TU KLIKNIJ ! : https://opt-art.net/helikopter/2-2023/pawel-podlipniak-szesc-wierszy/
Helikopter 2/2023
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
Aubade triste
Byłaś dziś rano mała, więc cię pokołyszę
w myślach, w mowie, w uczynkach i bez zaniedbania
za dni pachnące ciastem, przyszyte guziki,
za plastry przyklejane na zbitych kolanach.
Byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę
na dni, które nadejdą. Zamiast pożegnania.
Tyle mam w sobie krzyku, lecz nie mogę krzyczeć.
Byłaś dziś rano krucha, więc się rozsypałem,
na drobniutkie kawałki nie do poskładania.
Bez ciebie nie zapłaczę. Nie próbuję. Wcale.
Smutek rozstań jest suchy. Ja zostałem. Mamo.
Mamie +5.01.2009
Synchronicity 3 [pieska kolęda]
pięknie kraj krwawi z kroku pomiędzy rzekami
i pełznie coś brzydkiego do świętej miłości
kochanej najojczyściej i czai się małość
w umysłach przepoczciwych przed płaskim ekranem
bo kiedy kłamią wszyscy wtedy nikt nie kłamie
podnoszę rękę skośnie wysoko do góry
zamawiam piąte piwo od byłego księdza
i wtedy wiem że prawda to tylko paradoks
sprzedawany naiwnym przed płaskim ekranem
bo kiedy kłamią wszyscy wtedy nikt nie kłamie
jest w kranach ciepła woda a wódka w lodówce
zamarza najsubtelniej naśladując zimę
dobra nowina spływa wprost z pańskiego żłobu
więc sam się uspokajam przed płaskim ekranem
bo kiedy kłamią wszyscy nawet ja nie kłamię
(2020)
Larkinowi
Z obskurnego pokoju, nudnego na zabój,
gdzie ciągle cuchnie moczem z rozszczelnionej rury,
w łazience nieco większej niż pocztowy znaczek
nalepiony z pietyzmem na ostatniej paczce
wysyłanej do krewnych na Zielone Świątki,
wreszcie się wyprowadza przy życzliwym wsparciu
pracowników pomocy i kilku grabarzy
przysłanych tu przez urząd. Smutna gospodyni
opłakuje materac, na którym zalegał
podstępnie ponad tydzień, cieknąc przez sprężyny,
podczas jej noworocznych odwiedzin u siostry
w Bermondsey, kuzyn Julian był taki szczęśliwy,
bo dostał szalik Millwall przed derbami z Chelsea
i karnet na rozgrywki w sezonie wiosennym,
a tu taki ambaras! Przecież drogi Bleaney
był poczciwym, sumiennym, dobrym lokatorem.
Mało pił, częściej palił, nie sprowadzał kobiet,
nie spóźniał się do pracy, a co robił, nie wie
nawet barman-spowiednik w pubie „Pod Koroną
i Wyleniałym Smokiem” na rogu ulicy.
Tak, chyba był katolikiem, bo co święta jeździł
na nocne nabożeństwo do polskiej parafii,
a teraz taki koniec, kto to wszystko sprzątnie?
Czy coś czuł, czy coś przeczuł, skoro na stoliku
porozkładane leżą wszystkie dokumenty
zgromadzone przez niego przez sumienne życie,
notatnik z adresami, paczka fotografii
spiętych cieniutką gumką, na nich w smutnej sepii
tkwi uśmiechnięty chłopiec z modelem żaglówki
nad brzegiem płytkiej rzeczki. Czy kiedy wypuszczał
ją w rejs pomiędzy brzegi, myślał coś o życiu,
zanim go osaczyło setką obowiązków
i cudzych aspiracji, dobrych rad rodziny,
porad telewizyjnych mędrców, starodawnych przysłów
w rodzaju: krew nie woda, szanuj czas i pieniądz,
odpukaj w niemalowane, Jaś się nie nauczy,
kłamstwo ma krótkie nogi, nie pal żadnych mostów,
i przeżegnaj się, kurwa, kiedy mijasz kościół.
Dziecinada
kiepsko się sypia, śni się niewyraźnie,
nie wiedzieć czemu tęskni nierozsądnie,
choć to dziecinne (przecież wczoraj właśnie
tak powiedziałaś), więc znów jestem chłopcem
i w ręku ściskam przybrudzony sznurek,
(na jego końcu szarpie się latawiec
jak rozwścieczony zimnym wiatrem kundel)
a niebo sunie poza własną krawędź,
nie zabierając żadnych pasażerów,
bo jest donikąd i purenonsensownie
pobłękitniałe od brzegu do brzegu,
dwa razy dziennie bawi się w dwa ognie
z jedynym słońcem, taka zaś wyłączność
jest zbyt jaskrawa i wpada w przesadę
całkiem dziecinną, mocno niewygodną.
niedobrze śni się, sypia niedokładnie.
(z tomiku Herzlich Endlösen (GSW BWA Olkusz 2017)
Śmierć Randalla Jarella
czyli
Kochanie, nie zapłaciłem rachunku za prąd
Od tego trzeba zacząć rzecz
Wilki „Bohema”
Nie zabił go samochód, lecz przeciągły smutek,
sączony niby whisky z oszronionej szklanki,
latami i najwolniej, a mnie redukuje każdy pocałunek,
kiedy usta mijają się nam i tylko policzki,
na chwilę, niby kartka do kartki papieru
przylegają beż żadnej istotnej historii,
więc pewnie dziś też nic się nie stanie,
po cichu wypiję
kolejną szklankę wina
i pójdziemy spać.
W szpitalu nie rozpoznał go żaden z lekarzy,
nawet dobrzy znajomi – bez śladu zarostu,
słynnej brody, zmierzwionej jak spłoszony soból,
znów był tamtym młodzieńcem, wystraszonym strzelcem
z tylnej wieżyczki bombowca, gdzieś w drodze nad Bremę
Lubekę albo Hamburg,
martwym od chwili startu
i ja też z nim lecę, bo życie,
to za słaby powód,
by być jeszcze przez chwilę,
więc pójdziemy spać,
a ty znów, zamiast po mnie,
sięgniesz w mrok po psa.
Po 41. Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Haliny Poświatowskiej (1 m., 11.2020)