Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
środa, 16 stycznia 2013
Podlipniak na nowy rok
Wywiad-strumyczek (bo nie rzeka) ze mną z ostatniego numeru sZAFy. Przysnąłem , ale lepiej późno niż wcale.
LINK: WYWIAD
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Czarna i czerni wierna ta gwiazda włochata
Przedkurek
jezus przykłada do rany zjaraną
zapałkę,
bo przecież bólu nie ma, ani
zmartwychwstania,
jest tylko jedno miejsce pod
przegniłym słońcem
zasłonięte przezornie kawałkiem
piaskowca.
najlepszy kawałek podróży jest
jeszcze przed świtem,
zanim posną pochlebcy i czwartkowi
zdrajcy,
zbawiciel może wtedy słuchać, jak
szepcze w ciemnościach
pustynny diabeł zwabiony zapachem
rozkładu.
szeleści w słowach smutek i
szemrzą pytania,
za co przyszło umierać, czy łatwo
nadstawić
drugi bok pod palce słusznych
niedowiarków,
gdy twarz pozostała na lnianych
gałganach.
w tle czai się bezsens, niejasne
przeczucie,
że tylko przelał w puste z
opróżnionych wiader,
jak na wiejskim weselu, gdzie
pijani goście
na cześć fundatora chętnie wzniosą
toast
- po której stronie by nie siadł,
będzie pochwalony
piątek, 28 grudnia 2012
There's nothing ever wrong but nothing's ever right
Opowieść wigilijna [z opuszczonym rymem]
przy moim stole same wolne miejsca,
puste nakrycia, które nie czekają
na postny pieróg czy na łyżkę barszczu,
a między nimi snuje się kolęda,
nader szczęśliwa – tak jak łuska karpia
wsunięta niegdyś w przegródkę portfela
ta noc jest głucha i od dawnych inna,
wprost spod ogona sfałszowanej gwiazdy.
uparcie milczy, choć powinna znaczyć
więcej niż prezent czy dobra nowina,
zdjęcia schowane na półkach pawlaczy
lub zapomniana od dawna choinka.
nic się nie rodzi i nic nie truchleje,
kevin wprost z domu jedzie do betlejem.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Merry Christmas Everyone (not really)
Nie-święta kolęda
bardzo stara piosenka
pomyśl życzenie, potem zamknij oczy
gwiazda z ogonem przez niebo się toczy
magowie spiesznie jadą na wielbłądach
zazdrosny diabeł w paczki im zagląda
zimny wiatr świerkom grzywki
z igieł czesze
zmarznięte szyszki
lśnią perliście szadzią
z dobrą nowiną wieść
się echem niesie
- „nie wszystkie do
Betlejem drogi was prowadzą”
kolęda wieczorna
nie-święta kolęda
jest w niej jeden
osioł
i jedna panienka
jest ciepłe uczucie i
senne milczenie
teraz zamknij oczy i
pomyśl życzenie
wszystko dla
wszystkich, dla innych nic z tego
jeden dzień jest w
roku, gdy tyle dobrego
świąteczne życzenia,
świąteczne prezenty
odświętne uśmiechy –
tak dla niepamięci
ryba po grecku między
pierogami
siano pod obrusem, a
w głowach jasełka
Jezusek zmyka gdzieś
przed Herodami
kiedy kolejna bombka
z cichym jękiem pęka
kolęda wieczorna
nie-święta kolęda
jest w niej jeszcze
osioł
jest jeszcze panienka
osioł przemówi w
ciszy świętej nocy
pomyśl życzenie,
potem zamknij oczy
choinka łysa, igły
tkwią w dywanie
opłatki w strzępkach,
prezenty rozdane
ognie zakrzepły, moc
smętnie struchlała
znów banałami okryła się
chwała
wszystkie życzenia wzniosły się do nieba
jak gwiezdne resztki lśnią szkiełka po bombkach
wśród nocnej ciszy gość podpity śpiewa
od żłobów poszli wszyscy, osioł sam pozostał
kolęda wieczorna
nie-święta kolęda
przestał mówić osioł
usnęła panienka
piekielny chichot rozbrzmiewa w refrenie:
„zamknij głupcze oczy i pomyśl życzenie”
czwartek, 20 grudnia 2012
Ege szegedre ciokolo masajo osto kudo chojo todo buroki!
Wiersz Nikodema D. [chamlet]
w tym kraju żyć nietrudno, grać na
mandolinie,
zostać premierem, zbijać bąki w
parlamencie,
bo po co łamać głowę – niczym
powiatowy
chamlet nad zawiłością zasad
ortografii.
to wcale nie wymaga krztyny
charakteru.
wystarczy łapać życie za pysk, a
oksfordzkie
bubki brać pod obcasy i dla
paparazzich
zrobić głupawą minę biegając za
piłką
albo wynaleźć brata – przaśnego bliźniaka
– poległego na chwałę zgniłej
republiki
o niepewnym numerze. potem już do
woli
można używać haseł i pojęć jak
cepy.
frak leży na mnie zgrabnie. to tylko
kaganiec,
pod którym sprytnie skryłem buraczane
ciało.
w ustach mi szybko więdnie bóghonorojczyzna
– tuż za rogiem wawelu lub innych powązek,
gdzie mnie kiedyś położą na
ojczyzny łono
samogonnego mefista w
leninowskiej kurtce
czwartek, 13 grudnia 2012
Instead laugh
suicide, something's missing
I'm bound, in flesh, it cut once
I'm bound, in flesh, it cut once
OneSideZero Instead Laugh
Lord Łazarz [sonet zimowy]
mówię: nie masz pojęcia, jak jestem zmęczony
– od tego można zacząć i na tym zakończyć
każdy list, mejla albo wieczorną rozmowę.
cisza też nieodporna na blackout i mrozy.
język sam się odgryza przy takiej pogodzie,
serotonina spada poniżej poziomu
absolutnego zera i nic nie łagodzi
upadku w głąb posłania, gdzie tkwi niewiadome.
idioci wciąż tokują: wstań i idź łazarzu,
jakby mogła dopomóc jakaś stymulacja,
żeby poruszyć z miejsca skamieniałe ciało
– abażur z ludzkiej skóry pozbawiony światła.
moje zmęczenie żyje swoim własnym życiem
w dniach niechętnych wszystkiemu, co wstaje o świcie.
piątek, 7 grudnia 2012
These old tom-cat feelings you don't understand
Satellite of L. [chwilki]
Satellite's
gone up to the skies
Thing
like that drive me out of my mind
I
watched it for a little while
Lou Reed Satellite of Love
mgnienia, gdy niebo zasnuwa na śliwkowo
albo okruchy starych pierników pachną jazdą
w nieznane, przygodą, która nie prowadzi nas do końca,
bo przecież końca nie ma, liczy się otwarcie,
szybki początek, palce splecione w trakcie spaceru,
molo wbite w rzekę, włosy bezładnie rozsypane
na poduszce i oddech poza kontrolą, w najwyższych
rejestrach krzyku, jakiś taniec na rynku w miasteczku
zapomnianym przez dżipiesy, kiedy satelity celowo
nas omijały, zachwycone niezwykłością połączenia
ciał, a potem ważne fragmenty rozmów
- dzięki nim możemy dziś świecić w ciszy
i rozbrzmiewać w cieniu
Subskrybuj:
Posty (Atom)
