Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


wtorek, 19 lipca 2011

ty znasz jedynie stos pokruszonych obrazów, i słońce tam pali...




Kevin Carter po raz ostatni pakuje walizki


modlitwa przed posiłkiem, rozłożenie skrzydeł,
kilka rubasznie niezgrabnych podskoków
w takt starej piosenki tłoczonej z ipoda
i kiedy trzask migawki deformuje refren,
to słyszę su-ssusudan zamiast su-sussudio
- a na zaschniętym błocie skwar podaje obiad.
 
jestem drapieżnym ptakiem i tym, na co patrzę,  
walizki mam spakowane na wszelki przypadek.
zanim wypełznie ze mnie świadek ostatniej wieczerzy,
wyskoczę szybko z zapomnianych wojen,
nie będąc dotkniętym bardziej niż wypada
- to cudze ręce rozdają nagrody.  
 
patrzenie nie jest złe, a dar obserwacji
chwytania chwil, gdy bóg zapada
w zabójczy letarg i pozory prawdy
sączą się w nasze usta z połamanych słomek,
to samooczyszczenie związkiem węgla z tlenem,
akt desperacji, kiedy zgrzeszy oko
 
- wydłub je  

czwartek, 14 lipca 2011

Kto dziś płacze po Hemingwayu




Kto dziś płacze po Hemingwayu

włóż sobie w usta lufę i naciśnij spust
wyssij od razu to co tak w nas wchodzi
z każdym otwarciem oczu niedzielnego ranka
w mieście na które szkoda nawet małej bomby

kryzys kubański mamy już za sobą
w żyłach brązowy cukier i gorzkie kakao
zlepki gorących zapewnień że tylko
w zimnych silosach kostnieją zmarznięte rakiety

na zawsze dobrze wychodzi na zdjęciach
i wyprzedażach kiedy można poczuć
więcej niż haczyk wbity w górną wargę 
nim z resztek sensu okradną nas słowa




środa, 13 lipca 2011

Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej - Notowanie nr 37

N---1---1. Patryk Chrzan „Wyprawa na Północ” (155)
1---2---3. Wojciech Brzoska „Na granicy światów wyrastają włosy” (134)
3---3---2. Ivan Blatny „Wariacje” (129)
5---4---8. Anna Tomaszewska „Zima w M.” (122)
6---5---2. Czesław Markiewicz „mam czas” (121)
N---6---1. Elżbieta Lipińska „Nasi dobrzy Niemcy” (114)
2---7---5. Wisława Szymborska „Identyfikacja” (113)
8---8---2. Mariusz Grzebalski „Legenda” (110)
N---9---1. Joanna Dziwak „Skurcze” (106)
10-10---2. Alicja Wilczyńska „kibelek i gruszka” (99)

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Nie wiem i nie będę wiedział, to zdanie mnie zdradza



prima luce

rankiem gołębie turkocą jak koła
wózków ciągniętych przez psotne kucyki
płosząc skupionych zamiataczy ulic
w nich senne miasto ma rachunek sumień
saldo przed pierwszym podniesieniem rolet

i jest nabożnie kiedy tak turkocą
drepcąc gorliwie iskają chodniki
z wilgotnych kruszyn wczorajszego słońca
nim je poderwie zgrzyt pękniętej bramy
z której powietrze zdarło rdzawą skórę

na wieży fary przysiadły odblaski
po nich się wspina wskazówka godzinna
w starych zaułkach chłodem pachną mury
jutrznię wybija zabłąkana cisza
gołębie tropią nasze nieme ślady

wtorek, 21 czerwca 2011

nie opiszesz go, ani ty ani ja, chyba że, kochanie, za opis weźmiemy brak



herein , herein


rzeczy nas posiadły, rzeczy pospolite,
niewarte funta. i krzywo się śmieje   
angielski bibliotekarz. gasząc
ostatnie lampy przy pustych pulpitach

mówi: dziś tematem lektury niech będzie
przestrach, jaki wzbudza dawno zapowiedziane
nadejście zbawiciela tłumów
(w gazetach krótka notka o pogrzebie,

tuż obok anonsu o przyjeździe cyrku).
wraz z szefem przybędą klauni, a w cukrowych  
głowach przydźwigają probierze
win i grzechów, najszczerszych przekonań.   

każdy z nas dostanie strzemienną nagrodę
w kształcie gwoździa i łapkę na gawrony.
ze snów niewysłuchanych garncarz
ulepi pole wypełnione srebrem.

tam zostaniemy




poniedziałek, 13 czerwca 2011

a jej błogosławiony sens przecieka






d-day



Entia non sunt multiplicanda


zapomnijmy o plażach pełnych zwiędłych ptaków
przyklejonych do piasku smugami mazutu,
wzlotach lub zwiastowaniach, za którymi oko
nie nadąża i rośnie skrzywione pod  lekkim
naciskiem brzytwy. jakiej odwagi wymaga

takie spojrzenie, które nam odświeży strach
przed podróżą z kamieniem w ustach, posagiem
z jednej przygarści ziemi. wyszliśmy ze słonych
jezior, kalecząc wodę na  milion sposobów.
teraz zabliźni rany po najeździe - między

wierszami.    

środa, 8 czerwca 2011

nie byliśmy sobą w żadnej znanej tonacji



iskrzy bliżej skóry


burza za oknem jak kot elektryczny drapie
lśniącym pazurem brzuchy deszczowych waleni.
trwa wielkie, nieuchwytne wymieranie godzin,
całych gatunków rzeczy niezbędnych do zejścia

z gałęzi i nie wiemy, kto podniesie owoc
bliższy skórze, a potem wygładzi ostatnie
zmarszczki pościeli. ranek to lek pierworodny
na ostatnie wieczerze i pierwsze śniadania.

budzą się wtedy wszyscy święci od kuchennych
stołów i parzą wrzątkiem gorzkie ziarna, sprawnie
łowiąc ostatnie iskry z szorstkiej kociej sierści.
a potem będą dzielić, co jeszcze zostało:      

ciało moje i twoje, okruch rogalika.