Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 25 marca 2016

Ci, którzy powracają - wiersze na Wielkanoc cz.7









Ci, którzy powracają


Tej wiosny ziemia znów wyrzuci z siebie
gładkie wydmuszki czaszek - ślady uczty
na cześć minionych bogów i zwiędłych lat.
Oni wracają - idzie szybkim szeptem,
tłumek gęstnieje, głośno puchnie strachem,
że znów odbiorą luźne spadki, chwile,
gdy ciemność brała w objęcia, a potem
rzeki jak zimne kołyski nuciły
hej święty, święty, święty. Z każdą falą.

Tej wiosny ziemia znów wyrzuci z siebie
kosmate stada trzmieli. Pojawią się
bazie i pierwsze żółte sny o miodzie.
A gdy sięgnie ust, słodko zatoniemy.

Pan. Tuum est Regnum - wiersze na Wielkanoc cz. 6






Pan. Tuum est Regnum


Dżej-Si się niecierpliwi, więc biegniemy za nim 
odciskać stopy w wodzie i twarze na chustach.
Udajemy twardzieli, lecz tuż pod powierzchnią,
noc toczy, jak kołatek, zostawiając próchno.

Odciskać stopy w wodzie i twarze na chustach
może tylko szaleniec, który żyje chwilą.
Noc toczy, jak kołatek, zostawiając próchno
– ten ułomny negatyw przekornej zieleni.

Morze tylko szaleniec, który żyje chwilą,
nazwie siedliskiem ryby i szybko przesączy 
ten ułomny negatyw przekornej zieleni
pomiędzy stwardniałymi od hebla palcami.

Nazwie siedliskiem ryby i szybko przesączy,
a potem nagi pójdzie w dym pustyni, czując 
pomiędzy stwardniałymi od hebla palcami
piasek gorący bardziej niż pszenny podpłomyk.

A potem nagi pójdzie w dym pustyni, czując,
że życie nie dorasta nigdy nawet do pięt.
Piasek gorący bardziej niż podpłomyk
słodszy się wtedy wyda od łyżeczki miodu. 

Że życie nie dorasta nigdy nawet do pięt,
łaskocze w nozdrza, zmusza wariatów do tańca, 
słodsze się wtedy wyda od łyżeczki miodu  
– narzeka stary Józef przed kolejną paschą.  

Łaskocze w nozdrza, zmusza wariatów do tańca, 
udajemy twardzieli, lecz tuż pod powierzchnią
narzeka stary Józef przed kolejną paschą.  
Dżej-Si się niecierpliwi, więc biegniemy za nim.

Piéta [trzymanie syna wg George Szirtesa] - wiersze na Wielkanoc cz. 5







Piéta [trzymanie syna wg George Szirtesa]

Pomiędzy nimi nie ma już niczego. Małpa
Niańczy nieżywe dziecko, jakby żyło jeszcze,
Czule kołysze drętwy, futrzany kształt w łapach
George Szirtes Martwe dzieci (według Canettiego)


Matka zasypia cicho i nie czuje wcale,
że syn jej przecieka pomiędzy palcami
gdzieś tam na dół, do nieba. Ciało, które trzyma
w objęciach, nie ma sensu i tylko przeszkadza
narratorom tworzącym nowe przykazania.

Jej zostało najpierwsze: dbać o swoje młode,
mocno tulić do piersi, wykarmić, a kiedy
odejdzie z gorliwymi, czekać na wiadomość
z miasteczka wszystkich świętych. Teraz mocniej ściska
w ramionach resztki syna, odpędzając muchy.
   
Podświadomie rozumie surowy obyczaj:  
oddać bogu co boskie i nie wchodzić w drogę
fanom czy fanatykom, którzy wielbią popiół,
zwłaszcza sypany z makiem na głowy niewinnych
– można je potem zrzynać nad brzegami ulic.

Matka budzi się nagle, chyba przeczuwając
ile w tym przedstawieniu zmieni trzeci ranek,
jak bardzo jednostronne powstaje równanie,
jeśli na miejsce syna podstawi dwie linie
skrzyżowane poprzecznie, a wtedy jest pewna,
  
że nie ma już niczego i nie ma pomiędzy.

Przedkurek - wiersze na Wielkanoc cz.4






Przedkurek
 

jezus przykłada do rany zjaraną zapałkę,
bo przecież bólu nie ma ani zmartwychwstania,
jest tylko jedno miejsce pod przegniłym słońcem
zasłonięte przezornie kawałkiem piaskowca.

najlepszy kawałek podróży jest jeszcze przed świtem,
zanim posną pochlebcy i czwartkowi zdrajcy,
zbawiciel może wtedy słuchać, jak szepcze w ciemnościach
pustynny diabeł zwabiony zapachem rozkładu.

szeleści w słowach smutek i szemrzą pytania,
za co przyszło umierać, czy łatwo nadstawić
drugi bok pod palce słusznych niedowiarków,
gdy twarz pozostała na lnianych gałganach.

w tle czai się bezsens, niejasne przeczucie,
że tylko przelał w puste z opróżnionych wiader,
jak na wiejskim weselu, gdzie pijani goście 
na cześć fundatora chętnie wzniosą toast

­– po której stronie by nie siadł, będzie pochwalony

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę - wiersze na Wielkanoc cz. 3






A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę

I
A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę.
Tłum zgęstniał napowietrznie, straże dzielą ścieżki,
spychając ciała gapiów przesiąknięte potem
(patrz: zaraz tutaj przyjdzie, potem będą nieśli

stipes, bo dla skazańca jest trochę przyciężki),
przekupnie przekrzykują gwar „tu słodkie figi,
winogrona, daktyle, siekane orzeszki”
obok znowu dzieciarnia raźno kręci frygi,

podpłomyki się pieką, palenisko dymi,
kot przemyka w cień chłodny posuwistym krokiem,
skwar, handlarz drobiu pluje pestką z dyni
w koguta, który w klatce dopadł właśnie kwokę

(„jajek z tego nie będzie, nie na harce pora”),
w słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora.

II
W słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora,
karpie, wyborne sumy i świeżutkie brzany,
szarpie ostro postronkiem wychudzona koza
– „weź to bydlę, bo zaraz przewróci stragany”

krzyczy handlarz, za chwilę lecą z trzaskiem dzbany
i kosze pełne ozdób, tkanin zwiewnych bele,
rzemyki od sandałów i perskie dywany
– towar za tysiąc szekli na ziemi się ściele,

już złapali za kije, krew się w żyłach grzeje
krzyk w gardłach rośnie dźwiękiem lekko przykurzonym,
padły pierwsze przekleństwa, rzucono kamienie,
gdy miedzianym jękiem wszystko przytłoczyły trąby.

Tłum na kordon napiera, trzeszczą w ścisku żebra
skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera.

III
Skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera
(czy jest chociaż przystojny, powiedz, czy go widzisz
– ciekawska z tyłu tłumu głośno się wydziera),
wszyscy chcą bliżej, tłoczniej, nikt już się nie wstydzi,

pchają, jęczą i suną, jakby wzięci w tryby
zapachu krwi, amoku, niewzruszony wcale
odbija ludzką falę straży kordon sztywny,
konwój w ostatnią drogę przesuwa się dalej.

Już ci o słabszych łokciach gdzieś z tyłu zostali,
złodzieje umykają, niosąc pełne mieszki
w zupełnym rozgardiaszu sprawnie urzezane,
pobity handlarz zbiera z ziemi garnków resztki

(zgięty za brzuch się trzyma, zanosząc się szlochem).
A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę.

Paintballs. Najlepsze są powroty - wiersze na Wielkanoc cz. 2






Paintballs. Najlepsze są powroty


Martwy, martwy, martwy. I te zastępy za nim.
Milczy, milczy, milczy. Przygląda się ciszy. Trzy
dni oczekiwania. Potem odbezpieczy broń.

Tak. Najpierw strzał w głowę. Potem w serce.
Pociągnięcie z lewej do prawej. Ślad dymu jak
stygmat. Już na wieki wieków. Na długi weekend.

Chybił, chybił, chybił. Źle wybrany cel i czas.
Tłum woli pisanki, drożdżobaby lub strucle.
Mazurek, mazureczek. Kozioł ofiarny beczy.
 
Wróci, wróci, wróci.
Jesteśmy przecież jego bronią ostateczną.

Słodkie żale - wiersze na Wielkanoc cz. 1






Słodkie żale


to nie jest baśń okrutna
nie jest i zapowiedź
tego co się rozleje cieniem
między jest i będzie
rytuał odnawiany
w klepanych formułkach
echem płaskim się niesie
wyżej wznieście cieśle
strop i niech zagra pod belką powietrze

aktor stajnię opuścił
w trzy miesiące dojrzał
w trzydzieści i trzy lata
zgorzkniał, octem nasiąkł
wie jak zamienić wodę
i krew w cienkie wino
omne trinum perfectum
i wciąż niesie ciężar
tego co nie jest jego
lecz dostał na drogę
krzyżyk od nas i słowa
więc niech idzie z bogiem

werble grają na finał tego przedstawienia
(kaszel, szept i szuranie świetnie je udają)
nie ma w tym zaskoczenia, ani krztyny magii
żadnych białych gołębic nie będzie z rękawa
krzyż jest zasłonięty
aktor już się wspina
nadchodzi czas na kommos
rozdarta kurtyna

tych z pierwszych-lepszych ławek nie uciszy nawet
krew co poleci na nich z podmuchem powietrza
słodki pył ze strzępkami anielskiego pierza
strofer już intonuje krzepko gorzkie żale

exodos da gawiedzi do odejścia sygnał
hurma rusza do domów (i ślepy by trafił)
a nam do tańca zagrają serafy
o szarych smutnych twarzach i żelaznych skrzydłach