Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


środa, 13 listopada 2013

Eyes Wired Shut




Filtrowa-nie

So the darkness shall be the light,
and the stillness the dancing
T.S.Eliot East Coker


och nie narzekaj że całkiem oślepłeś
to tylko światło przestało cię lubić
teraz omija twoje niewidzenie
wybiera punkty w których nie zatonie
gdzie nic nie przylgnie do lśniących krawędzi

do tych co wyszli do ciemnego kresu
nie dotrze nawet odblask zmartwychwstania
jesień wypali do samego filtra
przyjaciół krewnych a potem zagrzebie
pozostałości w płytkich zagłębieniach

możesz zatańczyć w miejscu niczym kurczak
rażony prądem albo strzelić w głowę
zanim cię stroszku przytuli do siebie
pan lunaparków i smutnych miasteczek
który od nie zaczyna każde zdanie

------------------------------
I tak skojarzeniowo

I've thrown away again the pills that make me
I've thrown away again the chance to want to change
I've thrown away again I'm standing all alone
I've thrown away again

Eyes wired shut running through my brain
Pulling back the skin it happens we're getting older
Eyes wired shut running through my brain
It's all the same but in the end it keeps me coming

I've blown away again the fear of failing
I've blown away again the lies that make me sane
I've blown away the chance to make it right
I want to be I want to see I want to make it back to me

'Cause I just waste away the chance the time to face the change
To make myself to think that things are better




piątek, 8 listopada 2013

Rocznica urodzin idolki

Wczoraj minęła 146 rocznica urodzin Marii Skłodowskiej-Curie.
Weźmy sobie do naszych polskich serc jej ponadczasowe napomnienie.
Napomnienie poniżej.


I piosenka dla idolki.

Fall is the falling season

Dziś bez mojego wiersza. Publikuję za to jeden z najgenialniejszych muzycznych obrazków o miłości.
Ladies and Gentelmen - The fabolous Tom Waits. Na samym dole fanclip z tekstem.

Well I hope that I don't fall in love with you
'Cause falling in love just makes me blue,
Well the music plays and you display
Your heart for me to see,
I had a beer and now I hear you
Calling out for me
And I hope that I don't fall in love with you.

Well the room is crowded, people everywhere
And I wonder, should I offer you a chair?
Well if you sit down with this old clown,
Take that frown and break it,
Before the evening's gone away,
I think that we could make it, 
And I hope that I don't fall in love with you.

Well the night does funny things inside a man
These old tom-cat feelings you don't understand,
Well I turn around to look at you,
You light a cigarette,
I wish I had the guts to bum one,
But we've never met, 
And I hope that I don't fall in love with you.

I can see that you are lonesome just like me,
And it being late, you'd like some some company,
Well I turn around to look at you,
And you look back at me,
The guy you're with has up and split,
The chair next to you's free, 
And I hope that you don't fall in love with me.

Now it's closing time, the music's fading out
Last call for drinks, I'll have another stout.
Well I turn around to look at you,
You're nowhere to be found,
I search the place for your lost face,
Guess I'll have another round
And I think that I just fell in love with you.


środa, 6 listopada 2013

Cry like a child, though these years make me older



Pogrzeb z Kalibanem


Jackowi Dehnelowi


Lew mojego słońca powoli umiera
– tak właśnie chciałem rozpocząć spóźniony nekrolog,
w którym brakuje przede wszystkim ciała
ofiary zabitej przez świeże powietrze
i nie ma Mediolanu.

Nie istnieję Prosperze. To samo staranie,
co ciebie wyniosło w górę, mnie zepchnęło z drogi
i brokat odpadł, i miłość zepsiała
na każdej z sześciu desek.
Nie ma Mediolanu?

Zjada mnie sama konieczność pytania
o  miejsce miejsc czy imię imion
ważniejsze przecież od ciepłego łóżka
czy szeptu zaszytego w wietrze:
nie ma Mediolanu.

Jest miejsce – pamięć i nazwa jak słońce,
pod nimi moje rozpalone czoło,
pod czołem szrama po kaprysie losu,
a niżej paszcza ryczy na Berdyczów,
ciemny i głuchy po wejściu jesieni,
o niemym Mediolanie,
mojej  bezimiennej.
Potem śmierć wchodzi poprawiając szarfy
na plastikowych wieńcach
z lwem wplątanym w banał.




----------------------------------

Procession moves on, the shouting is over 
Praise to the glory of loved ones now gone 
Talking aloud as they sit round their tables 
Scattering flowers washed down by the rain 
[...]
Played by the gate at the foot of the garden 
My view stretches out from the fence to the wall 
No words could explain, no actions determine 
Just watching the trees and the leaves as they fall



poniedziałek, 4 listopada 2013

Ernest Bryll o konkursie w Rypinie i moim wierszu też - video.

Omówienie VIII edycji „Rypińskiego Albumu Poetyckiego” dokonane przez Ernesta Brylla. O moim wierszu -"ajka" jest od 13 minuty.

Tu wyniki ze strony organizatora.
LINK http://www.ziemiadobrzynska.pl/art/1316/wyniki-viii-edycji-ogolnopolskiego-konkursu-rypinski-album-poetycki.html


 

 A na koniec jeszcze raz w/w wiersz



-ajka


Król i królowa, nadzy, nie przy stole,
a jej gronostaj łysy jak jasna polana,
a jego berło miękkie niby zgasła kość.

Poodkładali na bok sporne terytoria
i poszli do pościeli wyławiać narybek,
i dotarli gładko na skraj nocnych koszul.

Król i królowa, zmarzli, nie przy winie,
a jej się marzy łóżko ciepłe jak Maroko,
a jemu śnią się grzechy pełne młodych ciał.   

Poukładani, cisi, na osobnych brzegach,
bez wspólnych czułych pragnień, zapatrzeni w lata
bezczelne, leniwe, pełne gier i kłamstw.    

Tak umieramy z wolna, gdy kończy się bajka
i  morał nas dopada tuż za okładkami.

środa, 30 października 2013

Wszyscy się o mało nie posrali...

Wszyscy się o mało nie posrali...
W mediach raban i labidzenie, bo umarł  Tadeusz Mazowiecki. A mnie to wisi, dla mnie to żadna strata. Podobnie jak nie obchodzi mnie, który kolejny polityk odejdzie w mniejszym lub większym niespokoju.
Oni wszyscy są mierzwą, brudną pianą na mojej rzeczywistości. Niech będzie, że jestem złym człowiekiem :). Fula mi to.

Tymczasem tuż obok odszedł jeden z wielkich - Lou Reed. Jego zniknięcie jest dla mnie stratą, podobnie jak zniknięcie Joey'a Ramone, Joe Strummera, Jamesa Gandolfiniego. I jeszcze kilku innych.
Mazowieccy tego świata nic mi nie dali, ale Velveci czy "Songs for Drella" tak.
Więc żegnam Lou wierszem. Mazowieckim politykom mówię: spadajcie w spokoju. Po was żałoby nie będę nosił.
Niżej zdjęcie Trójcy Nieświętej. Jeszcze w komplecie.


    


Najdziksze strony [o nas-nas]


hey babe, take a walk on the wild side
And the coloured girls go, doo doo doo
Lou Reed Walk On The Wilde Side


Lou Reedowi

najbardziej nas nienawidzą powszedni bogowie,
których mamy wszczepionych już od urodzenia,
lecz ponoć jest tak łatwo pokochać ułomnych,
jak psy zaczipowane przez zapobiegliwe
władze miast powiatowych z wysokim wskaźnikiem
bezrobocia i innych strukturalnych bzdetów.

spacerujemy  razem po najdzikszej stronie
i nic nas nie obchodzi na czym jadą goście.
może brązowy cukier z miedzianej łyżeczki
albo inny probiotyk napędza ich stany
zjednoczone nie bardziej aniżeli niebo
z głową czarnej dziewczyny przy małym doo doo doo.

teraz w kwestii wszczepienia: mój słodki czajniczku
zawieszony w kosmosie na stałej orbicie,
jeśli trafiasz do księgi, to przygodny cytat 
wywołuje nienawiść, więc wciągajmy resztki
sangrii w śródmiejskim parku, a  sam bertrand russel     
podrapie nas po grzbietach przy szybkim doo doo doo    

- powszednim i zwyczajnym niby boskie ciało.

------------------------------------
Uwielbiam ten anglosaski rodzaj poczucia humoru u Lou:

Candy came from out on the island,
In the backroom she was everybody's darling,
But she never lost her head
Even when she was given head



wtorek, 29 października 2013

I am the man from the planet Marzipan

Kolejny wiersz "uwolniony" pokonkursowo. Ty razem przez Ernesta Brylla :).





-ajka


Król i królowa, nadzy, nie przy stole,
a jej gronostaj łysy jak jasna polana,
a jego berło miękkie niby zgasła kość.

Poodkładali na bok sporne terytoria
i poszli do pościeli wyławiać narybek,
i dotarli gładko na skraj nocnych koszul.

Król i królowa, zmarzli, nie przy winie,
a jej się marzy łóżko ciepłe jak Maroko,
a jemu śnią się grzechy pełne młodych ciał.   

Poukładani, cisi, na osobnych brzegach,
bez wspólnych czułych pragnień, zapatrzeni w lata
bezczelne, leniwe, pełne gier i kłamstw.    


Tak umieramy z wolna, gdy kończy się bajka
i  morał nas dopada tuż za okładkami.