Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 4 lipca 2012

Tym zaś, którzy tęsknią, niechaj czas się zwinie



Utomlonnyje sołncem IV [Adźńa]


Tym zaś, którzy tęsknią, niechaj czas się zwinie
W kłębek, orzeszek, łupinkę, najwątlejszą
Łódkę, która fantazyjnie przemyci wzruszenie,
W tylnym lusterku eleganckie chmury.
Julia Fiedorczuk Tym zaś, którzy tęsknią


upał stopił jaskółki, więc odpadły z nieba
- szarawe grudy żużlu, resztki perseidów.
kiedy je zgniataliśmy, wewnątrz błyszczał diament
rozcinający słońce nabrzmiałe od żaru.

stara melodia lśniła jak japoński nożyk
do ryb. w refrenie było coś tam o niedzieli
i rozstaniu – wytarty winyl mocno szarpał
igłą, cofając słowa, których nie chcieliśmy.  

pobrązowiała skóra kruszyła się w palcach
niby liść tytoniowy, potem czas nas zwinął
i wypalił, a resztki popiołu wtarliśmy
między oczy, by ujrzeć, że lato przesiewa

twarde jaskółcze grudy przez rozgrzane sito.


poniedziałek, 2 lipca 2012

sZAFa pełna Podlipniaka (product placement once again)





Jako podsumowanie udanego poetycko czerwca - 3 weekendy i nagrody w 4 konkursach poetyckich - 43 numer sZAFy a w nim 3 razy coś ze mną 


1. oczywiście wiersze
WIERSZE


2. recenzja "Aubade triste"
RECENZJA


3. mój mini-eseik  
ESEIK


a na okrasę felieton zamieszczony na Salonie Literackim pt. "Pułapki netpoezji"
Pół-łapki :)

czwartek, 28 czerwca 2012

Burn Baby Burn





Niebo przecina się z wroną  [w oku]


to przypomina film rydwany ognia:
jest bieg i ziemia, aż po skraj widoku,
gdzie niebo chętnie przecina się z wroną. 
topole w żółci, strach na polu w oku
ma strach, że nigdy nie będzie zielono.
nigdy odpływa i zlewa się w chwile,
a potem chwile zlewają się w teraz.
tych kilka śladów w poprzek polnej bruzdy
- to my, jak wrony, wczepieni w ten pejzaż.
a jesień? biegnie na skraj powidoku.
pod zaciśniętą powieką ma ogień,
bieżnię i metę (za nią tylko spokój,
który wraz z garścią chrustu się spopieli).
spod łachów stracha przebija się zieleń.








z lekka odkurzony sprzed kilku lat

piątek, 22 czerwca 2012

Przeczuwamy jak to będzie, gdy wszechświat się rozejdzie w szwach...





Anizotropia

gdy dziewczyna vermeera gubi w łóżku perłę,
cały świat się zaciska jak jej mleczne uda,
chyba z żalu, że taka uroczysta chwila
przytrafia się raz w życiu. potem tylko proza
i sól życia sypana na weselny obrus
- ślad po nieznanych gościach bełkoczących gorzko.

holenderskie koronki, które na niej porwał,
włoskie lody, francuska miłość, to ostatnie
ślady po wielkim świecie. resztę zgubi w drodze
na lotnisko - z tarasu coraz starsi chłopcy
machają chusteczkami, a pasy startowe
puchną od dżambo dżetów wpiętych w chętny beton.

pozostaje nadzieja, że kolejny vermeer  
rozwiesi dla niej płótno i może uwieczni
moment, kiedy bezwstydna jędrność ud
uwalnia nową perłę. będzie prawie czarna
na tle cyfrowych matryc, jak kropla szaleństwa,
która przydaje blasku nawet zgasłym świecom.     

środa, 13 czerwca 2012

Jeśli kiedyś spotkam jedno z moich wcieleń, czy nadal będę rzucał cień?




Litania do wielkości urojonej

Nie ma snów śnionych wspólnie
Stanisław Lem


Alicjo,
wieżo z kości skroniowej rozszczepionej strzałem
na drzazgi, które wpełzną pod brudne paznokcie
wyciągając najbardziej intymne zwierzenia
z oddechu zdradzonego o świcie przez głupich.

Alicjo,
panno łaskawsza zimą dla ziaren gorczycy  
szeleszczących w poduszkach ludzi bez sztywnego
kręgosłupa z głowami pustymi od trawy
wypalanej na wietrze skostniałym jak skowyt.

Alicjo,
matko pory deszczowej i śliskich kamieni,
ryb rysowanych gładko przez wiernych na maskach
samochodów płonących od rzutu butelką
pełną bliskiego wschodu albo złych skłonności.  

Módl się za nami, kiedy suchy opis
zabije czułość skrytą w zagłębieniu dłoni
i pozostanie tylko senne miejsce
po lewej stronie grzyba, które może zmniejszyć
świat do rozmiaru doskonałej próżni.
      

środa, 30 maja 2012

Jestem morzem. Wyrzucam was na brzeg.




Mon Ami [Maladie de Bell]




moją biografię napiszą kolonizatorzy
mnożąc cytaty jak kultury bakterii
po sześciu dniach granice ułożą się wygodnie
na kartkach atlasów
będzie im brakowało dotyku ręki
a mi pięknych trzęsień ziemi u twojego boku

patagonię dzieli od patogenu tuzin linijek
między nimi skrada się coś miękkiego
wybijając z rytmu kontynenty
nazwałbym to belle maladie bo każda inwersja
prowadzi mnie nieuchronnie do utraty twarzy
i może jej zabraknąć kiedy wreszcie cię spotkam

piątek, 25 maja 2012

Słowo na miłość, habib, jest pisane od prawej do lewej



Pora sucha
  

Poszłam też odwiedzić swoją głowę!
Sylvia Plath Listy do domu



jesteśmy wypaleni jak domy po powstaniu
albo innych grach ulicznych gdy niebo się zmienia
w tani kalejdoskop – wewnątrz kawałki plastiku
udają ważne rzeczy – a rano szept radia drażni stare rany:
patrz była piosenka tu mnie całowałeś
przy trzepaku a potem w tysiącu stu miejscach

od kiedy zaczęliśmy umierać na pamięć
znamy tylko adresy w których sterty listów
zmieniają barwy jesienią a jeśli zejdziemy
w cień jaki rzuca rzeka tuż przy samym brzegu
nieubłaganie zagarnia nas w siebie chłód
nocy spędzonych w rozsuniętych łóżkach