Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


czwartek, 11 grudnia 2014

Whatever is begotten, born, and dies

i jeszcze pokonkursowo






Niekraj



Ona to dostrzeże, lecz prędzej niż pojmie,
że można  znaczyć dla kogoś początek i koniec, poczuje nienawiść
Jacek Podsiadło Nauka o człowieku



imię boga pisane najmniejszą literą barwy ognia
palcem na zakurzonej ławce nim nadejdą starcy
niosący feretrony i ave sypane wzdłuż nawy
przez chór leciwych głosów które drżą tak mocno
jakby się miały rozpaść pod naciskiem ciszy
a w tle pobrzmiewa rwany w strzępy motyw
to nie jest kraj to nie kraj nie ukochany kraj

schroniliśmy się tutaj tylko przed upałem
nie dla modlitw zwiedzając podrzędne toledo
prowincjonalny dróżdż wielki przy trasie do bździna
bo kto normalny zwiedza jeszcze świeży kościół
postawiony bez sensu pośród blokowiska
o dzwonach co samym dźwiękiem tłuką szyby w oknach 
ze zbyt śliską posadzką pełną jasnych żyłek

to z niej właśnie wypływa chłód odklejając z pleców
mnie t-shirt z harlemem a tobie bluzeczkę z pejzażem
manhattanu  taki drobny szczegół co jasno wskazuje
gestem pełnym ironii że się starzejemy w złych miejscach
wrogich krainach pełnych nonsensu zamiast jakiejś nadziei
i przyjdzie nam czekać na dotknięcie lewą ręką ciemności
bo prawa niewładna zwisa wzdłuż lepszego boku

przed kościołem rzucę starcowi w kapelusz dwa złote
byle już nie pluł w organki by nie kąsał ciszy
wystarczy nagły upał w kraju bez miłości

----------------------------


piątek, 5 grudnia 2014

A lot of guts, a little vision to wave

a ten pokonkursowy pobroniewski



Durabilitá [nadczułość]


Run away from all your boredom
Run away from all your whoredom and wave
Your worries, and cares, goodbye
[…] It’s a maze for rats to die
Placebo Slave to The Wage



Możemy się naśmiewać z niedzisiejszych uczuć,
wskazywać palcem patos, tudzież egzaltację.
Zamilkniemy dopiero przy czytaniu newsa
o staruszkach co zmarli gdzieś daleko razem
po trzech czwartych stulecia.

To nadzwyczajna trwałość, dla nas prawie wieczność,
skoro żyj, kupuj szybko i umieraj młodo,
wpisane mamy w geny – kiedy spada tempo
wyścigu przez labirynt lub bankowe konto      
chudnie bez uprzedzenia.

Czy umiemy ją ćwiczyć? Kiedy w nocy patrzę
na twoje nagie plecy, między łopatkami 
dostrzegam clou wszechświata, miejsce, w które snajper
wymierzyłby niechybnie, aby czułość zabić 
zanim obróci wszystkim, zanim nas utrwali
jak parę pszczół w bursztynie choćby na lat parę,
kilka chwil – bezsamotnych, więcej – ręka w rękę,
aż do samego końca. Potem tylko refren
z jakiejś nienapisanej piosenki mam w głowie
egzaltowany, śmieszny, patetyczno-słodki:

Ktoś piękne listy pisze po nocach,
Ktoś komuś szepcze w ucho, że kocha. 

------------------------------------------
Run away from all your boredom
Run away from all your whoredom and wave
Your worries, and cares, goodbye
All it takes is one decision
A lot of guts, a little vision to wave
Your worries, and cares goodbye

It's a maze for rats to try 
It's a race, a race for rats
A race for rats to die
It's a race, a race for rats
A race for rats to die

Sick and tired of Maggie's farm
She's a bitch, with broken arms to wave
Your worries, and cares, goodbye

It's a maze for rats to try 
It's a race, a race for rats
A race for rats to die
It's a race, a race for rats
A race for rats to die x3
Burn away

Run away
----------------------------------

wtorek, 2 grudnia 2014

I taste death in every kiss we share

I znów pokonkursowo, poherbertowsko.



Ad rem/ad personam


nie poszliśmy do łóżka, by się rozpoznawać,
czy przedstawiać imieniem, nazwiskiem, peselem.
leżymy tu celowo, pozbawieni złudzeń,
nadzy do bólu duszy, grafomańskiej schedy
po poprzednich epokach, więc łóżko nas wiąże
- jedyny słuszny węzeł w czasach postmoderny,
popkultury i reszty popapranych rzeczy.

rzecz to wygodne słowo, kiedy wcale nie chcesz
wchodzić w zbędne szczegóły, które szybko mogą
wprowadzić groźny ferment między nogi łóżka,
a to ostatnia przestrzeń, nasze termopile,
gdzie powinno się kończyć, a nie rozpoczynać
rozpoznawanie głosów i ciał porzuconych
po ostatnich wieczerzach zakrapianych winem.

kocham kłóci się z rzeczą, bo tu każdy szczegół
ma wyznaczone miejsce pomiędzy nogami
łóżka  i głównych osób naszego dramatu
w przewrotnie niewulgarny i niewinny sposób,
wiążąc tak po gordyjsku śmieszną nagość duszy
z całkiem konkretnym głodem. wtedy się unosisz
na mnie, jak łódź na fali, szepcząc jestem ostrzem.  

--------------------------
     

piątek, 21 listopada 2014

Ości zostały rzucone - czyli nowy tomik na maszynach

Za kilka dni w moim ręku. Nic dodać, nic ująć.
Szczególne podziękowania dla Radka Kobierskiego, Olgerda Dziechciarza, Mariusza Dańskiego, Haliny Bogusz, Ani Spólnej.




wtorek, 18 listopada 2014

Hide my head, I wanna drown my sorrow

Drugie podejście. Może teraz publikacja się przyjmie. Zwłaszcza po konkursie im. Herberta.


























Część głowy


Brodskiemu

I
nie, nie dostaję świra – po prostu zmęczyła mnie zima 
i inne pory roku, i dni z pustym krzesłem
odstawionym przebiegle na środek pokoju,
jakby coś miało zwisnąć zamiast klosza lampy,
świecąc zmarniałym blaskiem. telewizor śnieży
(chyba znów kablówka zmienia kolejność kanałów,
których i tak nie ma komu oglądać), więc zaczynam pisać
o sobie, a to niedobry omen – słowo się wywłaszcza
z pierwotnego rytmu, tracąc sens niby dotknięcie miejsca
po osobie, sucha notka w gazecie, że się kiedyś żyło
i wszystko zbytnio boli, dzieje się za szybko.

II
każdy umiera samotnie – ja wewnątrz mej głowy,
bo więcej nic nie ma, nie ma gdzie i nigdzie.
taki mały neverland. tylko starzy chłopcy, wciąż
bardziej zagubieni pośród części mowy,
kontynentów pełnych rozgadanych kobiet,
drobiazgów o nieodgadnionym przeznaczeniu,
zakładają opaski, kryjąc jedno oko przed zbytnim
naświetleniem. potem podpalą okręty uwite z gazet,
bo ptak nie kala gniazda, ptak robi pod siebie, po sobie,
o sobie, sobiesław, zasada numer jeden: nigdy nie przerastać
swoich marzeń o głowę, nawet o pół głowy i za szybką.

III  
ptaki, jak czarne krople, spadają na pola. nie ma śniegu,
jest piasek – wypełnia ulice razem z solą. to smętna parodia
nadmorskiej plaży na pomarszczonej, wulkanicznej wyspie
z kanarkiem w nazwie archipelagu. taki archigułag
dla mojej pamięci, migawka najlepszych chwil życia,
gdy niespiesznie szliśmy po wylewce z bazaltu.
w dole był ocean i dopiero teraz słyszę wyraźnie,
że tarł o granice, których przekroczenie
nie daje ukojenia, a  jedynie zapisuje kolejne blizny.
nocą liczyliśmy ramiona bóstwa z indyjskiej mitologii,
obejmując się coraz mocniej i coraz boleśniej.

IV
nie, nie dostaję świra – po prostu zima tym razem ominęła zimę.
nie dostała zielonej karty, wizy, a może biletu na tanie linie lotnicze.
mamy sól i piasek, a to kiepski zestaw przypraw do życia,
zupy (wszystko jest do zupy – hydrolizat białkowy). zawsze chciałem użyć
tego terminu w wierszu i wers się wydłużył, niby cień w popołudnie
nad brzegiem jeziora charzykowskiego, przez mały akt prywaty,
ale przecież jestem całkiem prywatny wewnątrz mojej głowy,
aż do kresu rozsądku i całkiem bez sensu, bez odrobiny zimna.
jedyne co śnieży, to ogłupiały ekran, a wtedy kablówka
kończy reset kanałów – przez biel się przebija 
kadr z hiszpańskiego filmu: rosja i martwe konie wmarznięte w jezioro.

-------------------
All around me are familiar faces, 
Worn out places, worn out faces. 
Bright and early for their daily races, 
Going nowhere, going nowhere. 

Their tears are filling up their glasses, 
No expression, no expression. 
Hide my head, I wanna drown my sorrow, 
No tomorrow, no tomorrow. 

And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had. 
I find it hard to tell you, I find it hard to take
When people run in circles its a very, very
Mad world. 
Mad world. 
------------------

czwartek, 13 listopada 2014

But I'll miss you most of all, my darling, when autumn leaves start to fall


Po konkursie w Brzezinach






Drugie czytanie z Pawła [październik]



równaj się z ziemią – jesień do mnie mruczy
– jest w dole miejsce na zrzucone ciało
i na gaśnięcie, chociaż wokół świecą
ogniste liście i sypie się płomień
na nasze głowy, wyprzedzając popiół
o kilka kartek zdartych z kalendarza.

równaj się z ziemią? to jedyny poziom,
jaki utrzymam jeszcze w kilku wersach
przez złe miesiące opadania w wilgoć,
ckliwą zgniliznę napędzaną chłodem,
po której palcem, jak na wielkiej szybie,
będzie ktoś pisać o tobie i o mnie.

po mnie napisze, po tobie i szybie,
bo po jest ponoć ostatecznym miejscem
do pożądania oraz podążania.
jeśli go nie ma, zamruczy pochodnia,
słabiutko błyszcząc wyczerpanym światłem
nad warstwą ziemi obłej niby jabłko.

ciemność rozszerzy zdumione źrenice,
że raz kolejny ma mnie w swojej garści.
-------