Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Today I am dirty.Tomorrow, I know I'm just dirt

Dzisiaj "cudzes", ale trafny. Wyjątkowo trafny.

Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt

Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

Yesterday I was dirty
Wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

Some children died the other day
We fed machines and then we prayed
Puked up and down in morbid faith
You should have seen the ratings that day

Some children died the other day
We fed machines and then we prayed
Puked up and down in morbid faith
You should have seen the ratings that day

We are the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We are the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are

We're the nobodies
Wanna be Somebodies
We're dead,
We know just who we are


----------------------------------------------------

piątek, 6 grudnia 2013

Our hopes and expectations, black holes and revelations

Znów pokonkursowo




Lucifuge


jej oko niebieskie
i trafi cię kulą z ołowiu i trafi cię celnie
Paul Celan Fuga śmierci
 


Owoc twego żywota wydłubuje oczy
szpakom schwytanym w siatkę rozpostartą w sadzie,
pomiędzy pniami drzewek, a potem ogląda  
taniec pełen podziwu dla śmierci bez szmeru
zaciekawionych kamer, komentarzy z offu
pustych jak oczy lalek na straganie w odpust
na chwałę świętych pańskich: Damiana i Kosmy.

Taka mała dyskrecja zanurzona w cieniu   
ociężałych jabłonek, moreli, czereśni,
co nie przyciąga sobą uwagi i rośnie
z całopaleniem mrówek, gdy słońce w soczewce
powiększa hekatombę przynajmniej stukrotnie,
zostawiając na cegłach popielate smugi,
podobne do kosmyków smutnej Sulamitki.

Jest droga pod prysznice zanurzona w chłodzie
cichych wiśniowych sadów, kiedy nikt nie patrzy
lub nie chce słuchać krzyków oślepionych ptaków,
a tuż przy drogowskazie z napisem gehenna
tkwi strażnik-niedorostek, któremu na czapce
świeci się emotikon i krzyż z ludzkich kości,
niżej zaś błyskawice na patkach kołnierza.
 
----------------------------------------------------
A little bird lit down on Henry Lee 
Lie there, lie there, little Henry Lee
Till the flesh drops from your bones

poniedziałek, 2 grudnia 2013

I znowu moje wiersze w "Toposie"

W numerze 5/2013 "Toposu" na str. 194-196 moje wiersze nagrodzone w tegorocznej "Strunie Orfickiej".
To trzeci z kolei numer "Toposu" gdzie jest coś "ze mnie lub o mnie".



środa, 27 listopada 2013

Words left unspoken left us so brittle

Kolejny "po"




Zwrotnik Raka [tropy i tropiki]



Drzewo się żarzy w słońcu, powietrze odpada
od zesztywniałych liści, gdy tak falujemy
­– każde w osobnej frekwencji.
To, co nas łączy, jest dobrze schowane 
przed całym światem, bo wokół złodzieje,
szczury podsłuchowe szczerzą satelity
i szybkie serwery, by wyłapać nutę,
na której gramy, a potem nas spalić 
w naszym prywatnym Waco ( z dużą porcją gazu).

Zanim podejdą cichcem do naszego łóżka,
połknę cię i wypiję jak jasną truciznę.   
Jesteś gorzkim migdałem, ociemniałą wstęgą,
świtem po martwym słońcu.
Dajesz imiona rzeczom, kształty słowom,
a kiedy nabierają życia, zamykasz je w klatkach,
by nie odeszły. Potem robisz zdjęcia
– okrutne obietnice komunii z pikseli i ciała.
Nie widzę na nich niczego letniego.


----------------------------------


wtorek, 26 listopada 2013

Who said god was ever clean?

I znów pokonkursowy



Lotność


córki soli zastygły w niewygodnych pozach
z biodrami wypchniętymi w stronę domu ojca
bo jaka może większa być ofiara z ciała
kiedy cielec śpi w kącie nasiąknięty winem

córki soli zastygły zdumione sposobem
w jaki błogosławieństwo zmienia się w perwersję
i najbardziej nieczysty sposób by przedłużyć
gatunek lub rozmowę przed upadkiem miasta

pierwszy raz to tragedia drugi to już farsa
lepiej zapalić blanta potem zmienić temat
kazania o grzeszniczkach co uszły bez kary
zanim stary się zbudził i pochował ptaka

o zmarłych tylko dobrze zwłaszcza kiedy rankiem
kogut już nie zapieje na znajomą nutę
i wola boska będzie jeździć na wierzchowcu
innym niż spity wdowiec bez zameldowania

córki soli zastygły zamienione w proszek 
którym inni posypią swoje puste głowy
a stwórca zamieszania ten wytrawny voyeur
mówi lepiej zapomnieć niż zabrnąć w szczegóły

-----------------------------

poniedziałek, 25 listopada 2013

But it ends the day you understand there is no if...

Kolejny poratoniowy



Moonwalking


Brodskiemu


Dopóki mamy twarze, czas wygładza lustra
litościwie i czule. Jeszcze jest nadzieja
na nadejście uczucia, może raz ostatni,
a może raz kolejny na zimową nutę.

Niewiara wciąż układa senne scenariusze,
prostuje prześcieradła  i  oszrania skronie,
niby mróz ostateczny niosący wyroki
bez prawa apelacji, powrotu na ziemię.

Dotknij mnie, a poczujesz, tuż pod opuszkami,
zwierzę, co oszalało przed kolejnym świtem
ze strachu, że nie będzie kolejnych dni z tobą
i ktoś wpisze je w bilans po ujemnej stronie.

A noc, gorzka jak migdał albo czekolada,
przepuści nas na drugą, lunatyczną stronę
i każe rozpoznawać dobrze znane ciała
tuż przed pogrzebem złudzeń, bez zbędnego jutra.


----------------------------