Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 10 listopada 2015

A dzieci jak zwierzęta krzyczą nieśmiertelnie

Znów pokonkursowo jeden z nowszych







Allahu Akbar


A dzieci jak zwierzęta krzyczą nieśmiertelnie,
zdzierają boskie gardła, te jedwabne krtanie
by już za chwilę wiedzieć to na pewno,
to jedno, że zakopią i dzieci ich dzieci.
Anna Piwkowska Zakopią nas, zakopią, proch rozsypią


jak wysadzić niemowlę zanim się zakrzyczy
tak na śmierć nieprzytomnie dla cudzej rozrywki
niby bomba pułapka na świat przywabiona
przez nierozsądek matki i nagłe zderzenia
wprost na spotkanie z bogiem o tysiącu twarzy
który nas zakopuje na skraju pustyni
usypanej z milionów literowych ziaren
samych niedobrych nowin wprost z czary goryczy
nawet jeśli od smaku cierpną suche usta
nie mogąc nawet szepnąć zabierz ojcze  zabierz
bo przecież nikt nie słucha kiedy płacz się zmienia
w zagłuszany wybuchem lub wystrzałem skowyt

jedno jest nieśmiertelne strach w dziecięcym oku
bezrozumny w obliczu próby generalnej
mass mordu lub innego rodzaju endlösung
więc nic z nas nie zostanie po tym ramadanie
najwyżej garść odpadków zmiecionych pod dywan

czwartek, 29 października 2015

Someday I hope to find you

Dla odmiany znów jeden z nowszych



Dziecinada


kiepsko się sypia, śni się niewyraźnie,
nie wiedzieć czemu tęskni nierozsądnie,
choć to dziecinne (przecież wczoraj właśnie
tak powiedziałaś), więc znów jestem chłopcem  

i w ręku ściskam przybrudzony sznurek,
(na jego końcu szarpie się latawiec,
jak rozwścieczony zimnym wiatrem kundel)
a niebo sunie poza własną krawędź

nie zabierając żadnych pasażerów,
bo jest donikąd i purenonsensownie
pobłękitniałe od brzegu do brzegu,
dwa razy dziennie bawi się w dwa ognie

z jedynym słońcem, taka zaś wyłączność
jest zbyt jaskrawa i wpada w przesadę
całkiem dziecinną, mocno niewygodną.       
niedobrze śni się, sypia niedokładnie.

--------------------------------------




-------------

Simon Dupree & The Big Sound
Kites

I will fly a yellow paper sun in your sky
When the wind is high, when the wind is high
I will float a silken silver moon near your window
If your night is dark, if your night is dark

In letters of gold on a snow white kite 
I will write "I love you"
And send it soaring high above you 
For all to read

I will scatter rice paper stars in your heaven
If there are no stars, if there are no stars
All of these and seven wonders more will I find
When the wind is high, when the wind is high

In letters of gold on a snow white kite 
I will write "I love you"
And send it soaring high above you 
For all to read

poniedziałek, 26 października 2015

Kraina ostów - wiersz dla skacowanych powyborczo



 Jeden z nowszych (dla odmiany).


















Kraina ostów [Requiem dla Pana Cogito]


Cogito dawno umarł, może nigdy nie żył,
bo w tej ziemi osobnik o mądrym obliczu
nieodmiennie wygląda jak niesmaczny dowcip
lub pawie pióro wpięte w berecik z antenką.

Nigdy nie żył, dlatego lokalni Chińczycy
w swoich klitkach z betonu trzymają się mocno
wszystkiego co najbardziej, najzwyczajniej spsiałe,
wybierając nad wolność krany z ciepłą wodą.

Cogito by nie przeżył ani pół minuty,
w swojskiej krainie ostów: ene due rabe,
gdzie kwestię smaku grzebie łaciński przecinek
wpychany między słowa jak skarpeta w sandał.

Nawet kredowe koło na startym chodniku
to szubieniczna pętla, w której by zawisnął
grając w te same klasy i bezradnie płacząc  
nad śmiercią filozofa przy zgaszonej lampie,
więc nigdy go nie było – z naciskiem na ergo.  

piątek, 23 października 2015

A wedding dress or something white



kolejny, kolejny, kolejny





Pieśń o rymach najprostszych [a a a]

przez T. Nowaka


we śnie otwiera mi się sad
a za nim jesień cała
którą bym łyżką chętnie jadł
prosto z  twojego ciała

a twoje ciało jest jak śnieg
topnieje pośród nocy
ściekając z mroku poprzez biel
prosto w głąb mojej głowy

a tam otwiera mi się sad
i ty otwierasz cała
pełna jesiennie ciepłych barw
prosto ze skórki jabłka

a nie zasłania mi cię nic
nic mi się nie ukrywa
gdy się w ciemności snują sny
proste jak naga trzcina 

otwiera mi się gorzki lęk
że mi stopniejesz cała
zanim cię twardą łyżką zjem
prostą z mojego ciała

i wszystko strasznie proste jest
ciało i rym co kończy pieśń

wtorek, 20 października 2015

A hand-me-down dress from who knows where to all tomorrow's parties



Kolejny zagubiony w czasie wiersz






Pierwsze czytanie z Pawła [zaimię 3]


skóra niech będzie twoim alfabetem
pod moją dłonią zmieści się opowieść
że tu byliśmy do każdego końca
mocno i jasno bez żadnej przenośni
choć ze mnie ślepiec na krawędzi światła

jak opowiedzieć taką małą podróż
po twoim brzuchu w górę aż do sutków
lub w dół do delty kiedy ciemność parzy
się z marzeniami wciąż nie chcąc rozmnożyć
ust ani palców bym mógł czytać więcej

a może droga w miejsce tuż za uchem
dla ust spierzchniętych będzie tą ostatnią
wędrówką z iskrą z damasceńskim żarem
przed szczytowaniem zanim język zbudzi
głoski pierwotne ślady alfabetu  

nim spłyną słowa naszej opowieści