Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 5 września 2012

Czy jest życie na Marsie?






Life on Mars


And lady stardust sang his songs
Of darkness and disgrace
David Bowie Lady Stardust



Annie Piwkowskiej


Nie zabił jej pająk przypięty do szpitalnego łóżka,
ani różnica ciśnień, kiedy zanurzała twarz w dłoniach,
nucąc czy jest życie na Marsie?. Wrzesień się otwierał
jak butelka wina jabłkowego - z lekkim szelestem
pokruszonych liści.

Przypomniało jej to letni ogród, starego mężczyznę
stojącego w oknie domu, który oplatała czule winorośl.
Gdy ćwiczyła forhendy pies gonił za każdą piłką
znikającą w trawie, a winyl lekko trzeszczał
przy frazie z refrenu  czy jest życie na Marsie?.

Wtedy też pakowała tylko jedną torbę z błękitną
sukienką i rakietą (w pełnej gotowości do startu).
Wakacje na obcej planecie, ślady jagód, które seter,
rudy jak piaski, zmywał szorstkim językiem,
były pożegnaniem przed ostatecznym zniknięciem.

Został po niej Ziggi na starym plakacie
z ledwo widocznym napisem: czy jest życie na Marsie?.

czwartek, 30 sierpnia 2012

I'd feel tragic like I was Marlon Brando







Maj [gitar hiroł]



Pop before the war
lunch before the score
Iggy Pop Blah-Blah-Blah




Mój pasażer wysiada na czwartym przystanku,
gdzie brud się przylepia do nieba jak towot.
Przechodnie uciekają, kiedy spływa na dół
hałas z głośników ustawionych w oknach kamienicy.

Jest w tym i rdza, i przester, jakby fusy z kawy
osiadły na strunach, potem salwa z bębnów.
Kamienica drży cała, drży wraz nią pasażer,
a spłoszona ziemia zrywa się do ucieczki.

Zachrypnięty głos przecina obnażoną skórę,
gdy Chinka syczy w ucho zamknij się kochanie,
weź mnie z łyżeczki, a potem zostań moim psem.
Pasażer wyciąga wtyczkę i próbuje śpiewać.

W ustach mu zostaje samotna sylaba la.       





Pielgrzymka do kraju głupoty cz. I




Czajniczek Russela

Dziś niepoetycko, ale z mediów wylewa się taka ilość głupoty, że aż  kusi opublikować coś, co odnowi nieco oblicze ziemi , tej ziemi.
Jeśli będziemy uznawać księży-teologów za naukowców i odnosić ich publiczne elukubracje do spraw praktycznych, to daleko nie zajedziemy. Niedawno jeden taki ksiądz-teolog wsparł publicznie idiotę z Ameryki głoszącego "poglund", że zgwałcona kobieta jest w stanie zablokować owulację i nie zajść w ciążę w wyniku gwałtu, teraz kolejny teolog-egzorcysta-demonolog  w "Rzeczpospolitej" twierdzi, że trzeba zwalczać reklamy napoju energetyzującego "Demon", bo to realne zapraszanie demonów.
Jeśli demonolgię i teologię będziemy uważać za rzeczywiste nauki, to cofamy się  w zabobon. Bo racjonalizm, wbrew temu co uważa ksiądz-ezgorcysta, nie polega na stawianiu na równi przyciągania ziemskiego z demonami.
Wiara i wiedza to odmienne kategorie. Lepiej ich nie mylić.


Bertrand Russel napisał w 1952 r.:

„Gdybym stwierdził,że gdzieś tam, pomiędzy Ziemią a Marsem, krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie porcelanowy czajniczek, nikt nie byłby w stanie zakwestionować prawdziwości tego twierdzenia (oczywiście, musiałbym być wystarczająco przewidujący, by dodać, że czajniczek jest zbyt mały, by dało się go dostrzec nawet za pomocą najpotężniejszych teleskopów). Gdybym jednak obwieścił, że skoro moich poglądów nie można zakwestionować, to przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedzeń jest odrzucanie ich przez innych ludzi, uznano by – skądinąd słusznie – że prawię nonsensy. Jednakże jeśliby istnienie czajniczka potwierdzały starożytne księgi, które jako uświęconą prawdę odczytywano by nam co niedziela i których treść wkładano by w dziecięce główki w każdej szkole, odmowa wiary w istnienie czajniczka uznana zostałaby za przejaw podejrzanej ekscentryczności, osobnika weń wątpiącego wysłano by zaś do psychiatry w czasach bardziej oświeconych, a oddano inkwizycji w epokach wcześniejszych”.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Jestem występnym chłopcem, chodzę wzdłuż pylonów, Mój grymas jest granicą, oczy mkną za tobą,




Kolumbiada [Jasna macierz]


Tam, za morzami, nie będzie zapewne wcale tak straszne
To że się nie jest już nikim
W.H.Auden Morze i zwierciadło



Stąd trzeba uciekać, bo rześkie powietrze przegryza
nawet stal i kamień. Trucizna jest wszędzie, 
gdzie stopę postawiła nasza jasna macierz
z ryjem pociętym w paski przez niegrzecznych chłopców.

Trzeba. Jednak boję się wyjechać w jakieś lepsze miejsce.
Wciąż mam przeczucie, że za późno, gdyż noszę w żyłach
zarazek, jad, który zabiorę aż na koniec świata,
gdzie jasna macierz wije gniazda dla swych chromych dzieci.

Może jest sposób, żeby mnie odkazić, zabić nie całkiem,
a potem poskładać w nowy kształt i nadać kierunek,
zanim utknę na brzegu, zanim jasna macierz uśpi fale.
Po drodze zgubię resztki bieli i czerwieni.

czwartek, 23 sierpnia 2012

W przerwie pomiędzy okiem a kartką






M.Street III


Anno,
nasze domy składają się przeważnie z wody.
wspierają je kości, nietrwałe jak słowa.
gdy domy się zestarzeją, odchodzimy śmiało
w ciemność jaśniejszą od nagiego światła.  

z tyłu jest miałka przeszłość pełzająca w kojcu.
spójrz – trzyma w buzi zaśliniony paluch
i szepcze possij mi, possij zanim spadnie cena
na rynku wtórnym mieszkań przy ulicy łaski.

były i inne miejsca, przy innych ulicach,
pełne nasion roślin o dziwnych imionach,
sami przestawiliśmy znaki, żeby tam nie wrócić,
bo w mroku nie ma czasu na czułe powtórki.

ktoś wtedy wypłacze oczy zerkając ukradkiem
na fotografię nasączoną odcieniem szarości,
który jak atropina poszerza widzenie,
gdy grozi nam wyblaknięcie z nadmiaru jasnego.   








 

Dobre słowo o "Karmageddonie" w radomskim dodatku GW





Link: Recenzja "Karmageddonu" w lokalnym dodatku GW

A tu fragment na zachętę :

"Karmageddon" to w moim odczuciu skazanie na "tumoral blues" (tytuł wiersza zamykającego tom). Wyrok, z którym się rodzimy: będziecie cierpieć, tęsknić aż do zaniku. Taka karma, karma przynosząca każdemu z nas prywatne katastrofy, osobisty armageddon.

"Karmageddon" to nie jest lektura niezobowiązująca. Jeśli po niego sięgniemy, musimy liczyć się z tym, że coś urośnie nam pod żebrami, zakłuje w sercu, podejdzie do gardła. I najpewniej wypłynie okiem." 

czwartek, 16 sierpnia 2012

Każda jasna gwiazda podróżuje z tego ciemnego miejsca do tamtego




Krajobraz z Turnerem


because here, Bullet,
here is where the world ends, every time
Brian Turner Here, Bullet


Tadeuszowi Nowakowi


W tej okolicy jest zbyt oczywiście.
Worki z ciałami na poboczu drogi,
wrak samochodu, który ciężkie czołgi
stłamsiły łatwo jak zwitek papieru,
a wysypane z bagażnika wiśnie
splamiły asfalt – cierpko i bez celu.

Ile to razy słodki smak herbaty
opuszczał usta i kto w nie wpakował
ładunek prochu staranniej niż słowa
żegnaj czy witaj, zanim tuż przed świtem 
lont się wypalił albo pocisk zawył
strażom nad uchem w powietrznej kursywie.          

Wieczorem wrony zerwą się do lotu,
śmigłowce zdmuchną śmieci z autostrady,
ktoś zamyślony szepnie cicho habib,
w języku, który wyrósł prosto z piachu.
Głos z minaretu niesie złudny spokój
powolnej śmierci skrytej w ziarnach maku.