Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 21 marca 2011

O ciemno ciemno ciemno. Wszyscy odchodzą w ciemność




Nieśmiertelnik z Minotaurem


O pułkowniku, mój pułkowniku! Nasza wędrówka nie ma końca.
Przeoczyliśmy pożegnanie, a okrutny kwiecień
zasypał drogi kurzem. Dzieci, czerwone do krwi,
nakreślą patykami imiona suchych traw.

O pułkowniku, mój pułkowniku! Stare kobiety śpią podczas nabożeństw,
gubiąc modlitwy za ogarniętych przez pożar.  
Zamieszkaliśmy w domach z dymu, kursujemy
bezradnie pomiędzy przeczuciem a dnem morskim.

O pułkowniku, mój pułkowniku! Nasi bogowie noszą poplamione szaty,
mieszają w misach napalm. W miedzianych ustach
gotują dla nas ostateczne rozwiązania. Wypluli –letnich,
wciągnęli gorących, reszta przepadnie w milczeniu.

piątek, 18 marca 2011

Nie mam ust, a muszę krzyczeć



Himsa

Chciałbym wrócić do Anny, jak się powraca do morza.
Jestem łuską, zeskrobanym śladem po śniętej rybie.
Z takiej perspektywy niebo wygląda jak tani,
foliowy całun. Nie pamiętam, czy ojca zawinęli,
czy sam im wypłynął. Może szumiał zbyt głośno?

Czekaliśmy na niego z kolacją. Za oknem zima
mieszała się z postem i widziałem wyraźnie
- na brzegu każdej Marii siedział Jezus, malusieńki jak ja.
Śmiał się, czułem, że to znak. Szyny rytmicznie szeptały
niedojedź, niedojedź. Matka biła karpia.

I nawet zapach ciasta nie mógł zamaskować
pustego miejsca przy stole, okrucieństwa kolęd,
gdy powietrze drżało od biegu pasterzy.
Dziś wtórują im głodne dzwonki zaplątane
między brzuszki bemoli. Anna rzuca łuski.   

Gaz wypełnia folię. A my idziemy.







XAVIERE

środa, 16 marca 2011

Redemption Song



rysopis

codziennie żłobisz we mnie paznokciami rysy.
pod ich dotykiem skręcam się jak korzeń
pokrzyku. po pierwszej kropli nie boli
i jest cicho, a za oknem zima błaga o śnieg.

jak łatwo zaplanować zwykły rozkład napięć
byśmy stanęli po złych stronach linii zamiast
bok w bok. teraz łączy nas nigdy nie płacony
abonament lub kolejny przypadek zagadkowej
śmierci ptaków – jak stara nokia -  mówisz.

tak czy inaczej trzeba być przygotowanym
na nieuchronną zmianę warty. wydłużam listę
słów, jakich boję się użyć. same wybierają  
osoby, liczby i rodzaje. twardnieją jak ślina
w porzuconych przez ciebie ustach i czuję,
że umarłem w roku, w którym odszedł strummer.


http://www.youtube.com/watch?v=lZBaklS79Wc

poniedziałek, 14 marca 2011

Mayday, mayday, mayday! (vol.2 & 3)






Karmel. Eau de getsemani

Ogniem nas polewali żwawi cukiernicy,
jak lukrem, wprost ze srebrnych luster reflektorów.
Noc pchała się pod śmigła - cięliśmy ją skrzętnie
na cienkie paski z metalowej folii,
które komary zrzucały przed pyski radarów.

Ślepły, choć ósmeósemki wciąż uparcie pluły
wzwyż cekinami. Strach nas utrzymywał
w ryzach, kiedy benzedryna skwierczała
jak skwarki po przedostatniej wieczerzy
(menu: sok z pomarańczy, jajka na bekonie).

Skipper śmiał się hej, chłopcy, lećmy trzepać dywan,
spłyną miedziane dachy i zapłoną bruki,
gdy wiatr ich przewróci lubieżnie na plecy,
tratując doszczętnie pusty Rynek Pociech.
I płoszyliśmy sowy, łamaliśmy mostom

żebra. Na krawędziach skrzydeł osiadał
nam szron - były nielotne, pachniały
spalenizną, potem z getsemani. Tam nisko,
w dali czekał autobus. Niebieski.
My na jego końcu. Zmęczeni i spotkani.      



Ósma i pół

Randallowi Jarellowi

Noce niepowstrzymane, noce afrykańskie
pozostawiły zapach słoni w dębowych szufladach.
Coś urodziło się, a potem w trzecim akcie zeszło
zaraz za budynkami w tamtym głośnym mieście,
na które zrzucaliście jeszcze ciepłe bomby.

Ósma powietrzna to dziś tylko karma dla mięczaków
- puste, sparciałe namioty, a pod płótnem próżnia.
Szlauchy sprawnie wypłuczą szpary w trójwymiarze,
dla tych, co powtarzają  wirtualny pacierz:
dla kogo jest królestwo, a dla kogo napalm.

Kandaharrrrrrr brzmi jak charkot postrzelonych w płuca,
Babilon  - krwawa bańka po weselnych gościach,
nagłówek, za nim wzgórze lub kapliczka,
klucz do zrozumienia czyjejś śmierci, kolejna
okazja, by umyć ręce. Rzekł Pan – Tu macie mapy.

Starliśmy je starannie - aż do nagiej czaszki. 



Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej - Notowanie 20

1---2. Ryszard Będkowski „zawsze będziesz mnie kochać” (182)
2---1. Wojciech Roszkowski „rozpoznawanie zapachów” (158)
3---3. Mariusz Grzebalski „Jan Kaczmarek idzie do piachu” (128)
4---1. Antoni Pawlak „Spójrz w słońce bez obaw” (125)
5---3. Piotr Gajda „Światłoczułość” (123)
6---1. Karol Maliszewski „Starzy mężczyźni prowadzą rowery” (117)
7---4. Marcin Świetlicki „Olifant” (115)
8---3. Roman Honet „Alicja po drugiej stronie” (115)
9---2. Bohdan Zadura „randka w ciemno” (100)
10---7. Sławomir Płatek „bez uprzedzeń” (89)

piątek, 11 marca 2011

Z głową w dziwacznych falach Atlantyku




Dziewczynka o zapachu kardamonu

Pamięć to schowek na wygodne hasło.
Wyjmujesz z niego szybko, o dowolnej porze,
informacje. To bzdura. Naprawdę dostaję
tylko resztki, zawiłe łamigłówki, mylne
podpowiedzi: kto, kiedy, gdzie, z kim. Nieużytki.

Moja dziewczynka stoi z jaśkiem w ubrudzonych
dłoniach. Czemu sny o niej pachną słodko kardamonem?
W tle widzę czarne linie, wyblakłe tabliczki
z nazwami zapomnianych ulic. Słońce, wstążki
na wietrze, wiotkie nici cukrowej waty. Błysk

migających szprych – jedzie składak. Niosę
lizaki w kształcie serca i lody (lepko kapią
z rozmiękłych wafli). Można dojść po śladach kropli
aż do miejsca, gdzie wiosna poci się obficie
wodą ostatnich śniegów i pierwszych burz. Kwiecień.

czwartek, 10 marca 2011

Subiektywna Lista Przebojów Poezji Współczesnej – notowanie nr 19

sorry za opóźnienie


1—1—3. Marcin Świetlicki „Olifant” (185)
4—2—2. Roman Honet „Alicja po drugiej stronie” (168)
2—3—2. Piotr Gajda „Światłoczułość” (164)
N—4—1. Ryszard Będkowski „zawsze będziesz mnie kochać” (160)
3—5—2. Mariusz Grzebalski „Jan Kaczmarek idzie do piachu” (153)
9—6–14. Maciej Woźniak „Leonard Cohen śpiewa o hotelu Chelsea” (109)
N—7—1. Ernest Bryll „Malowanie żony” (104)
N—8—1. Tadeusz Stirmer „Karczowisko” (93)
5—9—6. Sławomir Płatek „bez uprzedzeń” (89)
N–10—1. Bohdan Zadura „randka w ciemno” (85)