Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


niedziela, 9 kwietnia 2023

Przedkurek - drugi doroczny wiersz wielkanocny

Przedkurek 

 

jezus przykłada do rany zjaraną zapałkę,
bo przecież bólu nie ma ani zmartwychwstania,
jest tylko jedno miejsce pod przegniłym słońcem
zasłonięte przezornie kawałkiem piaskowca. 

najlepszy kawałek podróży jest jeszcze przed świtem,
zanim posną pochlebcy i czwartkowi zdrajcy,
zbawiciel może wtedy słuchać, jak szepcze w ciemnościach
pustynny diabeł zwabiony zapachem rozkładu.

szeleści w słowach smutek i szemrzą pytania,
za co przyszło umierać, czy łatwo nadstawić
drugi bok pod palce słusznych niedowiarków,
gdy twarz pozostała na lnianych gałganach.

w tle czai się bezsens, niejasne przeczucie,
że tylko przelał w puste z opróżnionych wiader,
jak na wiejskim weselu, gdzie pijani goście
na cześć fundatora chętnie wzniosą toast 


– po której stronie by nie siadł, będzie pochwalony.

 

 (z tomiku "Madafakafares" (2014)

 

czwartek, 6 kwietnia 2023

Coroczny wiersz wielkanocny, którego publikowanie bawi mnie nieodmiennie

 A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę

 

I

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę.

Tłum zgęstniał napowietrznie, straże dzielą ścieżki,

spychając ciała gapiów przesiąknięte potem

(patrz: zaraz tutaj przyjdzie, potem będą nieśli

 

stipes, bo dla skazańca jest trochę przyciężki),

przekupnie przekrzykują gwar „tu słodkie figi,

winogrona, daktyle, siekane orzeszki”

obok znowu dzieciarnia raźno kręci frygi,

 

podpłomyki się pieką, palenisko dymi,

kot przemyka w cień chłodny posuwistym krokiem,

skwar, handlarz drobiu pluje pestką z dyni

w koguta, który w klatce dopadł właśnie kwokę

 

(„jajek z tego nie będzie, nie na harce pora”),

w słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora.

 

II

W słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora,

karpie, wyborne sumy i świeżutkie brzany,

szarpie ostro postronkiem wychudzona koza

– „weź to bydlę, bo zaraz przewróci stragany”

 

krzyczy handlarz, za chwilę lecą z trzaskiem dzbany

i kosze pełne ozdób, tkanin zwiewnych bele,

rzemyki od sandałów i perskie dywany

– towar za tysiąc szekli na ziemi się ściele,

 

już złapali za kije, krew się w żyłach grzeje

krzyk w gardłach rośnie dźwiękiem lekko przykurzonym,

padły pierwsze przekleństwa, rzucono kamienie,

gdy miedzianym jękiem wszystko przytłoczyły trąby.

 

Tłum na kordon napiera, trzeszczą w ścisku żebra

skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera.

 

III

Skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera

(czy jest chociaż przystojny, powiedz, czy go widzisz

– ciekawska z tyłu tłumu głośno się wydziera),

wszyscy chcą bliżej, tłoczniej, nikt już się nie wstydzi,

 

pchają, jęczą i suną, jakby wzięci w tryby

zapachu krwi, amoku, niewzruszony wcale

odbija ludzką falę straży kordon sztywny,

konwój w ostatnią drogę przesuwa się dalej.

 

Już ci o słabszych łokciach gdzieś z tyłu zostali,

złodzieje umykają, niosąc pełne mieszki

w zupełnym rozgardiaszu sprawnie urzezane,

pobity handlarz zbiera z ziemi garnków resztki

 

(zgięty za brzuch się trzyma, zanosząc się szlochem).

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę.

 

środa, 22 lutego 2023


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czas[ownikowy]

 

zakopywałem ojca, by go nie znalazła

nadciagająca jesień. gdzieś w stygnących gniazdach

wiatr czujnie przeczesywał resztki zbędnych puchów

– pamiątki po odlotach, a złudzenie ruchu

potęgowało drżenie pomarszczonych liści,

przedwcześnie postarzałych w czasie rzeczywistym.

 

zakopywałem ojca. jeszcze się wyrywał,

jeszcze szarpał w pamięci, więc pamięć jak blizna

szpeciła resztki lata. nie chciał się zapomnieć,

zagoić w mojej głowie, a tam nieprzytomnie

w stosach zabaw, zabawek, kapslowych kolarzy

wyciekało mi życie za horyzont zdarzeń.

 

zakopywałem ojca, jak miasto pompeje,

jak naiwny lejtmotyw z przebrzmiałych piosenek,

fundament, co nie uniósł najlżejszej z budowli

– życia pełnego blasku z przedjesiennych ognisk,

oddechu, w którym nagle słyszysz pożegnanie

odchodzącego rakiem w stygnącą niepamięć.

 

piątek, 10 lutego 2023

 

 

 


 

 

 

 

 

 

3 mg [pacierz bezsenny]

 

 

wszystko to, co najlepsze, najwierniejsze we mnie,

jest od zawsze potrójne. ojciec, syn i matka

upozowani w błyskach fleszy gdzieś na fotografiach

z tamtej dalekiej ziemi, jeszcze nie jałowej,

plaży, w którą wbijałem plastikowe słomki,

z kroplami cytrynady, by chroniły wioski

wojowniczych wikingów przed gorzkawą falą

pełną przejrzystych meduz. teraz tego nie ma

- In nomine Patris et Spiritus, Sedam.

 

trzy miligramy pustki, złudnego spokoju,

by pośród nocnej ciszy nie budziły nagle

psy, które trzymam spięte na krótkim łańcuchu,

obrazkami z tamtej, zapomnianej ziemi,

jałowej do szpiku kości – jeśli wbijesz igłę,

by pobrać coś cennego, co chyłkiem umyka

w sploty szarej materii przed gorzkawą falą,

pełną zamglonych wspomnień o czymś czego nie ma         

- In nomine Patris et Spiritus, Sedam.

 

 

 

czwartek, 2 lutego 2023


 

Presja D. 

 

przez palce przeciekają – światło i godziny,

palą się żwawo palce, czas się bólem pasie,

a przypowieść psalmiczna, z wątkiem melodycznym,

skwierczy, parskając tłuszczem, w bezsensownym transie

stu słów porozwieszanych na stalowych drutach,

którymi ktoś nam zaszył spopielałe usta.

 

jest czas, bo czasu nie brak, czas nas sam kołysze,

wydając samotności, obtaczając w ciszy

niby w otartej bułce, potem zrzuca w ciemność

pełną spotniałych myśli, że jest wszystko jedno,

że przejść na tamtą stronę można bardzo łatwo

i nie ma już różnicy czy tunel, czy światło.

 

spalone światłem palce nie dotkną nikogo,

bardziej niż news wczorajszy, niż za drutem słowo.    

 

 


 

wtorek, 31 stycznia 2023

Noce listopadowe. Podsumowanie

 Końcówka listopada 2002 r. była  owocna 

- 25 listopada (piątek) - XXXVII Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Stryjewskiego (Lębork) – Grand Prix
- 26 listopada (sobota) -  IV Konkurs Poetycki im. Zbigniewa Jerzyny (Warszawa, listopad 2022) - I miejsce

a tu z Jerzyny suplemencik, ja na żywo i ze sceny






 

 

i ze Stryjewskiego

Jestem człowiekiem Schrödingera - nowe wiersze w nowym Helikopterze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TU KLIKNIJ ! : https://opt-art.net/helikopter/2-2023/pawel-podlipniak-szesc-wierszy/

Helikopter 2/2023