N---1---1. Patryk Chrzan „Wyprawa na Północ” (155)
1---2---3. Wojciech Brzoska „Na granicy światów wyrastają włosy” (134)
3---3---2. Ivan Blatny „Wariacje” (129)
5---4---8. Anna Tomaszewska „Zima w M.” (122)
6---5---2. Czesław Markiewicz „mam czas” (121)
N---6---1. Elżbieta Lipińska „Nasi dobrzy Niemcy” (114)
2---7---5. Wisława Szymborska „Identyfikacja” (113)
8---8---2. Mariusz Grzebalski „Legenda” (110)
N---9---1. Joanna Dziwak „Skurcze” (106)
10-10---2. Alicja Wilczyńska „kibelek i gruszka” (99)
Z tym krajem łączy mnie już tylko grawitacja
Κομνηνός Κασταμόνου
Ἰδοὺ ὁ ἄνθρωπος
Tomiki Aubade Triste i Karmageddon dostępne w księgarniach:
"Sonet", Żeromskiego 27, Radom
"Księgarnia Literacka im Witolda Gombrowicza", Żeromskiego 83, Radom
"Tarabuk" ul. Browarna 6,Warszawa
"Czuły Barbarzyńca", ul. Dobra 31, Warszawa
także internetowo
środa, 13 lipca 2011
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Nie wiem i nie będę wiedział, to zdanie mnie zdradza
prima luce
rankiem gołębie turkocą jak koła
wózków ciągniętych przez psotne kucyki
płosząc skupionych zamiataczy ulic
w nich senne miasto ma rachunek sumień
saldo przed pierwszym podniesieniem rolet
i jest nabożnie kiedy tak turkocą
drepcąc gorliwie iskają chodniki
z wilgotnych kruszyn wczorajszego słońca
nim je poderwie zgrzyt pękniętej bramy
z której powietrze zdarło rdzawą skórę
na wieży fary przysiadły odblaski
po nich się wspina wskazówka godzinna
w starych zaułkach chłodem pachną mury
jutrznię wybija zabłąkana cisza
gołębie tropią nasze nieme ślady
wtorek, 21 czerwca 2011
nie opiszesz go, ani ty ani ja, chyba że, kochanie, za opis weźmiemy brak
herein , herein
rzeczy nas posiadły, rzeczy pospolite,
niewarte funta. i krzywo się śmieje
angielski bibliotekarz. gasząc
ostatnie lampy przy pustych pulpitach
mówi: dziś tematem lektury niech będzie
przestrach, jaki wzbudza dawno zapowiedziane
nadejście zbawiciela tłumów
(w gazetach krótka notka o pogrzebie,
tuż obok anonsu o przyjeździe cyrku).
wraz z szefem przybędą klauni, a w cukrowych
głowach przydźwigają probierze
win i grzechów, najszczerszych przekonań.
każdy z nas dostanie strzemienną nagrodę
w kształcie gwoździa i łapkę na gawrony.
ze snów niewysłuchanych garncarz
ulepi pole wypełnione srebrem.
tam zostaniemy
poniedziałek, 13 czerwca 2011
a jej błogosławiony sens przecieka
d-day
Entia non sunt multiplicanda
zapomnijmy o plażach pełnych zwiędłych ptaków
przyklejonych do piasku smugami mazutu,
wzlotach lub zwiastowaniach, za którymi oko
nie nadąża i rośnie skrzywione pod lekkim
naciskiem brzytwy. jakiej odwagi wymaga
takie spojrzenie, które nam odświeży strach
przed podróżą z kamieniem w ustach, posagiem
z jednej przygarści ziemi. wyszliśmy ze słonych
jezior, kalecząc wodę na milion sposobów.
teraz zabliźni rany po najeździe - między
wierszami.
środa, 8 czerwca 2011
nie byliśmy sobą w żadnej znanej tonacji
iskrzy bliżej skóry
burza za oknem jak kot elektryczny drapie
lśniącym pazurem brzuchy deszczowych waleni.
trwa wielkie, nieuchwytne wymieranie godzin,
całych gatunków rzeczy niezbędnych do zejścia
z gałęzi i nie wiemy, kto podniesie owoc
bliższy skórze, a potem wygładzi ostatnie
zmarszczki pościeli. ranek to lek pierworodny
na ostatnie wieczerze i pierwsze śniadania.
budzą się wtedy wszyscy święci od kuchennych
stołów i parzą wrzątkiem gorzkie ziarna, sprawnie
łowiąc ostatnie iskry z szorstkiej kociej sierści.
a potem będą dzielić, co jeszcze zostało:
ciało moje i twoje, okruch rogalika.
piątek, 3 czerwca 2011
Niewiadome
zRównanie
odpłyń ze mną na jednym oddechu
chodźmy się huśtać na cienistym drzewie
będę twoją cząstką – ty moją całością
reszta będzie dopełnieniem, suplementem diety,
reszta będzie dopełnieniem, suplementem diety,
kiedy już się rozłożę na czynniki pierwsze
jestem zerem, gdy bez ruchu stoję obok ciebie
szukając w głowie sposobu odmiany
jeden, jedna, jedno, a w tym cała wiedza,
magia arytmetyki, która czasem scala
oddalające się wyspy w raj albo pangeę
sobota, 28 maja 2011
Zatrzymajcie zegary, wyłączcie telefony
Tumoral blues
czyli przepraszam panie Auden
muszą być o czymś jeśli mają zdechnąć
jak pies pod stołem z przejedzenia piano
bez wycia syren ze słuchawką w pysku
wlepiając tępo ufne ślepia w skrawki
powietrznych maszyn do robienia wersów
tak chętnie sięgam po całkiem zatrute
krzyczące wyłącz najpierw wyłącz siebie
gdy pora trochę oszaleć bez planu
powrotu z góry kiedy przaśne niebo
zaciera napis cieknący z dysz zwrotki
muszą wyrosnąć jak skrzywione tkanki
z ułomnym kodem czy soczyste kości
zgniatane w zębach przez zwykłe legawce
one się zlękną smyczy w pańskim ręku
cienia doliny przez którą idziemy
Subskrybuj:
Posty (Atom)





