fragment:
"Czy czuję się reprezentantem "ciemnej strony"? Zdecydowanie uważam się za realistę, czyli umiarkowanego pesymistę. Termin "dobrze poinformowany optymista" też do mnie pasuje. Wynika to chyba z tego, że więcej dobrej literatury powstaje z zetknięcia, zarażenia ową "ciemną stroną Księżyca". Podobnie jest z innymi dziedzinami sztuki, bo film, teatr, sztuki plastyczne też, moim zdaniem, częściej czerpią z emocji wywoływanych przez trudne, ciemne, bolesne sprawy i wydarzenia. W tej kwestii zgadzam się z jednym z moich ulubionych poetów i prozaików, zresztą redaktorem "Karmageddonu", Radkiem Kobierskim, który kiedyś powiedział, że więcej dobrych dzieł literackich powstało na raczej niewesołe tematy. Bardziej interesujące, frapujące, inspirujące są owe złe, grzeszne rejony ludzkiego życia, psychiki. Szekspir napisał, że "zło, które czynią ludzie, żyje po ich śmierci, dobro zaś idzie wraz z nimi do grobu". Zgadzam się z tymi słowami. Jako historyk z wykształcenia nie mogę się z tym nie zgadzać."Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
niedziela, 7 kwietnia 2013
piątek, 5 kwietnia 2013
środa, 27 marca 2013
Rather than words comes the thought of high windows
Huśtawki [remix/redux]
jeszcze się nie spisałeś, jeszcze niesiesz wiersze,
niby wyżeł przemokły gdzieś na polowaniu,
zanim cię dotknie życie, może najboleśniej,
zanim spod palców umknie ostatnia podpórka.
obok są obce ciała, niepokrewne ciepłem,
mają swoje miłości i godowe pieśni.
nie rymują się prawie z żadnym dobrym słowem.
po prostu przemijają wraz z porami roku.
brakuje ci pewności, że cokolwiek niesiesz
zasługuje choćby na notkę lub przypis
mniej zdawkowy niż ukłon znajomych z młodości,
którzy się nie przyznają do ciebie po zmierzchu.
zachód napełnia szyby ostatnim rozbłyskiem.
znów będziesz miał dla siebie cały święty spokój,
a życie cię porzuci w oknie jak dzieciaka
trzymającego mocno lizak w kształcie serca
– tani fundament wiary w jakieś lepsze wczoraj.
piątek, 15 marca 2013
Jeszcze się tam żagiel bieli, chłopców, którzy odpłynęli
I tamta [item, i temu]. Sonet Penelopy
Kiedyś powrócisz do kraju - no właśnie
Zobacz, czy jesteś tu potrzebny komuś
Josif Brodski *** (Kiedyś powrócisz)
nie masz do kogo wracać, dokąd
także zblad’ło.
nie dla ciebie przy pirsie
powitalne mowy,
skoro sam się wybrałeś w rejs ku
nowym światom
z miasta, gdzie za drutami marzły
archanioły.
drut to tylko przenośnia, bo nie
ma powrotu
do miłości, do ludzi, którzy się
rozpełźli
po matuszce jak pluskwy, a
ty, patrząc z boku,
nie możesz się nadziwić, że już
zapomnieli.
możesz obwiniać bogów, niestałość
kobiecą,
przeklinając pod nosem – blad’ taka
owaka.
nieobecny jest martwy i nic w tym
dziwnego,
gdyż najwspanialsza pamięć nie
zastąpi braku.
szukasz nowego gniazda? – to
płonna nadzieja,
bo jest tylko itaka i właśnie
jej nie ma.
Eyes wired shut running through my brain pulling back the skin it happens we're getting older
Itaka [i tamta]. Sonet Odysa
Brodskiemu
rzadko powracam w miejsca, w
których mnie nie było,
gdzie na rozgrzanych dachach smaży
się w południe
stado puszystych kotek, a w
podcieniach miłość
rozmieniają, jak talent, w
pośledniej walucie.
może to szczera prawda, że nie
wolno wracać
bez żadnej zapowiedzi, z pustymi
rękoma,
cichcem do swego domu po dwudziestu
latach,
kiedy już się natkała na
sąsiedzkich krosnach.
powrót to czysty nonsens, który doprowadza
do szału wszystkich bogów, więc
uparcie mnożą
przeszkody, bym nie dotarł w
miejsce, gdzie itaka
zapomniała się wiernie z każdą
penelopą.
nawet blad’ brzmi
niezgrabnie w takiej sytuacji,
jeśli jesteś niebylcem z
zakazem przyjazdu.
piątek, 8 marca 2013
A photograph is a secret about a secret. The more it tells you the less you know.
Futro z nie
Zrobić zdjęcie, to jakby kogoś uwieść
Diane Arbus
Ile zostaje z ciebie, kiedy się
przyglądasz
karłom i prostytutkom przez
zmętniałe oko?
Na drugą stronę przejdzie cierpki
oksymoron
– najpiękniejsza brzydota. Za nim
stoi szczerość.
Ten język jest nieznany, nie
mieści się w głowie,
opisuje to wszystko, o czym nie
chcesz wiedzieć,
przed czym co dzień uciekasz,
doskonale czując,
że ogłuchniesz, oślepniesz i już
nie powrócisz.
W zamian otrzymasz kilka prześwietlonych
klatek
filmu z brudniejszej strony
księżyca, na których
widać cyrkowy namiot. Tam zabiorą pięknych
– bezużytecznych fanów botoksu i
noża.
Obejrzymy ich chętnie, śmiejąc się
do łez,
a nasze krzywe nogi, garby,
zezowate
ślepia będą dowodem na zwycięstwo ciała
nad wybrakowaną duszą. Za nim stoi
prawda.
środa, 20 lutego 2013
W ciemnej dolinie. O tomie poetyckim Karmageddon Pawła Podlipniaka
Anna Spólna*
W ciemnej dolinie. O tomie
poetyckim Karmageddon Pawła Podlipniaka
Drugi już, po Aubade triste,
tom wierszy Pawła Podlipniaka zbudowany jest z równą precyzją, co poprzedni,
ale ciemność, która w nim gości, jest gęstsza i bardziej nieustępliwa. Skąd się
bierze konsekwencja w budowaniu atmosfery niepokoju, której nie łagodzą
nieliczne pogodne (bo nie nazwałabym ich radosnymi) wiersze z cyklu Spaleni
słońcem? Decyduje o tym splot dwóch czynników: zasadnicza niechęć podmiotu
do samousprawiedliwień i wyostrzona uważność wobec małych i wielkich dramatów,
których łatwiej byłoby nie dostrzegać, a które domagają się jego poetyckiego
głosu.
1. Przywiązany do własnej, uporządkowanej formy wiersza (podział na strofy, wyrazisty rytm, często sylabiczne wyrównanie wersów i zastępujące rymy współbrzmienia) Podlipniak łagodzi nią gwałtowność swojej frazy. Zwraca uwagę rytmiczność tych wierszy, ich formalne zdyscyplinowanie – łączne z eksperymentowaniem z gatunkami mało znanymi, jak pantum (Pan. Tuum est Regnum). A jednak kolejne zdania wydają się łączyć w poetycki strumień świadomości („napis cieknący z dysz zwrotki”, Tumoral blues), narastać w falę, która załamuje się gwałtownie w pointach. Płynny ciąg zdań przypomina logoreę na zadany temat i... wykrwawianie się, jak w świetnym, poświęconym żałobie wierszu Omer:
Zostawiam za sobą
frazę jak trop na śniegu,
wypływa ze mnie,
choć podciąłem dawno.
Na opowieściach o nadwrażliwości,
prowadzącej do samobójczej śmierci (cykl Annopol), kronikach z pola
bitwy (Tańce wojenne), scenach z życia miłosnego, w którym szczęście
zmącone jest poczuciem nietrwałości (Spaleni słońcem), i paradoksalnej
narracji obumarłego wewnętrznie, podtrzymującego pozory więzi ze światem
bohatera (Wiktoriańska galeria pośmiertna) nadbudowuje się nadrzędny dla
tomu motyw końca świata. Właściwie wielu pojedynczych światów, które giną tuż
obok w każdej chwili, zwykle poza naszą świadomością, skoncentrowaną na
zagłuszaniu własnego bólu.
2. Tok mowy, niosący lirykę Podlipniaka, nie uwalnia od cierpienia, przeciwnie, jest w nim coś obsesyjnego, wydaje się wynikać z przymusu dotykania słowem pogranicza wizji i sensualnych doznań, międzytekstowych skojarzeń i brutalnej prozy życia. „Pod koniec nocy nawet moje sny mają obroże” – skarży się podmiot Stu kilometrów drogi ekspresowej. Autor Karmageddonu czuje, że wiersz – konieczny, by zrozumieć los (tytułową karmę) – w swojej ułomności przypomina natrętnie ponawianą próbę zbawienia, uleczenia, obudzenia z letargu. Zwykle – daremną:
zabrakło nitki,
by się przeprowadzić
z ciemności w
ciemność, na krótko przed chwilą,
gdy wybuchł
język, sypiąc odłamkami frazesów
o bliskości (to
gorycz wyrwała zawleczkę).
(Granat i
aksamit)
„Słowo nas nie
zagoi, śmierć to także słowo” – pisze w wierszu L. Anneus Sylvanus.
Samobójstwo patronki tomu, Anne Sexton, jest figurą klęski poezji jako
domniemanego lekarstwa na cierpienie:
Nie utrzymał jej
język, był nazbyt kruchym mostem,
więć nie
udźwignął ciężaru pszczół złapanych w obce ule.
Kiedy stanęła na
nim rankiem z dosłowiem w kieszeniach,
oszronioną
szklanka i życiem zawieszonym
on the rocks,
wszystko stopiło się, popiło, spadło.
(Annopol)
3. Podlipniak zwykł pisać wobec
kogoś, zresztą wskazuje wprost twórców, z którymi dialoguje. Literackie (i
szerzej, kulturowe) wzory mówienia stają się budulcem jego własnej propozycji,
rozpiętej pomiędzy sporem z poprzednikami a modyfikującym powtórzeniem
egzystencjalnego gestu, zapisanego w ich dziele. Są wśród nich Randall Jarrell,
W.H. Auden, Brian Turner, T.S. Eliot… Jest wspomniana Sexton, zmagająca się z
chorobą psychiczną i Peter Gabriel, zainspirowany jej liryką; Joseph Conrad i Francis
Ford Coppola, zamieniający jego proroczą powieść w barwny, odurzający
okrucieństwem fresk wojenny. Autor tomu próbuje określić siebie poprzez świat
kultury, w którym zamieszkał. Podmiot najbardziej prywatnych wierszy tomu jest
blisko tych rejonów, w których łączą się rozpacz i amok: balansujący na
cienkiej granicy pomiędzy „jest” i „jeśli” (Suk), spalany ciemnym
słońcem, ostrzeliwany przez czas, który „poszczekiwał krótkimi seriami” (Y.
Submarine).
4. Pojawiające się w wielu wierszach
książki skojarzenia religijne wskazują na jedno ze źródeł niepokoju bohatera Karmageddonu.
Kiedyś Bóg był częścią dziecięcego świata, zbudowanego z naiwnej wiary, ufności
i przywiązania do tradycji. Moment podważenia tej całości odtwarza wigilijny
wiersz Himsa:
(…) Za oknem zima
mieszała się z
postem i widziałem wyraźnie
– na brzegu każdej Marii siedział Jezus,
malusieńki jak ja.
Śmiał się,
czułem, że to znak.
(…)
I nawet zapach
ciasta nie mógł zamaskować
pustego miejsca
przy stole, okrucieństwa kolęd,
gdy powietrze drżało
od biegu pasterzy.
Tymczasem erotyczna ostatnia
wieczerza (Iskrzy bliżej skóry), „Dżej-Si” bliższy musicalowi Jesus
Christ Superstar niż Ewangelii (Pan. Tuum est Regium), „ciemna
matka” z dwiema bliznami na policzku (Utomlonnyje sołncem II) są już tylko
znakami kulturowymi, wyjętymi z kontekstu wiary. Po coś jednak odwołuje się do
nich podmiot, u którego „na czubku nazwiska stoi Kain” (Gościnne pokoje).
Przeżywający swój prywatny armageddon w zasięgu „cienia doliny przez którą
idziemy”, choć prowadzi nie laska Dobrego Pasterza z parafrazowanego przez
poetę Psalmu 23, lecz budząca lęk „smycz w pańskim ręku” (Tumoral blues).
Paweł
Podlipniak, Karmageddon, Wydawca: Stowarzyszenie Salon Literacki,
Warszawa 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)