Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Strange to know nothing, never to be sure of what is true or right or real





Circiter


Here in my car
I feel safest of all
I can lock all my doors
It's the only way to live
In cars
Gary Numan Cars


wbijaj słuchawki w uszy i niech się nie słyszy
każda marna opowieść lub kiepsko skłamana,
jak choćby o miłości, najlepiej śmiertelnej,
od której czujesz słodki odór zawieszenia.

każdy ma swego mistrza z niemieckim akcentem,
a jeżeli brak mistrza, to i tak usłyszy,
że gipsowe anioły tuż przed egzekucją  
zszywają oczy świątkom w przydrożnych kapliczkach,

a ci, z lipowej skóry, modlą się zażarcie
za tych co w samochodach surfują beztrosko
po asfaltowych falach wraz z garym numanem
- więc wbij słuchawki w uszy i przytul powietrze

nawet jeśli cię nie ma po właściwej stronie

piątek, 18 stycznia 2013

Where can we live but days?





Ad hoc


Nic, które nigdzie jest - i jest bez końca
Philip Larkin Wysokie okna



nic, tak jak i coś, może się nie zdarzyć,
gdyż niesie w sobie cząstkę nieistnienia,
strzęp cudownego, który nie wymaga
słowa by stać się – nawet boskim cieniem

nie, tak jak i tak, wybiera milczenie,
bo echo zwraca nader gorzki owoc,
gdy z wielu gardeł płynie pieśń pochwalna
dla tanich bożków grających z talerzy

i tylko nigdzie ciągle szuka miejsca,
by być naprawdę, choćby przez minutę
lub jeden oddech, rwany aż do bólu,
kiedy kończymy nasze maratony 

w blasku płynącym z okien tak wysokich,
że zamiast słońca widać tylko punkcik
o krok od raju. wyżej stygnie niebo
– niżej zaległy kiedyś nasze ciała

wbrew woli stwórcy, związane na słowo

środa, 16 stycznia 2013

Podlipniak na nowy rok





Wywiad-strumyczek (bo nie rzeka) ze mną z ostatniego numeru sZAFy. Przysnąłem , ale lepiej późno niż wcale.


LINK: WYWIAD 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Czarna i czerni wierna ta gwiazda włochata






Przedkurek
  

jezus przykłada do rany zjaraną zapałkę,
bo przecież bólu nie ma, ani zmartwychwstania,
jest tylko jedno miejsce pod przegniłym słońcem
zasłonięte przezornie kawałkiem piaskowca.

najlepszy kawałek podróży jest jeszcze przed świtem,
zanim posną pochlebcy i czwartkowi zdrajcy,
zbawiciel może wtedy słuchać, jak szepcze w ciemnościach
pustynny diabeł zwabiony zapachem rozkładu.

szeleści w słowach smutek i szemrzą pytania,
za co przyszło umierać, czy łatwo nadstawić
drugi bok pod palce słusznych niedowiarków,
gdy twarz pozostała na lnianych gałganach.

w tle czai się bezsens, niejasne przeczucie,
że tylko przelał w puste z opróżnionych wiader,
jak na wiejskim weselu, gdzie pijani goście 
na cześć fundatora chętnie wzniosą toast

- po której stronie by nie siadł, będzie pochwalony




piątek, 28 grudnia 2012

There's nothing ever wrong but nothing's ever right





Opowieść wigilijna [z opuszczonym rymem]



przy moim stole same wolne miejsca,
puste nakrycia, które nie czekają
na postny pieróg czy na łyżkę barszczu,
a między nimi snuje się kolęda,
nader szczęśliwa – tak jak łuska karpia
wsunięta niegdyś w przegródkę portfela

ta noc jest głucha i od dawnych inna,
wprost spod ogona sfałszowanej gwiazdy.
uparcie milczy, choć powinna znaczyć
więcej niż prezent czy dobra nowina,
zdjęcia schowane na półkach pawlaczy
lub zapomniana od dawna choinka.

nic się nie rodzi i nic nie truchleje,
kevin wprost z domu jedzie do betlejem.
  

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Merry Christmas Everyone (not really)




Nie-święta kolęda

bardzo stara piosenka 



pomyśl życzenie, potem zamknij oczy
gwiazda z ogonem przez niebo się toczy
magowie spiesznie jadą na wielbłądach
zazdrosny diabeł w paczki im zagląda

 zimny wiatr świerkom grzywki z igieł czesze
 zmarznięte szyszki lśnią perliście szadzią
 z dobrą nowiną wieść się echem niesie
 - „nie wszystkie do Betlejem drogi was prowadzą”

 kolęda wieczorna
 nie-święta kolęda
 jest w niej jeden osioł
 i jedna panienka
 jest ciepłe uczucie i senne milczenie
 teraz zamknij oczy i pomyśl życzenie

 wszystko dla wszystkich, dla innych nic z tego
 jeden dzień jest w roku, gdy tyle dobrego
 świąteczne życzenia, świąteczne prezenty
 odświętne uśmiechy – tak dla niepamięci

 ryba po grecku między pierogami
 siano pod obrusem, a w głowach jasełka
 Jezusek zmyka gdzieś przed Herodami
 kiedy kolejna bombka z cichym jękiem pęka

 kolęda wieczorna
 nie-święta kolęda
 jest w niej jeszcze osioł
 jest jeszcze panienka
 osioł przemówi w ciszy świętej nocy
 pomyśl życzenie, potem zamknij oczy

 choinka łysa, igły tkwią w dywanie
 opłatki w strzępkach, prezenty rozdane
 ognie zakrzepły, moc smętnie struchlała
 znów banałami okryła się chwała

wszystkie życzenia wzniosły się do nieba
jak gwiezdne resztki lśnią szkiełka po bombkach
wśród nocnej ciszy gość podpity śpiewa  
od żłobów poszli wszyscy, osioł sam pozostał

 kolęda wieczorna
 nie-święta kolęda
przestał mówić osioł
usnęła panienka
piekielny chichot rozbrzmiewa w refrenie:
„zamknij głupcze oczy i pomyśl życzenie”

czwartek, 20 grudnia 2012

Ege szegedre ciokolo masajo osto kudo chojo todo buroki!





Wiersz Nikodema D. [chamlet]




w tym kraju żyć nietrudno, grać na mandolinie,
zostać premierem, zbijać bąki w parlamencie,
bo po co łamać głowę – niczym powiatowy
chamlet nad zawiłością zasad ortografii.

to wcale nie wymaga krztyny charakteru.
wystarczy łapać życie za pysk, a oksfordzkie
bubki brać pod obcasy i dla paparazzich
zrobić głupawą minę biegając za piłką

albo wynaleźć brata – przaśnego bliźniaka
­– poległego na chwałę zgniłej republiki
o niepewnym numerze. potem już do woli
można używać haseł i pojęć jak cepy.

frak leży na mnie zgrabnie. to tylko kaganiec,
pod którym sprytnie skryłem buraczane ciało.
w ustach mi szybko więdnie bóghonorojczyzna
– tuż za rogiem wawelu lub innych powązek,

gdzie mnie kiedyś położą na ojczyzny łono  
samogonnego mefista w leninowskiej kurtce