w najnowszym numerze Miesięcznika Prowincjonalnego
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
wtorek, 15 grudnia 2015
piątek, 4 grudnia 2015
Prawiem jak wieszcz, prawiem jak prorok
Taki sprzed dwóch lat , hm, ponad dwóch lat. Z maluteńką aktualizacją.
Chamlet. Wiersz Nikodema D.
w tym kraju żyć nietrudno, grać na
mandolinie,
być prezydentem, zbijać bąki w
parlamencie,
bo po co łamać głowę – niczym
powiatowy
chamlet nad zawiłością zasad
ortografii.
to wcale nie wymaga krztyny
charakteru.
wystarczy łapać życie za pysk, a
oksfordzkie
bubki brać pod obcasy i dla
paparazzich
zrobić głupawą minę biegając za
piłką
albo wynaleźć brata – przaśnego
bliźniaka
– poległego na chwałę zgniłej
republiki
o niepewnym numerze. potem już do
woli
można używać haseł i pojęć jak
cepy.
frak leży na mnie zgrabnie. to
tylko kaganiec,
pod którym sprytnie skryłem
buraczane ciało.
w ustach mi szybko więdnie bóghonorojczyzna
– tuż za rogiem wawelu lub innych
powązek,
gdzie mnie kiedyś położą na
ojczyzny łono
samogonnego mefista w
leninowskiej kurtce
poniedziałek, 30 listopada 2015
Born to run
Pojarzynowo, jeden z nowszych.
Born to
run
Where we really wanna go
And we'll walk in the sun
But till then tramps like us
Baby we were born to run
Bruce Springsteen Born to
Run
w ażurach liści galopuje światło
sącząc żółcienie, wojsko po wsiach stoi,
to już ta pora, kiedy dzień się kurczy
tuż przed ucieczką na drugi brzeg roku,
gdzie możesz ze mną kochać się najbardziej
na całym świecie na śmierć telewizji,
odkąd pod kurzem zdechł wściekły odbiornik,
a w nim gromady wędrujących ludzi,
wyborcze gęby i złe wiadomości.
przez te koronki tętni szybkie światło
o barwie miodu, po wsiach stoi wojsko
i dni się łatwo, zbyt pospiesznie sypią,
kiedy mnie bierzesz w swój wykwintny nawias
żywcem wycięty z ciepłej kamasutry
poza zasięgiem wystrzelonych rakiet,
a ja się staram, by nie padło słowo,
które odbierze pokój i niepokój,
wprost nazywając nam słoneczną porę.
i prawie słychać to siarczane drżenie,
opada ażur, stoi wojsko po wsiach,
więc zastygamy w pozach do odlotu,
a to rozstają się z nami wspomnienia
z ciepłych poranków, gorących wieczorów,
co aż się proszą, by dobrze zrymować
i zgrabnie sparzyć żeńskie razem z męskim,
zanim zaniknie nam tak nieintymnie
światło w twych włosach pod moim dotykiem.
----------------------
czwartek, 26 listopada 2015
And the night comes on
Kolejny zaległy, pokonkursowy.
Żeglując
do Celebrity Splash
Of what
is past, or passing, or to come
William
Butler Yeats Sailing to Byzantium
I
ten kraj jest do niczego (czytaj: dla nikogo), młodzi
żeglują w inne miejsca, starzy pozostają
w swoich kątach, czekając aż ręce załamie
nad nimi jakiś zbawca, gdzieś tam, w wielkim świecie,
mijają pory roku, a bogurodzica
brzmi lepiej po remiksach lokalnych didżejów.
II
raz uwolnione zło powraca w kolejnych odbiciach,
przewidywalne do bólu, więc ściszając fonię
w cyfrowym odbiorniku przewidzisz dokładnie
treść kolejnych bajeczek, baśni i podsłuchów,
obiecanek-cacanek, a głupim wciąż radość,
że można bezkarnie zanurzać się w błocie
jak śmiertelnie ranne zwierzęta z pętlą drutu na szyjach,
a stopy wciąż drgają o cale nad ziemią, łopoczą
w rytm mazurka, choć nikt nie pamięta
więcej niż ze dwie zwrotki z echem póki póki.
III
o gaude mater, zwana potoczyście kurwą,
odmieniana przez wszelkie możliwe przypadki,
na sto głosów i więcej,
o wielki przecinku, boski przerywniku
myśli, mowy, uczynków, nasza wielka wino,
wyrzucie pszennoburaczanych sumień,
ty jesteś nigdzie, ty jesteś prawdziwą ubulandią
– ojczyzną słusznie znarowionych koni
i jeźdźców bez głowy, którym jakiś błazen
przyszył na plecach skrzydła, dla smutnego żartu,
a potem wypuścił do szarży na wiatraki.
boże młyny mielą w tobie najmniejsze dobro
na niestrawną papkę
pod okiem obojętnych na wszystko lekarzy.
IV
osmolona kolebka
ciągle się kołysze,
wiatr plecie smalone duby w postarzałe uszy
i słychać w tle dźwięk skrzypiec
(skrzypi na nich chochoł w koronie cierniowej,
co miał chronić róże przed zbytnim wychłodzeniem),
lecz jest do niczego i dla nikogo całkiem
słomiana piosenka w zapustnej krainie,
a po niej rym się wsącza skradziony przykładnie:
co nie przeminęło, nie mija, nie minie.
----------------------------------
----------------------------------
środa, 18 listopada 2015
Co nas nie zabije, to nas ułaskawi
Tym razem bez obrazka, bo nie znajduję dobrego komentarza do ostatnich ułaskawień.
Jeden z nowszych, sprzed kilku miesięcy.
Jeden z nowszych, sprzed kilku miesięcy.
Gaude mater
nie pytaj mnie za co jestem gotów umrzeć
spytaj raczej za co jestem gotów żyć
bo przecież są dwie ciemności
a każda ważniejsza i głośniejsza od siebie samej
mieszkanie w ciemnym ogniu ma swoje zalety
bo mogę stanąć obok i nie bywać z wami
na samotnym swoim w przycichłym pokoju
w granicach upadłego miasta gdzieś hen na mazowszu
od kiedy odciąłem kablówkę wymieniłem okna
rozróżniam coraz więcej odmian tego mroku
który spowija matczyznę tak jak dym pasiekę
tuż przed rabunkiem uli nim odejdą pszczoły
nie pytaj mnie bo odpowiedź może cię obrazić
wtorek, 10 listopada 2015
A dzieci jak zwierzęta krzyczą nieśmiertelnie
Znów pokonkursowo jeden z nowszych
Allahu Akbar
A dzieci jak zwierzęta krzyczą nieśmiertelnie,
zdzierają boskie gardła, te jedwabne krtanie
by już za chwilę wiedzieć to na pewno,
to jedno, że zakopią i dzieci ich dzieci.
Anna Piwkowska Zakopią nas, zakopią, proch rozsypią
jak wysadzić niemowlę zanim się zakrzyczy
tak na śmierć nieprzytomnie dla cudzej rozrywki
niby bomba pułapka na świat przywabiona
przez nierozsądek matki i nagłe zderzenia
wprost na spotkanie z bogiem o tysiącu twarzy
który nas zakopuje na skraju pustyni
usypanej z milionów literowych ziaren
samych niedobrych nowin wprost z czary goryczy
nawet jeśli od smaku cierpną suche usta
nie mogąc nawet szepnąć zabierz ojcze zabierz
bo przecież nikt nie słucha kiedy płacz się zmienia
w zagłuszany wybuchem lub wystrzałem skowyt
jedno jest nieśmiertelne strach w dziecięcym oku
bezrozumny w obliczu próby generalnej
mass mordu lub innego rodzaju endlösung
więc nic z nas nie zostanie po tym ramadanie
najwyżej garść odpadków zmiecionych pod dywan
czwartek, 29 października 2015
Someday I hope to find you
Dla odmiany znów jeden z nowszych
Dziecinada
--------------------------------------
-------------
Simon Dupree & The Big Sound
Kites
I will fly a yellow paper sun in your sky
When the wind is high, when the wind is high
I will float a silken silver moon near your window
If your night is dark, if your night is dark
In letters of gold on a snow white kite
I will write "I love you"
And send it soaring high above you
For all to read
I will scatter rice paper stars in your heaven
If there are no stars, if there are no stars
All of these and seven wonders more will I find
When the wind is high, when the wind is high
In letters of gold on a snow white kite
I will write "I love you"
And send it soaring high above you
For all to read
Dziecinada
kiepsko się sypia, śni się niewyraźnie,
nie wiedzieć czemu tęskni nierozsądnie,
choć to dziecinne (przecież wczoraj właśnie
tak powiedziałaś), więc znów jestem chłopcem
i w ręku ściskam przybrudzony sznurek,
(na jego końcu szarpie się latawiec,
jak rozwścieczony zimnym wiatrem kundel)
a niebo sunie poza własną krawędź
nie zabierając żadnych pasażerów,
bo jest donikąd i purenonsensownie
pobłękitniałe od brzegu do brzegu,
dwa razy dziennie bawi się w dwa ognie
z jedynym słońcem, taka zaś wyłączność
jest zbyt jaskrawa i wpada w przesadę
całkiem dziecinną, mocno niewygodną.
niedobrze śni się, sypia niedokładnie.--------------------------------------
-------------
Simon Dupree & The Big Sound
Kites
I will fly a yellow paper sun in your sky
When the wind is high, when the wind is high
I will float a silken silver moon near your window
If your night is dark, if your night is dark
In letters of gold on a snow white kite
I will write "I love you"
And send it soaring high above you
For all to read
I will scatter rice paper stars in your heaven
If there are no stars, if there are no stars
All of these and seven wonders more will I find
When the wind is high, when the wind is high
In letters of gold on a snow white kite
I will write "I love you"
And send it soaring high above you
For all to read
Subskrybuj:
Posty (Atom)



