepi,

przez szumy szepty ciągi rozlane jak kefir, 

nowy porządek świata, po nim zbędna gnoza

pełznąca nieskutecznie przez błoto i ostrzał 

pod bystrym okiem dronów do czarnego morza,

ku rdzawym kupom złomu, na przekór taktyce,

miastom podziurawionym w huczny wielki tydzień,

w których zostali ludzie, zbyt martwi by umrzeć,

z nadzieją pochowaną w kartonowej trumnie.

 

i jeśli takie życie jest tylko złudzeniem,

miśnieńską porcelaną sypaną pod czołgi,

albo bolesnym żartem, przy którym drgnie serce

w pospiesznej przeprowadzce w rejony spokojne,

to wtedy zwykłe słowa: cokolwiek, na zawsze

nie niosą już żadnego z najwierniejszych znaczeń.