Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 23 marca 2015

Gonna break my rusty cage and run

Jeden w miarę nowy



Czekając [achmiesłów]


pociągi z objęć stacji suną w rdzawy pejzaż,
ginąc między ostami na skraju wrzosowisk.
nikt ich nie będzie szukał, chociaż na peronach
wciąż kręcą się mężczyźni o podłych zamiarach
poumawiani z nocą na daleką drogę.
więc nie śpij laleczko.

książęta w poczekalniach, na twardych siedziskach,
drzemiąc zniżają głowy aż do ud księżniczek,
do pereł i kawioru. smartfony w ich garściach
świecą niby ogarki dla cyfrowych diabłów,
dymi się czas gubiony w przyjaznych taryfach.
więc nie śpij laleczko. 

koczuję wraz z pamukiem i nie mogę wrócić
do właściwego świata, gdzie rdza się zsypuje
przez gardła megafonów, a –ąc –ąc nabiera
zupełnie nowych znaczeń przy automacie   
z kawą, batonikami, tuż po zapowiedzi
powrotnego pociągu. więc nie śpię laleczko.   

------------------------------

środa, 18 marca 2015

The time for sensibility was past, gentleness was outdated, and feeling need not come again till the unfeeling job was over

I znów sprzed prawie roku



Krzycząc [mare monstrum monsarratum]


oko zanurza się w gardło – aż po samą krtań
– i wciąż nie widzi dźwięku, tylko strzęp, gasnący
jak transatlantyk z gwoździem, wbitym przez uboota
wprost w lewy bok, bakburtę, oddając się wodzie
wraz ze stadem rozbitków, a rozlana ropa
ściga ich po powierzchni, liże smukłym ogniem,
w którym błyszczy inskrypcja z frazą navigare.

idzie nasz pan po falach, wrzuca w koszyk głowy,
otwarte niby muszle wywłaszczone z głosu,
i będzie je przetaczał do swojej winiarni,
potem porzuci w kadzi – może dadzą zaczyn,
ferment czegoś ważnego lub tylko happening:
dwunastu gniewnych ludzi bez uległych kobiet,
co językami z ognia lizałyby rany

do samej rdzy ostatniej, oddając się chętniej
w przedsionkach, wirydarzach, ciemnych wieczernikach
za jedno słowo zgrabnie wydobyte z krtani
spoza zasięgu oka, bo na nim marynarz
uważnie wypatruje śladu peryskopu,
co jak wąż się wysuwa nad zszarzałe lustro,
gdy pod szkłem cień szykuje nowe porcje gwoździ,

by je wbić, raz kolejny, między kostne wręgi,
bez dźwięku, wypełniając krtań niewdzięczną ciszą.  

czwartek, 12 marca 2015

Trust in me and fall as well

Ma ponad rok



In vitro veritas


I am just a worthless liar.
I am just an imbecile.
I will only complicate you.
Trust in me and fall as well.
Tool Sober


wszyscy jesteśmy z ciała. ono nie jest tanim
bibelotem upchniętym w kartonowym pudle.
nie mieści się w granicach, nie mieści się  w głowach,
wypływa na wierzch w wersach i komunikatach
słanych wprost z linii frontu: dopuszczalne straty,
rozpoznanie przebojem, przebóg miła, przebóg.

zapładniam cię do słowa, a wtedy odczuwam
satysfakcję, że byłem chociaż zapalnikiem
wtłoczonym między żebra na okładce płyty
i słyszę głos maynarda, który mnie rozrywa
tym zdaniem o trzeźwości, więc upadam w kielich
skruszony i drobniutki – lipny gen zazdrości,

czy pastisz przemienienia, bo nosi się ciało
jak kapelusz, woalkę, czasem całkiem za nic,
bezpodstawnie i cicho. chociaż nie ma grzechu
w spokojnej niewinności, kiedy wąż się pręży
pryskając życiodajnym jadem w grządki arrheniusa,
to zza kulis dobiega szept ojca-suflera:         

wszyscy jesteśmy z chleba i płynie w nas wina.

____________________________________________

Kilka moich wierszy w nowym "Autografie"


piątek, 27 lutego 2015

And I'm floating in a most peculiar way and the stars look very different today

Kolejny, który przeleżał się ponad rok. 






Space Absurdity

Here am I floating round my tin can
Far above the moon
Planet Earth is blue
And theres nothing I can do
David Bowie Space Oddity


uczucia nie mają wieku, zawsze mają czas
najwyższy. mówisz wiek ma rozum,
a ja mówię nigdy i nigdzie, bo czy mógłbym bardziej,
kochać cię w jakieś wtedy albo nowsze tutaj
i w jakie czulsze miejsca zabrać to, co zostanie
z nas po zderzeniu na najniższej z orbit.

zbiegną się tory sieroce na trasie w nieznane
i z głów się będzie kurzyć, kiedy jakieś norad
odpali w nas wielogłos z wielogłowicowych
rakiet wypełnionych najzdrowszym rozsądkiem,
to i tak możemy, choć tylko przez chwilę,
toczyć się w zaślepieniu na najniższej z orbit.  

i jeśli gdzieś po drodze będzie nagłe zwarcie
w obwodach tak niezbędnych nam do podtrzymania
temperatury wewnątrz lądownika lub tylko ciepłoty
ciał  najzwyklejszych i po ludzku głodnych
uczuć, które nie zapewniają  nic oprócz pewności,
że będzie po nas miejsce na najniższej z orbit. 

a wtedy usłyszymy śmiech majora toma:
niżej jest tylko wnętrze pogniecionej puszki
z resztką popiołu na dnie i nie ma powrotu.  


--------------------


czwartek, 26 lutego 2015

Ponownie gramy poezję - czyli: w sobotę w Olkuszu


Ponownie gramy poezję z Pawłem Matrackim i Jarkiem Zarychtą. Tym razem w Olkuszu. Gdybyście byli przypadkiem w sobotę w Olkuszu, zapraszamy na 17:00 do GSW na Szpitalnej.


poniedziałek, 23 lutego 2015

Niewymawialne (bo i po co?)

Kolejny bardzo zaległy.
Rdza Węglowska na załączonym obrazku. 




wiersz , którego nigdy nie przeczytam na głos



rdest – to jest słowo nie do powiedzenia,
za nim rabarbar albo rurka z kremem
(wtedy rzeżączka już się uniewinnia
w cichym niewymówieniu).

są rzeczy zwykłe i bardzo boleśnie
nadostateczne, gdyż po nich zabiera
głos i to wszystko, co jeszcze kochamy,
rdza, łuszcząc nędzne resztki.   

na dnie suchego oka osadza się obraz,
powidok z czasów, kiedy ktoś za rękę
wiódł nas do parku na niedzielny spacer
(karmić rude wiewiórki).

rdest, rdza i karma – nasze przeznaczenie
wymawia skąpe słowa pożegnania.
niedopowiedzenie jest tylko nawiasem,
w który wejdziemy bez żalu i reszty
jak wdowi grosz  z zupełnie innej przypowieści.