Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja

Κομνηνός Κασταμόνου

Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος


Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo


http://sklep.danmar.waw.pl/?4,karmageddon-pawel-podlipniak

http://ksiegarniagombrowicza.osdw.pl/


czwartek, 22 grudnia 2011

whenever wherever



Grudzień



z moich dłoni nic nie wynika
Ingeborg Bachman Malina

nic ze mnie nie wynika, nawet koniec świata.
nie znajduję dziś żadnej rzeczy, która trzyma
przy życiu. opowiadam o tym tylko,
aby walczyć ze wstydem. inni mają gorzej.     

nie mam poczucia miejsca i poczucia czasu.
jestem rozbieżny. torby z papieru wypełnione
powietrzem mieszczą cały mój oddech zapowiedź
samotnych świąt i stołu suto zastawionego

pustymi nakryciami. sztuka tracenia
osób, kierunków, znaków nie jest wcale trudna.  
a jeśli śni się zima i pędzący szereg,
to za zakrętem czeka prosty komunikat:

historie są prawdziwe jak złudzenie puenty.

czwartek, 15 grudnia 2011

The only way to fix it is to flush it all away...



Mirra, kadzidło i ałun



wśród nocnej ciszy bóg się rozchodzi niby fale sejsmiczne
jedyny raz w roku – podśpiewuje Alicja – wtedy szczerze
wracam do zimy tam pod wartkim śniegiem biegnę
wtłoczona między pasażerów podmiejskich pociągów

a na peronie koczują królowie wioząc w walizkach
mirrę kadzidło i ałun by zatamować wyciek dobrych nowin
z jezusa który utknął po niewłaściwej stronie lustra
jak świerkowa igła wdeptana w dywan utkany z wełny

może ktoś zrobi zbawcy pożegnalny tatuaż z niskim numerem
zanim gorycz wytrawi ścieżki w skalistej wyżynie
lecz teraz po torach znów płynie do mnie światło  
gwiazdy z podkulonym ogonem canes venatici 

środa, 14 grudnia 2011

...and it was a gas



Śmierć Debbie Harry

oczywiście, tobie
E.A. Poe Beczka Amontillado


Za oknem grudzień, bramy domów stoją w ogniu.
Gęsi wyrżnięte (wyrok wykonała jesień).
Na miłość boską, Montresorze, lęk się kolebie
na rozstajnych drogach. A w śmietniku leży
strzaskane pudełko płyty
– w nim fotografia blondynki o twarzy anioła.

Można mieć szklane wnętrze i wahadło zamiast uczuć,
gaz w żyłach, który nie porusza pompy.
Życie to tylko przejęzyczenie, trujący podtytuł wiersza
napisanego z okazji Bożego Narodzenia.
Odwróć z odrazą kartkę, Montresorze
- głos blondynki utkwił niżej, wśród odpadków.  

Mocna jest cisza i rozchodzi się jak pleśń.
Nasze ulice wciąż za głębokie,
nogi za krótkie - więc utoniemy osobno . 
Śmierć nie ma wzwodu, Montresorze,
kiedy zatrzaskuje drzwi do śmietnika
– a w nim resztki anioła o twarzy blondynki. 


Wersja audio - interpretacja p. Wandy Szczypiorskiej

piątek, 9 grudnia 2011

Big Big Splash




Tumoral blues /repryza/


Chciałbym być sytym pieskiem i zatapiać zęby
w soczystych słowach, które nabrzmiały od znaczeń,
a zamiast demontażu słońc, układów planet
hodować w sobie stale czułość pod dotykiem
skóry delikatniejszej i bardziej bezbronnej
niż pocałunek – pierwszy lub ostatni – dziewczyny
poznanej nad jeziorem żartu. Ot, entropia.

Chciałbym być odbiornikiem nastrojonym czulej
na mikrofale. Taka częstotliwość wprawia  
nas w drżenie i rozgrzewa ciała nawet pod śniegiem.   
Kiedyś przecież wygasną piece, telefony
stracą zasięg, a piasek rzucany na suche
deski będzie jedynie aluzją do formy
obrotu ciał niebieskich lub kruchości bycia

wiernym.    




      

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Trudno powtórzyć te białe szarości. Nad ranem lepią się do niej słowa.



Warum

Emilowi Laine’owi


wróć do biegu do brzegu i potąd
 w giętki świat drukowanych metafor
 na manowce gdzie słowo za słowo
 wchodzi drzazgą wychodzi niełatwo
 razem z nerwem a na pewno z głową

 co się kryje za brzegiem za biegiem
 jaki biegun czy splot kropek kresek
 komunikat nadany pospiesznie
 i śmiech skryty w twojej prawej ręce
 nie krew woda czy papier w butelce

 ugnij nogi poczuj lot i wiersze