Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 17 stycznia 2014

Moving through an unknown past, dancing at the funeral party

I jeszcze pokonkursowy remanent z 2013. 





Uskok


czasem wszystko, co piszę,
jest jakby zdjęciem migawkowym,
[…] wybitym z życia
Robert Lowell Epilog



miasto jest zbyt twarde, by w nim dobrze upaść
z ostatniego piętra, a lepiej w jęczmieniu,
między ostre kłosy i nadziać się mocno,
patrząc jak wypływam, ominąwszy światło,
które mnie ostruga – do samiutkich kości.  

kamień jest zbyt lekki, by się dobrze zaszyć
w kieszeniach prochowca, po drodze do rzeki,
a gdy woda skłamie, będzie inne słowo,
wyłowione prędko spośród obiecanek
mamrotanych sprawnie przez speców od ducha.  

sosna jest zbyt wonna, by się na niej wieszać,
niby stare łachy, za pasek czy żebro,
w ciasnej klamrze z drutu, zgęstniałym powietrzu,
naprawiając błędy lekkomyślnych ojców
i matek spragnionych klekotu grzechotek.
   
życie jest zbyt sypkie, by je dobrze ubić
jak tłuczkiem w moździerzu, a lepiej na klęczkach
albo samoklęskach walić w pierś kułakiem,
za grzechy-prześmiechy, bo i tak rozwieje

mnie wiatr lada jaki szepcząc cyt, popiołku.  

-------------------------

i na deser suplement muzyczny - Onesidesero "Instead laugh"


suicide, something's missing
I'm bound, in flesh, it cut once
all his life, he was waiting
control, faith left envy
but all her life, she was searching
so real, followed her own
suicide, never showed me
all that was true, for me
I'm not like you...

but open your eyes
I drank from your mind
its tastes so divine
oh...all that we knew, it seems so untrue
I faced your life, come give me a try

soon you'll know, when it's over
so real, followed her own
suicide, its me you swallow
all that was true for me
I'm not like you
but open your eyes
I drank from your mind
it taste to divine
oh...all that we knew, it seems so untrue
I phased your life, come give me a try

all her life, she was searching
so real, followed her own
suicide
something's missing




wtorek, 7 stycznia 2014

Wiersz tytułowy. Pod znakiem piątki.

Nowy rok rozpoczął się pod znakiem piątek. Najpierw mój blog przeskoczył liczbę 25 tysięcy odsłon, a 5 stycznia minęło 5 lat od odejścia Mamy. W 2014 startujemy więc z wierszem, który dał nazwę blogowi i tomikowi.



Aubade triste


Byłaś dziś rano mała, więc cię pokołyszę
w myślach, w mowie, w uczynkach i bez zaniedbania
za dni pachnące ciastem, przyszyte guziki,
za plastry przyklejane na zbitych kolanach.

Byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę 
na dni, które nadejdą. Zamiast pożegnania.
Tyle mam w sobie krzyku, lecz nie mogę krzyczeć.

Byłaś dziś rano krucha, więc się rozsypałem,
na drobniutkie kawałki nie do poskładania.
Bez ciebie nie zapłaczę. Nie próbuję. Wcale.     
Smutek rozstań jest suchy. Ja zostałem. Mamo.

---------------------------



środa, 25 grudnia 2013

Nie ma strachu i magii, nic się nie rozwiewa





Atra [złamana]


Larkinowi


Nie chcę mieszkać w dniach. Jestem kiepskim lokatorem,
rozwieszającym pranie na sparciałych sznurkach
i gotującym zawsze te same potrawy.
Monotonia, to imię, które mi nadano
na chrzcie świętym – podobno wujek protestował,
ale go zakrzyczała zebrana rodzina,
a teraz pokutuję za własną powolność
i zbliżam się do śmierci, bo ona ma w sobie
elegancję konieczną, by zapomnieć wszystko
czego i tak nie będzie. Umie stawiać kropki.

Większość rzeczy się zdarza całkiem niedorzecznie
albo całkiem na opak. Ta jedna napełnia
świat światłem konsekwencji i choć każdy weźmie
swoją porcję samotnie, a potem na stronie
z  talerzyka łyżeczką gorliwie zeskrobie,
co mu oszczędne Parki nałożyły stypnie,
lecz pozostanie absmak, a może modlitwa,
do któregoś ze zbawców w lokalnym narzeczu
lub pociecha niesiona przez hożych kapłanów
tuż po odejściu  kliki w jaśniejących kitlach.

Potem będzie tak samo, jakbym dalej hasał
beztrosko i bezczelnie, nie zważając wcale
na kompletny brak siebie. Świat się nie zatrzyma.
Ktoś opróżni mieszkanie, szafy i szuflady,
wyprowadzi mnie całkiem, zapłaci zaległe
należności i długi. Może przyjmie resztki
z sądowym dobrodziejstwem lichoinwentarza.
W końcu nastanie cisza, tak konieczna przecież,
by pozwolić krewniakom na łyk zapomnienia.
Czasem tylko listonosz pod drzwi się zabłąka.    

----------------


środa, 18 grudnia 2013

And that has made all the difference

Kolejny remanencik pokonkursowy





Elegia dla porażonych


Surely some revelation is at hand




Niebo nie ma przyszłości, bo się samo nie ma,
i startuje z przeczenia – tak, jak nieobecność.
Na końcu „o” maleje, otwarte zdziwieniem,
że można liczyć mrzonki, pewne niby profit,
procent od urodzaju ducha nad jeziorem,
kiedy przywódca stada mądrze dzieli ryby.

Nie ma przyszłości przyszłość, bo się sama nie wie
i choć w środku idzie ku nowym Betlejem,
to nie jest objawieniem, bo to, co przypełza
razem z nią pod próg „dzisiaj”, ma smak odgrzewanych
kotletów z trzeciorzędnej jadłodajni w mieście,
o którego upadku krzyczą głodne mapy.

Nie ma drugiego przyjścia, skoro nie ma świadków
pierwszej wizyty gościa w naszej okolicy.
Na damasceńskiej drodze wiatr rozwiewa chmury
i widać błyski światła, lecz tylko nieliczni
odbiorą komunikat szeleszczący w mroku,
a potem się nawrócą na piaszczystą mantrę:
o saraj, sarin, szaweł, napełniając płuca.

W górze kołować będzie ogłuszony sokół.

--------------------------------


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Today I am dirty.Tomorrow, I know I'm just dirt

Dzisiaj "cudzes", ale trafny. Wyjątkowo trafny.

Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt

Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

Some children died the other day
We fed machines and then we prayed
Puked up and down in morbid faith
You should have seen the ratings that day

Some children died the other day
We fed machines and then we prayed
Puked up and down in morbid faith
You should have seen the ratings that day

We are the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We are the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are


----------------------------------------------------

piątek, 6 grudnia 2013

Our hopes and expectations, black holes and revelations

Znów pokonkursowo




Lucifuge


jej oko niebieskie
i trafi cię kulą z ołowiu i trafi cię celnie
Paul Celan Fuga śmierci
 


Owoc twego żywota wydłubuje oczy
szpakom schwytanym w siatkę rozpostartą w sadzie,
pomiędzy pniami drzewek, a potem ogląda  
taniec pełen podziwu dla śmierci bez szmeru
zaciekawionych kamer, komentarzy z offu
pustych jak oczy lalek na straganie w odpust
na chwałę świętych pańskich: Damiana i Kosmy.

Taka mała dyskrecja zanurzona w cieniu   
ociężałych jabłonek, moreli, czereśni,
co nie przyciąga sobą uwagi i rośnie
z całopaleniem mrówek, gdy słońce w soczewce
powiększa hekatombę przynajmniej stukrotnie,
zostawiając na cegłach popielate smugi,
podobne do kosmyków smutnej Sulamitki.

Jest droga pod prysznice zanurzona w chłodzie
cichych wiśniowych sadów, kiedy nikt nie patrzy
lub nie chce słuchać krzyków oślepionych ptaków,
a tuż przy drogowskazie z napisem gehenna
tkwi strażnik-niedorostek, któremu na czapce
świeci się emotikon i krzyż z ludzkich kości,
niżej zaś błyskawice na patkach kołnierza.
 
----------------------------------------------------
A little bird lit down on Henry Lee 
Lie there, lie there, little Henry Lee
Till the flesh drops from your bones