Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


poniedziałek, 4 listopada 2013

Ernest Bryll o konkursie w Rypinie i moim wierszu też - video.

Omówienie VIII edycji „Rypińskiego Albumu Poetyckiego” dokonane przez Ernesta Brylla. O moim wierszu -"ajka" jest od 13 minuty.

Tu wyniki ze strony organizatora.
LINK http://www.ziemiadobrzynska.pl/art/1316/wyniki-viii-edycji-ogolnopolskiego-konkursu-rypinski-album-poetycki.html


 

 A na koniec jeszcze raz w/w wiersz



-ajka


Król i królowa, nadzy, nie przy stole,
a jej gronostaj łysy jak jasna polana,
a jego berło miękkie niby zgasła kość.

Poodkładali na bok sporne terytoria
i poszli do pościeli wyławiać narybek,
i dotarli gładko na skraj nocnych koszul.

Król i królowa, zmarzli, nie przy winie,
a jej się marzy łóżko ciepłe jak Maroko,
a jemu śnią się grzechy pełne młodych ciał.   

Poukładani, cisi, na osobnych brzegach,
bez wspólnych czułych pragnień, zapatrzeni w lata
bezczelne, leniwe, pełne gier i kłamstw.    

Tak umieramy z wolna, gdy kończy się bajka
i  morał nas dopada tuż za okładkami.

środa, 30 października 2013

Wszyscy się o mało nie posrali...

Wszyscy się o mało nie posrali...
W mediach raban i labidzenie, bo umarł  Tadeusz Mazowiecki. A mnie to wisi, dla mnie to żadna strata. Podobnie jak nie obchodzi mnie, który kolejny polityk odejdzie w mniejszym lub większym niespokoju.
Oni wszyscy są mierzwą, brudną pianą na mojej rzeczywistości. Niech będzie, że jestem złym człowiekiem :). Fula mi to.

Tymczasem tuż obok odszedł jeden z wielkich - Lou Reed. Jego zniknięcie jest dla mnie stratą, podobnie jak zniknięcie Joey'a Ramone, Joe Strummera, Jamesa Gandolfiniego. I jeszcze kilku innych.
Mazowieccy tego świata nic mi nie dali, ale Velveci czy "Songs for Drella" tak.
Więc żegnam Lou wierszem. Mazowieckim politykom mówię: spadajcie w spokoju. Po was żałoby nie będę nosił.
Niżej zdjęcie Trójcy Nieświętej. Jeszcze w komplecie.


    


Najdziksze strony [o nas-nas]


hey babe, take a walk on the wild side
And the coloured girls go, doo doo doo
Lou Reed Walk On The Wilde Side


Lou Reedowi

najbardziej nas nienawidzą powszedni bogowie,
których mamy wszczepionych już od urodzenia,
lecz ponoć jest tak łatwo pokochać ułomnych,
jak psy zaczipowane przez zapobiegliwe
władze miast powiatowych z wysokim wskaźnikiem
bezrobocia i innych strukturalnych bzdetów.

spacerujemy  razem po najdzikszej stronie
i nic nas nie obchodzi na czym jadą goście.
może brązowy cukier z miedzianej łyżeczki
albo inny probiotyk napędza ich stany
zjednoczone nie bardziej aniżeli niebo
z głową czarnej dziewczyny przy małym doo doo doo.

teraz w kwestii wszczepienia: mój słodki czajniczku
zawieszony w kosmosie na stałej orbicie,
jeśli trafiasz do księgi, to przygodny cytat 
wywołuje nienawiść, więc wciągajmy resztki
sangrii w śródmiejskim parku, a  sam bertrand russel     
podrapie nas po grzbietach przy szybkim doo doo doo    

- powszednim i zwyczajnym niby boskie ciało.

------------------------------------
Uwielbiam ten anglosaski rodzaj poczucia humoru u Lou:

Candy came from out on the island,
In the backroom she was everybody's darling,
But she never lost her head
Even when she was given head



wtorek, 29 października 2013

I am the man from the planet Marzipan

Kolejny wiersz "uwolniony" pokonkursowo. Ty razem przez Ernesta Brylla :).





-ajka


Król i królowa, nadzy, nie przy stole,
a jej gronostaj łysy jak jasna polana,
a jego berło miękkie niby zgasła kość.

Poodkładali na bok sporne terytoria
i poszli do pościeli wyławiać narybek,
i dotarli gładko na skraj nocnych koszul.

Król i królowa, zmarzli, nie przy winie,
a jej się marzy łóżko ciepłe jak Maroko,
a jemu śnią się grzechy pełne młodych ciał.   

Poukładani, cisi, na osobnych brzegach,
bez wspólnych czułych pragnień, zapatrzeni w lata
bezczelne, leniwe, pełne gier i kłamstw.    


Tak umieramy z wolna, gdy kończy się bajka
i  morał nas dopada tuż za okładkami. 



wtorek, 22 października 2013

I don't know just where I'm going but I'm gonna try for the kingdom, if I can



Oremus


o panny galerianki, o błogosławione,
które posiądą ziemię wraz z całym bogactwem
usług wpisanych w pakiet sieci komórkowych,
i będą lizać rany po ostatnich ucztach,
a cień będzie im  świecić jak cynowa misa.

o panny galerianki, o panny łaskawe,
co połykają noce nabrzmiałe od chęci
lub choćby wyobrażeń na temat znaczenia
usług wpisanych w pakiet sieci komórkowych,
bo z nimi jest bogactwo i mosiądz w bilonie.  

o panny galerianki, o ptaki na drutach
ciągnące wprost z pakietu sieci komórkowych
- niech nie odwraca twarzy władca dobrych taryf,
szybkiego wybierania i łatwych numerów,
kiedy panny uklękną do nowej modlitwy

za wszystkie grzechy świata, niedomyte winy.  



poniedziałek, 21 października 2013

Hey you, standing in the aisles with itchy feet and fading smiles




Tren XVII i pół



Pańska ręka mię dotknęła,
Wszytkę mi radość odjęła
Jan Kochanowski Tren XVII


Pan dotknął mnie swą ręką, odbierając radość.
Osobno odszedł ojciec i samotnie matka.
Jestem jak pusty peron rozjaśniany słabo
przez kilka brudnych lampek w tandetnych oprawach.

Skąd ten mrok się wylewa, czemu go nabieram
więcej z każdym oddechem i czemu tak łatwo
światło oddaje pole, a cała energia
uchodzi bezpowrotnie, opuszczając ciało?

Jeśli to Pańska ręka, dlaczego tak ciężka
i mało sprawiedliwa? Przecież nie chcę więcej
niż potrafię pomieścić w dziurawych kieszeniach
albo może udźwignąć ogrzane powietrze.

A może sprawiedliwość tylko nieco ślepa,
bo zestarzał się Pasterz i kij, który trzyma,
to jedyny argument, więc na moich plecach
używa go do woli, ucząc dyscypliny.

Jeżeli Pan mnie dotknął, odbierając radość,
mianował nowym Hiobem, to nie chcę się zbudzić
wcale ze snu wiecznego, bo może zbyt mało
wie o tym, jak samotny jest bez bliskich smutek. 




piątek, 18 października 2013

Gravity. No escaping gravity. Gravity. No escaping... not for free





SWAK [List prokonsula 2]


Grawitacja wciąż słabnie. W tym kraju mnie trzyma
jedynie stos rachunków – za światło, gaz, wodę.
Głuchnę za każdym razem, gdy otwieram uszy,
ślepnę, kiedy niebacznie włączę telewizor.
Przechodząc obok księgarń widzę tylko rzezie,
katastrofy lotnicze i twarze rejtanków,
co z gównem na ustach wykrzykują imię swej ziemi ojczystej.
Owa preambuła wiary, nadziei, miłości napełnia mnie obrzydzeniem
przy stojakach w saloniku prasowym.
Tam królują stada małychmadzi z matkami
tuż obok noworodków utopionych w bagnach. 

Kto pisze się nie zabija
– tak twierdził w wierszu jakiś idiota.
Nie miał krztyny racji.
Śmierć jest odtrutką na niesmak tej ziemi,
której oblicze oszpecone trądem,
i nie przyniesie ulgi czuły pocałunek
w płytę lotniska po wylądowaniu.      

Tacyt już nie pomaga. Tacyt liczy gwiazdy,
a może go nie było i ten cały podział,
złota harmonia jest tylko milczeniem
w chwilach, gdy brak grawitacji
skłania do odlotu.


--------------------------
Skojarzyło się jakoś z tym 

Coming up beyond belief 
On this coronary thief 
More than just a leitmotif 
More chaotic, no relief 
I'll describe the way I feel 
Weeping wounds that never heal 
Can the savior be for real 
Or are you just my seventh seal? 

No hesitation, no delay 
You come on just like special K 
Just like I swallowed half my stash 
I never ever want to crash 
No hesitation, no delay 
You come on just like special K 
Now you're back with dope demand 
I'm on sinking sand 
Gravity 
No escaping gravity 
Gravity 
No escaping... not for free 
I fall down... hit the ground 
Make a heavy sound 



czwartek, 17 października 2013

Breathe underwater, I'm comin' up for air!




Odkrywka [Podwodna Ameryka]

Czy nie zechciałby pan mnie odkryć?
cytat z gazety netowej

  
boisz się, że zostaniesz ponownie odkryta
- podwodna ameryko. ostatni wzwód słońca
nad  twoim nagim ciałem będzie się szamotał
niby para kochanków w toalecie pubu
do rytmu taniej muzy. żar rozjarzy okna,
a potem nagle zmięknie i przestanie wzbudzać
jakąkolwiek namiętność, gdy skończy się lato.

przyjdzie jesień, wywróci kieszenie larkinom,
trzeźwośpiącym w kapliczkach, i gromko obwieści
nadejście nowej ery, w której każdy kolumb
dostanie karawelę, a zanim wyruszę 
odkrywać cię po zmierzchu, na kuchennym stole
zostawię astrolabium i kilka wskazówek 
dotyczących powrotu do codziennej ziemi.

jesteś jak zawrót głowy, bo kto rano wstaje,
by znowu cię odkrywać, kręci się przeciwnie 
do kierunku obrotu całej reszty świata.
drażniące przyjemności, które mi podsuwasz
pod niecierpliwe dłonie, są jak czuły balast
- lekki i tymczasowy, więc opróżniam płuca,

nie czując wcale lęku, gdy idę pod wodę.