Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


piątek, 13 stycznia 2012

Tell me, are you locked in the punch




Sonet dla Andy’ego Kaufmana


If you believe  They put a man on the moon
If you believe There's nothing up this sleeve
Then nothing is cool
REM Man on The Moon


Tam nie ma nic śmiesznego, tylko naga skała.
Elvis nie dotarł nawet do granicy stanu
nieważkości, bo w Memphis prawa przyciągania
testują azjatyckie świry z cyfrówkami.

Tracimy kontakt z ziemią (i nic w tym dziwnego),
absurd nas zamknął w ringu wraz z hordami kobiet.
Już przed ostatnią puentą doskonale wiemy, 
że opór beznadziejny – walki ustawione.
 
Nie wierzę też, mój Andy, że puste rękawy
ma już niebiański magik, bo białe króliki
wypuścił na żądanie pobożnych nudziarzy.
Zbyt lubi niespodzianki, śmieszne grepsy, mity.       

Na Księżycu nic nie ma, bo księżyc jest skeczem
wymyślonym naprędce. Z dołu widać lepiej. 





czwartek, 12 stycznia 2012

Psie głosy...




Pies z gramofonem [hmv]




Kiedy miałem dziewięć lat, usłyszałem, że Bóg
nadaje imiona swoim wiernym psom.
Odtąd, z poczucia obowiązku, szczekałem,
wyłem  do księżyca i regularnie iskałem się
z grzechów. Pan mnie nagradzał manną z mlekiem.

Potem wyrosły mi kły – bez mlecznych kontekstów
– i pazury. Księżyc był tylko sygnałem mgielnym
wskazującym drogę powrotu z sekretnych wypraw
lub żarliwych rui. I coraz częściej podnosiłem nogę,
by minąć skrótem wszystkie dzienne sprawy.

Pan mnie nagrodził manną z samych rozczarowań
za wierność imieniu i wewnętrznym głosom.
Za każdy skrawek wyleniałej sierści oddałem niebu
skowyt. Nie wiem, czy ktoś wysłuchał śpiewu
i czy jakiś majster znalazł dla mnie woskowy wałek.   

wtorek, 10 stycznia 2012

Drapanie [REDRUM]



Aubade triste V [Kreski]



przemawiałaś czule do nóg – nie chciały cię nosić
przemawiałaś czule do rąk – nie chciały cię słuchać
i syczałaś gniewnie ­– synku czemu mnie zabijasz
morderco w foliowych butach który przywiązujesz
dzień w dzień do poręczy łóżka przecież nie zawisnę
na jedynym skrzydle i dlaczego wbija gwoździe
w moje żyły lodziarz o suchej twarzy gdy wszystko
drewniane i każdy krzyż ma dwa twarde końce
a ty synku niesiesz truciznę jakiej nie przełknę

nawet gdybym chciała na jutro sukienkę w kwiaty
moją iskiereczkę z popielnika niech ogrzeje
pościel zimniejszą od oczu ze szklaną posypką
kiedy wewnątrz tyka zegar co nie odmierza
czasu do spotkania tam w szafie leży ubranie
na drogę pamiętaj spalisz mnie i zdjęcia mietka
w niemieckim mundurze niech zostanie garstka pierza
niesionego lekkim dmuchnięciem na lustro trzymane
przy ustach zobaczysz jeszcze powieje zamiecie   

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Komnen pod Grunwaldem !!!

Najdziwniejsza rzecz jaka się mi przydarzyła ostatnio, to odkrycie, że znalazłem się w dziele " BIBLIOGRAFIA GRUNWALDZKA za lata 1990-2010"  pod numerami pozycji 240 i 241.
Jest tam też oczywiście kol. Henryk Sienkiewicz ;)

LINK
http://www.wbp.olsztyn.pl/publikacje/978-83-924572-8-2.pdf


 Na poniższym obrazku jestem nieco w cieniu - wraz ze szwagrem odkręcamy alufelgi od  BMW Wielkiego Mistrza.

piątek, 30 grudnia 2011

Nu pogodi...Wołodia



Ballada z Wysocka (wersja 2011)





Płyniemy przez życie jak okręty
wcale się wstecz nie oglądamy
chociaż jak fala rzuca zdrajca los
kierunek rejsu obojętny
sygnały przeczuć pomijalne
nie kusi żaden nas zaciszny port

Kompasu nie ma, steru nie ma
i żagle wiatr już dawno zerwał
kotwicę zżarła wredna suka rdza

ze śmiercią nam nie do twarzy
z miłością nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!
ze śmiercią nam nie do twarzy
z miłością nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!

Człowieka odróżnia od anioła
wcale nie durnych brak skrzydełek
ale dwadzieścia tylko duszy gram
gdy zbrudzisz duszę nieśmiertelną 
umyć ją w alkoholu można
kłopotów worek przez to jest bez dna

Spiritus flat ubi vult panowie    
szklanice wznieśmy w górę prędko
zanim stoczymy się w delirium szał

z miłością nam nie do twarzy
ze śmiercią nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!
z miłością nam nie do twarzy
ze śmiercią nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!

Bo taki jest nasz zew odwieczny
by zmywać to co zmyć się nie da
na przykład cały pierworodny grzech
Sumienie, pamięć, ból, marzenia
wszystko co nas przy ziemi trzyma
znajdziemy zawsze na kieliszka dnie

Każdy z nas widzi w wódki lustrze,
kim był, kim jest i kim nie będzie
- prawdziwą z najprawdziwszych twarz

ze sobą nam nie po drodze
ze światem nam nie pod rękę
śmierć wybawieniem pewnym, niech to szlag!
ze światem nam nie po drodze
ze sobą nam nie pod rękę
śmierć jedna wybawieniem, niech to szlag!







(poprawki do wersji z 2007 r.)

czwartek, 29 grudnia 2011

I zasypiają z mordą na piersi w strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie...



Mieszczanin z New Jersey szczuje poetę policją
[New Jersey Homeowner Calls Cops on Bob Dylan]


Oh, where have you been, my blue-eyed son?
Oh, where have you been, my darling young one?
Bob Dylan A hard rain's a gonna fall


stary bob dylan błądzi ulicami
miasteczka w new jersey, budzi niepokój
statecznych mieszkańców,
bo wraz z nim wkrada się lęk, że przyszłość
ma zwiotczałą skórę zamiast maski z botoksu.

jest jak wstydliwy artefakt minionej epoki,
grat nie do naprawienia, który głośno skrzypi,
a wtedy budzą się zmory i szurają nocą
pod progiem wiecznie młodych mieszczan
z zadupia w new jersey.

czego się boi głupiec z pośledniego stanu,
co go wybudza z drzemki w przerwach na reklamy?
może ma strach w błękitnych oczach,
kiedy widzi chmury niosące ponad miastem
deszcz ciężki jak ołów?

a  może wraz z tysiącem mamrocze modlitwy,
których nikt nie wysłucha i dlatego chętnie
wyszczuje z pipidówy starego poetę
 z jego niechciana pieśnią.



Artykuł o incydencie w New Jersey

wtorek, 27 grudnia 2011

Policzę do stu. Może gdzieś tam zastanę siebie…


No-One Art


The art of losing isn't hard to master;
so many things seem filled with the intent
to be lost that their loss is no disaster
Elizabeth Bishop One Art


ćwiczenie samotności wcale nie jest trudne.
najpierw zamykam drzwi (a potem siebie),
wyrzucam klucze zaczynając zapominać
twarze najdroższych w moim życiu osób.   
giną mi wszystkie bezsensowne święta,
rocznice osobistych klęsk i listy życzeń.

samotność to nie żadna katastrofa, strata
sensu istnienia czy stan świadomości.
jest tylko puste miejsce na grudniowej plaży
niedawno zmyte zimną, gorzką wodą,
napis wyryty na parkowej ławce,
nagle zwolnione łóżko w obskurnym szpitalu.

ćwiczy się doskonale sama, bez udziału   
osób i znanych miejsc, najszczerszych chęci.
każdy brukuje piekło według własnych potrzeb.
można zapomnieć o tym, lecz na pewno
poczuję wszystko w świąteczny poranek.
jak świeżo boli pustka – nawet gdy nią piszę.