Najdziwniejsza rzecz jaka się mi przydarzyła ostatnio, to odkrycie, że znalazłem się w dziele " BIBLIOGRAFIA GRUNWALDZKA za lata 1990-2010" pod numerami pozycji 240 i 241.
Jest tam też oczywiście kol. Henryk Sienkiewicz ;)
LINK
http://www.wbp.olsztyn.pl/publikacje/978-83-924572-8-2.pdf
Na poniższym obrazku jestem nieco w cieniu - wraz ze szwagrem odkręcamy alufelgi od BMW Wielkiego Mistrza.
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
poniedziałek, 2 stycznia 2012
piątek, 30 grudnia 2011
Nu pogodi...Wołodia
Ballada z Wysocka (wersja 2011)
Płyniemy przez życie jak okręty
wcale się wstecz nie oglądamy
chociaż jak fala rzuca zdrajca los
kierunek rejsu obojętny
sygnały przeczuć pomijalne
nie kusi żaden nas zaciszny port
Kompasu nie ma, steru nie ma
i żagle wiatr już dawno zerwał
kotwicę zżarła wredna suka rdza
ze śmiercią nam nie do twarzy
z miłością nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!
ze śmiercią nam nie do twarzy
z miłością nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!
Człowieka odróżnia od anioła
wcale nie durnych brak skrzydełek
ale dwadzieścia tylko duszy gram
gdy zbrudzisz duszę nieśmiertelną
umyć ją w alkoholu można
kłopotów worek przez to jest bez dna
Spiritus flat ubi vult panowie
szklanice wznieśmy w górę prędko
zanim stoczymy się w delirium szał
z miłością nam nie do twarzy
ze śmiercią nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!
z miłością nam nie do twarzy
ze śmiercią nam nie pod rękę
a niech to wszystko jasny trafi szlag!
Bo taki jest nasz zew odwieczny
by zmywać to co zmyć się nie da
na przykład cały pierworodny grzech
Sumienie, pamięć, ból, marzenia
wszystko co nas przy ziemi trzyma
znajdziemy zawsze na kieliszka dnie
Każdy z nas widzi w wódki lustrze,
kim był, kim jest i kim nie będzie
- prawdziwą z najprawdziwszych twarz
ze sobą nam nie po drodze
ze światem nam nie pod rękę
śmierć wybawieniem pewnym, niech to szlag!
ze światem nam nie po drodze
ze sobą nam nie pod rękę
śmierć jedna wybawieniem, niech to szlag!
(poprawki do wersji z 2007 r.)
czwartek, 29 grudnia 2011
I zasypiają z mordą na piersi w strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie...
Mieszczanin z New Jersey szczuje poetę policją
[New Jersey Homeowner Calls Cops on Bob Dylan]
Oh, where have you been, my blue-eyed son?
Oh, where have you been, my darling young one?
Bob Dylan A hard rain's a gonna fall
stary bob dylan błądzi ulicami
miasteczka w new jersey, budzi niepokój
statecznych mieszkańców,
bo wraz z nim wkrada się lęk, że przyszłość
ma zwiotczałą skórę zamiast maski z botoksu.
jest jak wstydliwy artefakt minionej epoki,
grat nie do naprawienia, który głośno skrzypi,
a wtedy budzą się zmory i szurają nocą
pod progiem wiecznie młodych mieszczan
z zadupia w new jersey.
czego się boi głupiec z pośledniego stanu,
co go wybudza z drzemki w przerwach na reklamy?
może ma strach w błękitnych oczach,
kiedy widzi chmury niosące ponad miastem
deszcz ciężki jak ołów?
a może wraz z tysiącem mamrocze modlitwy,
których nikt nie wysłucha i dlatego chętnie
wyszczuje z pipidówy starego poetę
z jego niechciana pieśnią.
Artykuł o incydencie w New Jersey
wtorek, 27 grudnia 2011
Policzę do stu. Może gdzieś tam zastanę siebie…
No-One Art
The art of losing isn't hard to master;
so many things seem filled with the intent
to be lost that their loss is no disaster
ćwiczenie samotności wcale nie jest trudne.
najpierw zamykam drzwi (a potem siebie),
wyrzucam klucze zaczynając zapominać
twarze najdroższych w moim życiu osób.
giną mi wszystkie bezsensowne święta,
rocznice osobistych klęsk i listy życzeń.
samotność to nie żadna katastrofa, strata
sensu istnienia czy stan świadomości.
jest tylko puste miejsce na grudniowej plaży
niedawno zmyte zimną, gorzką wodą,
napis wyryty na parkowej ławce,
nagle zwolnione łóżko w obskurnym szpitalu.
ćwiczy się doskonale sama, bez udziału
osób i znanych miejsc, najszczerszych chęci.
każdy brukuje piekło według własnych potrzeb.
można zapomnieć o tym, lecz na pewno
poczuję wszystko w świąteczny poranek.
jak świeżo boli pustka – nawet gdy nią piszę.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
czwartek, 22 grudnia 2011
whenever wherever
Grudzień
z moich dłoni nic nie wynika
Ingeborg Bachman Malina
nic ze mnie nie wynika, nawet koniec świata.
nie znajduję dziś żadnej rzeczy, która trzyma
przy życiu. opowiadam o tym tylko,
aby walczyć ze wstydem. inni mają gorzej.
nie mam poczucia miejsca i poczucia czasu.
jestem rozbieżny. torby z papieru wypełnione
powietrzem mieszczą cały mój oddech – zapowiedź
samotnych świąt i stołu suto zastawionego
pustymi nakryciami. sztuka tracenia
osób, kierunków, znaków nie jest wcale trudna.
a jeśli śni się zima i pędzący szereg,
to za zakrętem czeka prosty komunikat:
historie są prawdziwe jak złudzenie puenty.
czwartek, 15 grudnia 2011
The only way to fix it is to flush it all away...
Mirra, kadzidło i ałun
wśród nocnej ciszy bóg się rozchodzi niby fale sejsmiczne
jedyny raz w roku – podśpiewuje Alicja – wtedy szczerze
wracam do zimy tam pod wartkim śniegiem biegnę
wtłoczona między pasażerów podmiejskich pociągów
a na peronie koczują królowie wioząc w walizkach
mirrę kadzidło i ałun by zatamować wyciek dobrych nowin
z jezusa który utknął po niewłaściwej stronie lustra
jak świerkowa igła wdeptana w dywan utkany z wełny
może ktoś zrobi zbawcy pożegnalny tatuaż z niskim numerem
zanim gorycz wytrawi ścieżki w skalistej wyżynie
lecz teraz po torach znów płynie do mnie światło
gwiazdy z podkulonym ogonem canes venatici
Subskrybuj:
Posty (Atom)





